Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
26 marca 2011 godz. 18:00
27 marca 2011 godz. 16:00
1 kwietnia 2011
2 kwietnia 2011 (jeśli konieczny)
5 kwietnia 2011 (jeśli konieczny)
27 marca 2011 godz. 16:00
1 kwietnia 2011
2 kwietnia 2011 (jeśli konieczny)
5 kwietnia 2011 (jeśli konieczny)
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
No to po roku przerwy znów Wisła-Lotos w PO, i znów w półfinale. 2 lata temu dostaliśmy solidne lanie, teraz czas na rewanż.
Gdyby na ławce Gdyni był dalej vacat, tak jak w pierwszej części sezonu to można by się zastanawiać tylko jak okazałe zwycięstwa odniesiemy. Na szczes cie dla Gdyni Krawczyk jednak sie przełamał i siegnął po zagraniczną myśl szkoleniową i to w całkiem dobrym wydaniu. Grek szybko poustawiał właściwie klocki i wyprowadził Gdynie na prostą. Ba..w pierwszym bezposrednim starciu z Hernandezem to on był góra.
W tamtym spotkaniu jednak Lotos miał komfortową sytuacje: dysponował niemal pełnym składem (nie grała tylko Tomiałowicz), miał przewagę własnej hali a my graliśmy bez swoich 2 gwiazd: Leuchanki i Powell. Teraz role się odwróciły. To Gdynia przyjeżdża (jeśli oczywiście nic się nie zmieniło w tej kwestii) dość mocno osłabiona. Zwłaszcza brak Mielocha może być dość mocno odczuwalny. Ta zawodniczka dość często przeciwko nam grała bardzo dobre spotkania; nie inaczej było zresztą i w tym seoznie: w obu meczach z nami to ona miała najwyższy "eval" wśród swoich koleżanek, przy czym o ile w meczu w Krakowie wiele to nie znaczyło, to już jej udział w lutowym zwycięstwie był znaczny. Zdobyła wówczas 15 pkt (m.in 3/4 za 3), dołożyła do tego 6 zbiorek, 2 bloki i przechwyty i jedna asystę.. O jej roli w tym meczu najlepiej świadczy fakt że nie nami nie schodziła z parkietu - grała przez 39,5 minuty (a w Krakowie nawet przez 40..). Jeśli chodzi o Jujke to z nią z reguły mieliśmy tylko jedne problem: zbyt szybko łapała faule przez co trenerzy sadzali ja szybko na ławkę.. bo sportowo krzywdy wielkiej nam nie robiła. Jej brak jest jednak sporym problem jeśli chodzi o rotacje dla Gdynskiego klubu: sama Bjelica pod koszem to trochę mało zważywszy ze my dysponujemy tam potężną jak na Polskie warunki siłą.
Powstrzymanie naszych podkoszowych pewnie zresztą kluczowe, jeśli. Lotos chce myśleć o zrobieniu nam krzywdy. W ostatnich spotkaniach nie graliśmy może z potentatami, ale jednak przewaga która uzyskiwaliśmy w polu 3 sekund tak czy siak musi robić wrażenie. Zwłaszcza jeśli uwzględni się fakt ze Ewka najpierw nie grała wcale, a potem występowała z nie w pełni wyleczoną ręką. Patrząc na umiejętności a także siłe poszczególnych zawodniczek podkoszowych w obu zespołach trudno sobie wyobrazić by Gdynia była wstanie nam tam ustać kryjąc 1 na 1 (no chyba ze jej zawodniczki będą w kontakcie ''padały" licząc na "ofensywne" gwizdki sędziów) Spodziewam sie wiec raczej sporo agresywniej obrony strefowej w wykonaniu Lotosu, zapewne Gdyńskie obwodowe będą próbowały doskakiwać do naszych podkoszowych licząc na przechwyty. Momentami pewnie też będą grac pressingiem, choć tu mogą mieć problem ze zmęczeniem, bo ławkę w tym momencie mają dość krótką.
My natomiast najbardziej powinniśmy się obawiać gry z konty rywalek. Dla niech szybkie przejście z obrony do ataku to największa szansa na punkty, a maja do takiej gry dobre predyspozycje Zwłaszcza M.Wright świetnie sie czuje w"biegance", potrafi dobrze wykorzystać zbyt wolny powrót rywalek do obrony i ich błędy w ustawieniu. Nie przypadkiem swoje najlepsze spotkania w WNBA rozgrywała w meczach z Phoenix.. Jak nam uda się powstrzymać kontry to Lotos powinien mieć duże problemy z punktowaniem bo nasza obrona funkcjonuje w tym seoznie całkiem przyzwoicie, o ile tylko gramy skoncentrowanie.
I właśnie o tą koncentracje "boję" sie najbardziej. Juz kilkakrotnie nasze zawodniczki po dobrym początku i osiągnięciu sporej przewagi zaczynały grac nonszalancko tracąc cały zapas punktowy. Tak było np ostatnio w Lesznie , gdy w 5 minut 2 kwarty ich przewaga stopniała z16 do 5 punktów. Na takie przestoje nie możemy sobie pozwolić w meczach z Lotosem. Gdynianki gdy chwycą wiatr z żagle będą bardzo ciężkie do powstrzymania. Musimy wiec bardzo uważać na takie własne przestoje: umiejętności są po naszej stronie, musimy wiec grac mądrze, nie wdając się w chaotyczną wymianę ciosów.
ogólnie: niemal wszystkie karty są w naszych rekach. Nasz największy rywal siedzi w głowach naszych zawodniczek. Jeśli nie dadzą się uśpić czy to problemami kadrowymi Lotosu, czy tez chwilowym wysokim prowadzeniem lub pewna wygrana w którymś spotkań, to awans do finału powinny wywalczyć bez większych problemów. W 3 meczach. Ale jeśli poczujemy sie zbyt pewni siebie, to możemy mieć potem bolesne przebudzenie. Tak jak wczoraj Olympiakos Pireus.. we wtorek wygrał ćwierćfinałowy mecz Euroligi z Montepashi Siena 89-41, prowadzać do przerwy już 47-9<sic!> by 2 dni pozniej - grajac także we własnej hali - ulec tej samej drużynie 65-82.. Zresztą, we wszystkich ćwierćfinałowych parach tych rozgrywek scenariusz był podobny.. we wtorek wygrywali gospodarze, by po 2 dniach ulec swoim rywalom. Także w roli gospodarza.
Gdyby na ławce Gdyni był dalej vacat, tak jak w pierwszej części sezonu to można by się zastanawiać tylko jak okazałe zwycięstwa odniesiemy. Na szczes cie dla Gdyni Krawczyk jednak sie przełamał i siegnął po zagraniczną myśl szkoleniową i to w całkiem dobrym wydaniu. Grek szybko poustawiał właściwie klocki i wyprowadził Gdynie na prostą. Ba..w pierwszym bezposrednim starciu z Hernandezem to on był góra.
W tamtym spotkaniu jednak Lotos miał komfortową sytuacje: dysponował niemal pełnym składem (nie grała tylko Tomiałowicz), miał przewagę własnej hali a my graliśmy bez swoich 2 gwiazd: Leuchanki i Powell. Teraz role się odwróciły. To Gdynia przyjeżdża (jeśli oczywiście nic się nie zmieniło w tej kwestii) dość mocno osłabiona. Zwłaszcza brak Mielocha może być dość mocno odczuwalny. Ta zawodniczka dość często przeciwko nam grała bardzo dobre spotkania; nie inaczej było zresztą i w tym seoznie: w obu meczach z nami to ona miała najwyższy "eval" wśród swoich koleżanek, przy czym o ile w meczu w Krakowie wiele to nie znaczyło, to już jej udział w lutowym zwycięstwie był znaczny. Zdobyła wówczas 15 pkt (m.in 3/4 za 3), dołożyła do tego 6 zbiorek, 2 bloki i przechwyty i jedna asystę.. O jej roli w tym meczu najlepiej świadczy fakt że nie nami nie schodziła z parkietu - grała przez 39,5 minuty (a w Krakowie nawet przez 40..). Jeśli chodzi o Jujke to z nią z reguły mieliśmy tylko jedne problem: zbyt szybko łapała faule przez co trenerzy sadzali ja szybko na ławkę.. bo sportowo krzywdy wielkiej nam nie robiła. Jej brak jest jednak sporym problem jeśli chodzi o rotacje dla Gdynskiego klubu: sama Bjelica pod koszem to trochę mało zważywszy ze my dysponujemy tam potężną jak na Polskie warunki siłą.
Powstrzymanie naszych podkoszowych pewnie zresztą kluczowe, jeśli. Lotos chce myśleć o zrobieniu nam krzywdy. W ostatnich spotkaniach nie graliśmy może z potentatami, ale jednak przewaga która uzyskiwaliśmy w polu 3 sekund tak czy siak musi robić wrażenie. Zwłaszcza jeśli uwzględni się fakt ze Ewka najpierw nie grała wcale, a potem występowała z nie w pełni wyleczoną ręką. Patrząc na umiejętności a także siłe poszczególnych zawodniczek podkoszowych w obu zespołach trudno sobie wyobrazić by Gdynia była wstanie nam tam ustać kryjąc 1 na 1 (no chyba ze jej zawodniczki będą w kontakcie ''padały" licząc na "ofensywne" gwizdki sędziów) Spodziewam sie wiec raczej sporo agresywniej obrony strefowej w wykonaniu Lotosu, zapewne Gdyńskie obwodowe będą próbowały doskakiwać do naszych podkoszowych licząc na przechwyty. Momentami pewnie też będą grac pressingiem, choć tu mogą mieć problem ze zmęczeniem, bo ławkę w tym momencie mają dość krótką.
My natomiast najbardziej powinniśmy się obawiać gry z konty rywalek. Dla niech szybkie przejście z obrony do ataku to największa szansa na punkty, a maja do takiej gry dobre predyspozycje Zwłaszcza M.Wright świetnie sie czuje w"biegance", potrafi dobrze wykorzystać zbyt wolny powrót rywalek do obrony i ich błędy w ustawieniu. Nie przypadkiem swoje najlepsze spotkania w WNBA rozgrywała w meczach z Phoenix.. Jak nam uda się powstrzymać kontry to Lotos powinien mieć duże problemy z punktowaniem bo nasza obrona funkcjonuje w tym seoznie całkiem przyzwoicie, o ile tylko gramy skoncentrowanie.
I właśnie o tą koncentracje "boję" sie najbardziej. Juz kilkakrotnie nasze zawodniczki po dobrym początku i osiągnięciu sporej przewagi zaczynały grac nonszalancko tracąc cały zapas punktowy. Tak było np ostatnio w Lesznie , gdy w 5 minut 2 kwarty ich przewaga stopniała z16 do 5 punktów. Na takie przestoje nie możemy sobie pozwolić w meczach z Lotosem. Gdynianki gdy chwycą wiatr z żagle będą bardzo ciężkie do powstrzymania. Musimy wiec bardzo uważać na takie własne przestoje: umiejętności są po naszej stronie, musimy wiec grac mądrze, nie wdając się w chaotyczną wymianę ciosów.
ogólnie: niemal wszystkie karty są w naszych rekach. Nasz największy rywal siedzi w głowach naszych zawodniczek. Jeśli nie dadzą się uśpić czy to problemami kadrowymi Lotosu, czy tez chwilowym wysokim prowadzeniem lub pewna wygrana w którymś spotkań, to awans do finału powinny wywalczyć bez większych problemów. W 3 meczach. Ale jeśli poczujemy sie zbyt pewni siebie, to możemy mieć potem bolesne przebudzenie. Tak jak wczoraj Olympiakos Pireus.. we wtorek wygrał ćwierćfinałowy mecz Euroligi z Montepashi Siena 89-41, prowadzać do przerwy już 47-9<sic!> by 2 dni pozniej - grajac także we własnej hali - ulec tej samej drużynie 65-82.. Zresztą, we wszystkich ćwierćfinałowych parach tych rozgrywek scenariusz był podobny.. we wtorek wygrywali gospodarze, by po 2 dniach ulec swoim rywalom. Także w roli gospodarza.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
-
SportoweTempo.pl
- Nowy na forum
- Posty: 14
- Rejestracja: 24 września 2010, 09:57
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
Dwa finały koszykarek Wisły
– Rzeczywiście podchodzimy do tej serii jak finału – przyznaje trener Jose Ignacio Hernandez. W sobotę i niedzielę Wisła Can-Pack Kraków podejmie w ramach półfinałów Ford Germaz Ekstraklasy aktualnego mistrza kraju Lotos Gdynia.
Rozgrywki weszły w decydującą fazę. Po ich regularnej części stało się jasne, że w finale nie zobaczymy klasyku z udziałem Wisły i Lotosu. Ten w wyniku problemów w pierwszej części sezonu uplasował się dopiero na czwartej pozycji, a to otwarło szansę na walkę o złoto dla CCC Polkowice lub KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski. – Rzeczywiście podchodzimy do tej serii jak finału, bo gdynianki znajdują się w naprawdę dobrej formie. Aby zostać mistrzem, będzie trzeba wygrać również ten prawdziwy finał. Pamiętajmy o tym, że CCC znalazło się bezpośrednio za nami – przestrzega Hernandez.
W hali przy Reymonta zapowiada się niesamowicie ekscytujące widowisko. Od momentu, kiedy Lotos objął George Dikeoulakos, zespół sięgnął po Puchar Polski, a na ligowych parkietach nie zwykł zawodzić. – To jest wojownik. Przykłada sporą uwagę do defensywy i na pewno będzie chciał nas pokonać. W Lotosie korzysta z niewielu zawodniczek, ale zespół zachowuje przy tym wysoką egzekucję – mówi o greckim szkoleniowcu Gunta Basko. Ubiegłego lata objął łotewską reprezentację, dzięki czemu mogła zaznajomić się z tajnikami jego pracy.
Naprzeciwko niej stanie między innymi Elina Babkina. Niespełna 21-letnia rodaczka trafiła do Lotosu z francuskiego Challes-les-Eaux Basket, a jako juniorka znalazła się na celowniku samego UMMC Jekaterynburga. – Jest otwartą osobą i korzystała ze wskazówek. Bardzo się rozwinęła przez ostatni sezon. Wciąż musi ciężko pracować, niemniej stała się już zawodniczką na wysokim poziomie – komplementuje Basko, którą młodsza koleżanka uznała za swoją mentorkę.
Lotos przebrnął przez ćwierćfinały z lekkimi problemami, które wynikały z sytuacji zdrowotnej. Nie wiadomo, czy w ten weekend wystąpią Daria Mieloszyńska i Marta Jujka. Agnieszka Głowacka, rzeczniczka prasowa klubu: - Na razie sztab szkoleniowy nie podjął w tym zakresie decyzji.
Zapadnie ona najprawdopodobniej dopiero po sobotnim porannym treningu w hali przy Reymonta.
Kiedy się już wydawało, że karta wreszcie się odwróciła, pech dotknął Wisłę. – To drugi dzień w sezonie, kiedy mieliśmy komplet na treningu. Mamy nadzieję, że kontuzja Jeleny Leuchanki nie jest poważna – wyznaje Hernandez. Białorusinka podkręciła nogę podczas czwartkowych zajęć. Z pierwszych meldunków dało się odczytać, że czeka ją przynajmniej krótki odpoczynek.
Hiszpan cieszył się natomiast z możliwości spokojnego przygotowania do półfinałów. – Dawno nie mieliśmy okazji do tylu sesji treningowych na wysokim poziomie – podkreśla. Podczas nich ćwiczona była głównie taktyka pod kątem zbliżającej się serii. Był czas na odświeżenie swoich zagrywek oraz analizę poczynań rywalek. Trenerzy przypominali o rozwadze przy wyprowadzaniu akcji i wystrzeganiu się niepotrzebnych strat oraz nieustannie domagali się kontrolowania gry na tablicach. Poszczególne zawodniczki prezentowały zwyżkującą formę, co z pewnością będzie można zaobserwować w sobotę (początek meczu godz. 18.) i niedzielę (godz. 16).
Równie gorąco jak na boisku powinno być na trybunach. Tym razem terminarz koszykarski nie koliduje z piłkarskim, co tym bardziej oznacza, że wolnych miejsc raczej nie dostrzeżemy. Dodatkowo, jak poinformował nas organizator wyjazdu gdyńskich kibiców, drużynę gości będzie wspierać około 40-osobowa grupa.
Terminarz półfinałowej serii (gra toczy się do trzech zwycięstw): 26.03 w Krakowie, godz. 18; 27.03 w Krakowie, godz. 16 (transmisja w TVP Sport); 1.04 w Gdyni (godz. 20.15), 2.04 w Gdyni* (godz. 16); 5.04 w Krakowie* (godz. 18)
*jeśli będzie konieczny
źródło: SportoweTempo.pl
– Rzeczywiście podchodzimy do tej serii jak finału – przyznaje trener Jose Ignacio Hernandez. W sobotę i niedzielę Wisła Can-Pack Kraków podejmie w ramach półfinałów Ford Germaz Ekstraklasy aktualnego mistrza kraju Lotos Gdynia.
Rozgrywki weszły w decydującą fazę. Po ich regularnej części stało się jasne, że w finale nie zobaczymy klasyku z udziałem Wisły i Lotosu. Ten w wyniku problemów w pierwszej części sezonu uplasował się dopiero na czwartej pozycji, a to otwarło szansę na walkę o złoto dla CCC Polkowice lub KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski. – Rzeczywiście podchodzimy do tej serii jak finału, bo gdynianki znajdują się w naprawdę dobrej formie. Aby zostać mistrzem, będzie trzeba wygrać również ten prawdziwy finał. Pamiętajmy o tym, że CCC znalazło się bezpośrednio za nami – przestrzega Hernandez.
W hali przy Reymonta zapowiada się niesamowicie ekscytujące widowisko. Od momentu, kiedy Lotos objął George Dikeoulakos, zespół sięgnął po Puchar Polski, a na ligowych parkietach nie zwykł zawodzić. – To jest wojownik. Przykłada sporą uwagę do defensywy i na pewno będzie chciał nas pokonać. W Lotosie korzysta z niewielu zawodniczek, ale zespół zachowuje przy tym wysoką egzekucję – mówi o greckim szkoleniowcu Gunta Basko. Ubiegłego lata objął łotewską reprezentację, dzięki czemu mogła zaznajomić się z tajnikami jego pracy.
Naprzeciwko niej stanie między innymi Elina Babkina. Niespełna 21-letnia rodaczka trafiła do Lotosu z francuskiego Challes-les-Eaux Basket, a jako juniorka znalazła się na celowniku samego UMMC Jekaterynburga. – Jest otwartą osobą i korzystała ze wskazówek. Bardzo się rozwinęła przez ostatni sezon. Wciąż musi ciężko pracować, niemniej stała się już zawodniczką na wysokim poziomie – komplementuje Basko, którą młodsza koleżanka uznała za swoją mentorkę.
Lotos przebrnął przez ćwierćfinały z lekkimi problemami, które wynikały z sytuacji zdrowotnej. Nie wiadomo, czy w ten weekend wystąpią Daria Mieloszyńska i Marta Jujka. Agnieszka Głowacka, rzeczniczka prasowa klubu: - Na razie sztab szkoleniowy nie podjął w tym zakresie decyzji.
Zapadnie ona najprawdopodobniej dopiero po sobotnim porannym treningu w hali przy Reymonta.
Kiedy się już wydawało, że karta wreszcie się odwróciła, pech dotknął Wisłę. – To drugi dzień w sezonie, kiedy mieliśmy komplet na treningu. Mamy nadzieję, że kontuzja Jeleny Leuchanki nie jest poważna – wyznaje Hernandez. Białorusinka podkręciła nogę podczas czwartkowych zajęć. Z pierwszych meldunków dało się odczytać, że czeka ją przynajmniej krótki odpoczynek.
Hiszpan cieszył się natomiast z możliwości spokojnego przygotowania do półfinałów. – Dawno nie mieliśmy okazji do tylu sesji treningowych na wysokim poziomie – podkreśla. Podczas nich ćwiczona była głównie taktyka pod kątem zbliżającej się serii. Był czas na odświeżenie swoich zagrywek oraz analizę poczynań rywalek. Trenerzy przypominali o rozwadze przy wyprowadzaniu akcji i wystrzeganiu się niepotrzebnych strat oraz nieustannie domagali się kontrolowania gry na tablicach. Poszczególne zawodniczki prezentowały zwyżkującą formę, co z pewnością będzie można zaobserwować w sobotę (początek meczu godz. 18.) i niedzielę (godz. 16).
Równie gorąco jak na boisku powinno być na trybunach. Tym razem terminarz koszykarski nie koliduje z piłkarskim, co tym bardziej oznacza, że wolnych miejsc raczej nie dostrzeżemy. Dodatkowo, jak poinformował nas organizator wyjazdu gdyńskich kibiców, drużynę gości będzie wspierać około 40-osobowa grupa.
Terminarz półfinałowej serii (gra toczy się do trzech zwycięstw): 26.03 w Krakowie, godz. 18; 27.03 w Krakowie, godz. 16 (transmisja w TVP Sport); 1.04 w Gdyni (godz. 20.15), 2.04 w Gdyni* (godz. 16); 5.04 w Krakowie* (godz. 18)
*jeśli będzie konieczny
źródło: SportoweTempo.pl
Ostatnio zmieniony 25 marca 2011, 19:53 przez SportoweTempo.pl, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
SportoweTempo.pl pisze:Wciąż musi ciężko pracować, niemniej stała się już zawodniczkom na wysokim poziomie – komplementuje Basko, którą młodsza koleżanka uznała za swoją mentorkę.
Litości. Ja rozumiem, że polski język nie jest najłatwiejszy, ale to ostatnio coraz popularniejszy błąd, nawet tu na forum.
PS. Greebo - w kontrach nie zapominaj o Ketii
- hellraiser
- Junior
- Posty: 2479
- Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
Greebo pisze:Gdyby na ławce Gdyni był dalej vacat, tak jak w pierwszej części sezonu to można by się zastanawiać tylko jak okazałe zwycięstwa odniesiemy. .
Błąd-teraz to możecie się zastanawiać jak okazałe zwycięstwa odniesiecie -a gdyby na ławce Gdyni był dalej vacat,u to byśmy się po prostu na tym etapie rozgrywek już nie spotkali.

Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
Zamknąć Phillips, upić Hernandeza
autor: Krzysztof Kaczmarczyk, 2011-03-25
rozmowa z Georgiosem Dikaioulakosem, szkoleniowcem Lotosu Gdynia
Od momentu, gdy pojawił się w Gdyni, ekipa Lotosu zmieniła się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Od tego też momentu mistrzynie Polski nie przegrały żadnego meczu w polskich rozgrywkach. Czy zatem Georgios Dikaioulakos to prawdziwy cudotwórca? W Trójmieście wszyscy są zachwyceni pracą, jaką Grek wykonał w drugiej połowie sezonu z ekipą Lotosu. Sam trener również czuje się w Gdyni znakomicie. To wszystko może prowadzić zatem do owocnej współpracy, która być może potrwa ładnych parę lat.
Krzysztof Kaczmarczyk: Trenerze, co może Pan powiedzieć o serii meczów z drużyną Matizol Lider Pruszków. Dwa mecze i dwa horrory, ale zakończone z waszej strony happy endem. Udało się zatem wywalczyć awans do półfinałów, a to oznacza, że misja została zakończona?
Georgios Dikaioulakos: Oczywiście, że nie! W sporcie każda kolejna wygrana sprawia, że jesteś coraz bardziej spragniony czegoś lepszego. To jest niemożliwe, żeby powiedzieć w pewnym momencie dość! Po pierwsze chcemy kontynuować w dalszym ciągu ładną dla oka koszykówkę. Po drugie chcemy osiągnąć to, na co zasługujemy. Czy będzie to tytuł, trzecie, a może czwarte miejsce, będziemy mogli to ocenić dopiero później. Głównym celem jest jednak walka o bycie najlepszym!
Wyeliminowanie drużyny z Pruszkowa nie było łatwym zadaniem. W składzie zabrakło przecież dwóch kluczowych polskich zawodniczek, ale reszta zespołu potrafiła po raz kolejny wznieść się na wyżyny i pokazać znakomitą koszykówkę.
- Musimy się już chyba do tego przyzwyczaić, że w każdym meczu gramy bez co najmniej dwóch kluczowych dla nas zawodniczek. W pierwszym meczu doznaliśmy jednak szoku po kontuzji Marty Jujki, do której doszło już w pierwszych minutach tamtego spotkania. Dzięki Bogu wszystkie pozostałe zawodniczki, jak powtarzałem już niejednokrotnie, zagrały nie tylko dobrze, ale znakomicie. Jednocześnie każda starała się pokryć stratę tej kontuzjowanej. Moje podopieczne grają z wielkim sercem i inteligencją.
Istnieją jakieś szanse na to, że Daria Mieloszyńska i Marta Jujka dołączą do drużyny na półfinałową rywalizację z Wisłą Can Pack Kraków, czy sezon dla tych zawodniczek już się skończył? Jeżeli się skończył, to jakie są przyczyny przedwczesnych wakacji?
- Niestety szanse na występ obu tych zawodniczek są bardzo małe. Jujka wciąż walczy, żeby uniknąć operacji kolana. Mieloszyńska natomiast ma problemy z Achillesem i potrzebuje odpoczynku oraz specjalnego traktowania. To wszystko potrwa prawdopodobnie dłużej niż miesiąc, czyli szanse na grę są naprawdę niewielkie.
Półfinałowa rywalizacja z Wisłą Can Pack Kraków będzie największym wyzwaniem dla Lotosu. Rywal to bowiem główny kandydat do złota w tym sezonie.
- Oczywiście, że zespół z Krakowa to wielki faworyt do wywalczenia złotego medalu. Mają wiele dobrych zawodniczek klasy światowej i to na każdej pozycji! W naszej teorii gry jest jednak doprowadzenie do słabości naszego rywala, przy czym należy pamiętać, żeby chronić swoje własne. Właśnie tak graliśmy w naszych poprzednich meczach i tak samo będzie starali się grać w starciach z Wisłą. Dziewczyny mocno wierzą w nasz zespół, wierzą same w siebie. Ja również mocno wierzę w swoje podopieczne i wspieram je na każdym kroku, a one jeszcze nigdy mnie nie zawiodły! Zachowujemy więc wszyscy wiarę w dobry wynik.
Co będzie zatem priorytetową sprawą do zatrzymania Wisły Can Pack i wygrania trzech meczy w tej serii przeciwko tej drużynie?
- Po pierwsze musimy zamknąć na klucz w szatni Phillips, Leuczankę, Kobryn, Basko, Powell i jeszcze kilka innych zawodniczek. Po drugie musimy spróbować upić trenera Hernandeza i nie pozwolić mu na prowadzenie reszty drużyny. Jest jeszcze kilka innych rzeczy do zrobienia, ale to zatrzymamy już w tajemnicy.
Trenerze wróćmy trochę do przeszłości. Jak dużo dni spędził Pan rozmyślając nad ofertą Lotosu?
- Hmm... Raczej powinno brzmieć pytanie, ile minut się nad tym zastanawiałem. Na samym początku byłem troszeczkę zaniepokojony widząc wyniki zespołu, ale wielka nazwa klubu sprawiła, że nie zajęło mi dużo czasu rozmyślanie nad tą ofertą. W każdym razie praca trenera polega na pracy z zawodnikami na parkiecie, a nie spędzeniu czasu w domu czekając na wielkie oferty.
Wie Pan, że jest Pan pierwszym zagranicznym trenerem w Gdyni? To z pewnością historyczny moment dla tego klubu.
- Byłem również pierwszym zagranicznym trenerem w historii łotewskiej drużyny narodowej i pierwszym zagranicznym zawodnikiem w historii byłej Jugosławii. Dlatego też to wszystko nie jest dla mnie czymś nowym. Świat się zmienia, ludzie przy tym stają się coraz bardziej zainteresowani wspólnymi interesami. Globalizacja przenika we wszystko, w każdy rodzaj pracy. To się po prostu dzieje i będzie się działo dalej.
Co było najważniejszą rzeczą, żeby odmienić słaby Lotos w zespół, który obecnie gra w opinii fachowców najładniejszą koszykówkę w Polsce?
- Zasady! Jestem absolutnie przekonany i wierzę w to bardzo, że zespół musi mieć zasady w ofensywie, zasady w defensywie, zasady na parkiecie, jak i poza nim. Bez zasad zespół nie wygląda jak zespół, ale jak cyrk. Myślę, że właśnie to była najważniejsza sprawa do odmiany tej drużyny, którą wprowadziłem. Pozostałe rzeczy to detale. Najważniejsze było jednak wprowadzenie zasad, bo bez nich nie mogliśmy nawet zacząć grać.
Lotos gra bez typowego centra. To wielki problem dla Pana czy jest to spowodowane faktem, że Lotos prezentuje taki styl gry, oparty na szybkiej grze?
- Rzeczywistość jest taka, że jest to dla nas ogromny problem. Coś jednak staramy się zrobić w tym temacie. Próbujemy nasze wady zamienić w zalety. To jest właśnie urok naszej trenerskiej pracy.
Moje pytanie stąd, że Wisła pod koszem ma takie zawodniczki, jak Ewelina Kobryn, Jelena Leuczanka i Magdalena Leciejewska. Jak chcecie je zatrzymać, mając pod koszem jedynie Milkę Bjelicę?
- Koszykówka ma bardzo dużo różnego rodzaju strategii i taktyki. Teraz muszę wybrać tą najbardziej odpowiednią i sprawić, żeby moje zawodniczki uwierzyły, że zdołają ją wykonać. Psychologia w koszykówce odgrywa wielką rolę. To od niej zależy dużo w temacie realizacji swojego zamierzonego celu. Czasami myślisz, że to mało, a czasami, że bardzo dużo. Jeżeli zdołasz jednak przekonać zawodników, że potrafią zrobić to co im przekazujesz, wtedy możesz oczekiwać cudów zarówno w obronie, jak i ataku.
Lotos wygrał 12 meczów z rzędu w Ford Germaz Ekstraklasie. Wygrał również wszystkie mecze w Pucharze Polski. Wisła Can Pack jest w stanie zakończyć tą fantastyczną serię zwycięstw?
- Każdy może zatrzymać tą fantastyczną serię! Nie tylko Wisła! Nie staliśmy się zespołem niepokonanym w przeciągu zaledwie jednej nocy. Na każdą wygraną musieliśmy mocno zapracować, bo były to niezwykle trudne walki. Wisła również jest w stanie to zrobić i będzie chciała z pewnością pokazać, że jest zespołem lepszym od nas. Rywal musi jednak wiedzieć, że łatwo się nie poddamy! To nie w naszym zwyczaju!
Po sezonie w Polsce będzie Pan uczestniczył w Mistrzostwach Europy z reprezentacją Łotwy, ale co potem? Chce Pan wrócić do Gdyni na kolejny sezon żeby ponownie prowadzić Lotos?
- Mam taką nadzieję! Ludzie w Gdyni mnie kochają i pokazują mi to w każdym miejscu, w jakim się pojawię! W klubie wszyscy traktują mnie tak, jak gdybym był w nim już od 20 lat, jak gdybym był od zawsze jednym z nich. Ważne jest też to, że nie pokazują tego tylko dlatego, że przyniosłem do klubu dobre wyniku, ale z szacunku dla godzin, jakie spędziłem dla pracy z drużyną. O co mógłbym prosić więcej? Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie nasze drogi ponownie się zejdą, gdyż nie widzę powodów, żeby stąd odchodzić!
http://www.sportowefakty.pl/koszykowka/ ... em-dikaio/
autor: Krzysztof Kaczmarczyk, 2011-03-25
rozmowa z Georgiosem Dikaioulakosem, szkoleniowcem Lotosu Gdynia
Od momentu, gdy pojawił się w Gdyni, ekipa Lotosu zmieniła się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Od tego też momentu mistrzynie Polski nie przegrały żadnego meczu w polskich rozgrywkach. Czy zatem Georgios Dikaioulakos to prawdziwy cudotwórca? W Trójmieście wszyscy są zachwyceni pracą, jaką Grek wykonał w drugiej połowie sezonu z ekipą Lotosu. Sam trener również czuje się w Gdyni znakomicie. To wszystko może prowadzić zatem do owocnej współpracy, która być może potrwa ładnych parę lat.
Krzysztof Kaczmarczyk: Trenerze, co może Pan powiedzieć o serii meczów z drużyną Matizol Lider Pruszków. Dwa mecze i dwa horrory, ale zakończone z waszej strony happy endem. Udało się zatem wywalczyć awans do półfinałów, a to oznacza, że misja została zakończona?
Georgios Dikaioulakos: Oczywiście, że nie! W sporcie każda kolejna wygrana sprawia, że jesteś coraz bardziej spragniony czegoś lepszego. To jest niemożliwe, żeby powiedzieć w pewnym momencie dość! Po pierwsze chcemy kontynuować w dalszym ciągu ładną dla oka koszykówkę. Po drugie chcemy osiągnąć to, na co zasługujemy. Czy będzie to tytuł, trzecie, a może czwarte miejsce, będziemy mogli to ocenić dopiero później. Głównym celem jest jednak walka o bycie najlepszym!
Wyeliminowanie drużyny z Pruszkowa nie było łatwym zadaniem. W składzie zabrakło przecież dwóch kluczowych polskich zawodniczek, ale reszta zespołu potrafiła po raz kolejny wznieść się na wyżyny i pokazać znakomitą koszykówkę.
- Musimy się już chyba do tego przyzwyczaić, że w każdym meczu gramy bez co najmniej dwóch kluczowych dla nas zawodniczek. W pierwszym meczu doznaliśmy jednak szoku po kontuzji Marty Jujki, do której doszło już w pierwszych minutach tamtego spotkania. Dzięki Bogu wszystkie pozostałe zawodniczki, jak powtarzałem już niejednokrotnie, zagrały nie tylko dobrze, ale znakomicie. Jednocześnie każda starała się pokryć stratę tej kontuzjowanej. Moje podopieczne grają z wielkim sercem i inteligencją.
Istnieją jakieś szanse na to, że Daria Mieloszyńska i Marta Jujka dołączą do drużyny na półfinałową rywalizację z Wisłą Can Pack Kraków, czy sezon dla tych zawodniczek już się skończył? Jeżeli się skończył, to jakie są przyczyny przedwczesnych wakacji?
- Niestety szanse na występ obu tych zawodniczek są bardzo małe. Jujka wciąż walczy, żeby uniknąć operacji kolana. Mieloszyńska natomiast ma problemy z Achillesem i potrzebuje odpoczynku oraz specjalnego traktowania. To wszystko potrwa prawdopodobnie dłużej niż miesiąc, czyli szanse na grę są naprawdę niewielkie.
Półfinałowa rywalizacja z Wisłą Can Pack Kraków będzie największym wyzwaniem dla Lotosu. Rywal to bowiem główny kandydat do złota w tym sezonie.
- Oczywiście, że zespół z Krakowa to wielki faworyt do wywalczenia złotego medalu. Mają wiele dobrych zawodniczek klasy światowej i to na każdej pozycji! W naszej teorii gry jest jednak doprowadzenie do słabości naszego rywala, przy czym należy pamiętać, żeby chronić swoje własne. Właśnie tak graliśmy w naszych poprzednich meczach i tak samo będzie starali się grać w starciach z Wisłą. Dziewczyny mocno wierzą w nasz zespół, wierzą same w siebie. Ja również mocno wierzę w swoje podopieczne i wspieram je na każdym kroku, a one jeszcze nigdy mnie nie zawiodły! Zachowujemy więc wszyscy wiarę w dobry wynik.
Co będzie zatem priorytetową sprawą do zatrzymania Wisły Can Pack i wygrania trzech meczy w tej serii przeciwko tej drużynie?
- Po pierwsze musimy zamknąć na klucz w szatni Phillips, Leuczankę, Kobryn, Basko, Powell i jeszcze kilka innych zawodniczek. Po drugie musimy spróbować upić trenera Hernandeza i nie pozwolić mu na prowadzenie reszty drużyny. Jest jeszcze kilka innych rzeczy do zrobienia, ale to zatrzymamy już w tajemnicy.
Trenerze wróćmy trochę do przeszłości. Jak dużo dni spędził Pan rozmyślając nad ofertą Lotosu?
- Hmm... Raczej powinno brzmieć pytanie, ile minut się nad tym zastanawiałem. Na samym początku byłem troszeczkę zaniepokojony widząc wyniki zespołu, ale wielka nazwa klubu sprawiła, że nie zajęło mi dużo czasu rozmyślanie nad tą ofertą. W każdym razie praca trenera polega na pracy z zawodnikami na parkiecie, a nie spędzeniu czasu w domu czekając na wielkie oferty.
Wie Pan, że jest Pan pierwszym zagranicznym trenerem w Gdyni? To z pewnością historyczny moment dla tego klubu.
- Byłem również pierwszym zagranicznym trenerem w historii łotewskiej drużyny narodowej i pierwszym zagranicznym zawodnikiem w historii byłej Jugosławii. Dlatego też to wszystko nie jest dla mnie czymś nowym. Świat się zmienia, ludzie przy tym stają się coraz bardziej zainteresowani wspólnymi interesami. Globalizacja przenika we wszystko, w każdy rodzaj pracy. To się po prostu dzieje i będzie się działo dalej.
Co było najważniejszą rzeczą, żeby odmienić słaby Lotos w zespół, który obecnie gra w opinii fachowców najładniejszą koszykówkę w Polsce?
- Zasady! Jestem absolutnie przekonany i wierzę w to bardzo, że zespół musi mieć zasady w ofensywie, zasady w defensywie, zasady na parkiecie, jak i poza nim. Bez zasad zespół nie wygląda jak zespół, ale jak cyrk. Myślę, że właśnie to była najważniejsza sprawa do odmiany tej drużyny, którą wprowadziłem. Pozostałe rzeczy to detale. Najważniejsze było jednak wprowadzenie zasad, bo bez nich nie mogliśmy nawet zacząć grać.
Lotos gra bez typowego centra. To wielki problem dla Pana czy jest to spowodowane faktem, że Lotos prezentuje taki styl gry, oparty na szybkiej grze?
- Rzeczywistość jest taka, że jest to dla nas ogromny problem. Coś jednak staramy się zrobić w tym temacie. Próbujemy nasze wady zamienić w zalety. To jest właśnie urok naszej trenerskiej pracy.
Moje pytanie stąd, że Wisła pod koszem ma takie zawodniczki, jak Ewelina Kobryn, Jelena Leuczanka i Magdalena Leciejewska. Jak chcecie je zatrzymać, mając pod koszem jedynie Milkę Bjelicę?
- Koszykówka ma bardzo dużo różnego rodzaju strategii i taktyki. Teraz muszę wybrać tą najbardziej odpowiednią i sprawić, żeby moje zawodniczki uwierzyły, że zdołają ją wykonać. Psychologia w koszykówce odgrywa wielką rolę. To od niej zależy dużo w temacie realizacji swojego zamierzonego celu. Czasami myślisz, że to mało, a czasami, że bardzo dużo. Jeżeli zdołasz jednak przekonać zawodników, że potrafią zrobić to co im przekazujesz, wtedy możesz oczekiwać cudów zarówno w obronie, jak i ataku.
Lotos wygrał 12 meczów z rzędu w Ford Germaz Ekstraklasie. Wygrał również wszystkie mecze w Pucharze Polski. Wisła Can Pack jest w stanie zakończyć tą fantastyczną serię zwycięstw?
- Każdy może zatrzymać tą fantastyczną serię! Nie tylko Wisła! Nie staliśmy się zespołem niepokonanym w przeciągu zaledwie jednej nocy. Na każdą wygraną musieliśmy mocno zapracować, bo były to niezwykle trudne walki. Wisła również jest w stanie to zrobić i będzie chciała z pewnością pokazać, że jest zespołem lepszym od nas. Rywal musi jednak wiedzieć, że łatwo się nie poddamy! To nie w naszym zwyczaju!
Po sezonie w Polsce będzie Pan uczestniczył w Mistrzostwach Europy z reprezentacją Łotwy, ale co potem? Chce Pan wrócić do Gdyni na kolejny sezon żeby ponownie prowadzić Lotos?
- Mam taką nadzieję! Ludzie w Gdyni mnie kochają i pokazują mi to w każdym miejscu, w jakim się pojawię! W klubie wszyscy traktują mnie tak, jak gdybym był w nim już od 20 lat, jak gdybym był od zawsze jednym z nich. Ważne jest też to, że nie pokazują tego tylko dlatego, że przyniosłem do klubu dobre wyniku, ale z szacunku dla godzin, jakie spędziłem dla pracy z drużyną. O co mógłbym prosić więcej? Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie nasze drogi ponownie się zejdą, gdyż nie widzę powodów, żeby stąd odchodzić!
http://www.sportowefakty.pl/koszykowka/ ... em-dikaio/
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
No to 1-0 choć było ciężko.. Tak jak sie spodziewałem Gdynia grała strefa, strefa i jeszcze raz strefa, z podwajaniem (lub potrajaniem) gdy tylko któraś z naszych podkoszowych dostała piłkę. Taka taktyka oznacza w praktyce ze rywal musi albo byc w stanie idealnie dograć pod kosz (tak żeby nie potrzeba było już manewru a tym bardziej kozłowania) albo mieć dobra skuteczność z dystansu. Do pierwszego brak nam rozgrywającej, a jeśli chodzi o trojki to zdecydowanie nie mieliśmy dnia. Rozbijanie strefy po obwodzie szlo nam nieźle, czyste pozycje były, ale piłka za cholerę nie chciała trafiać do kosza (w odróżnieniu od Lotos któremu do przerwy trojki siedziały z duzo najbrudniejszych pozycj) I tak było az do polowy 3 kwarty. Wtedy, po doprowadzeniu przez Gdynie do remisu i czasie Hernandeza wreszcie trafiliśmy dwie kolejne trojki - najpierw Powell, potem Erin) I to "zabiło Gdyni".
Co dalej? Logicznie patrząc powinno byc nam łatwiej. Obie drużyny grały z ogromna ambicja, ale jednak to po naszej stronie była ciut większa rotacja, no i zdecydowana przewaga siły. To zmęczenie Lotosu powinno jutro wypłynąć. Dodatkowo forma rzutowa w meczach granych dzień po dniu lubi sie mocno wahać. Dziś była niewątpliwie po stronie Gdyni (a zwłaszcza Wright,- dobrze spodziewałem się że to jednak przede wszystkim jej nie wolno dać sie rozrzucać) wiec jutro licze na odmianę
To tyle na temat logiki. W sporcie - na szczęście dla Lotosu - czesto sie jednak nie sprawdza. Wiec jutro dziewczyny powinny nastawić się na kolejną ciężko walkę.
I jeszcze słowo o trenerze Gdyni. wydaję mi się ze popełnił błąd biorąc 3 czas juz na początku 4 kwarty i to w momencie gdy Lotos grał przyzwoicie i pomału nadrabiał straty. Potem tej możliwości wzięcia czasu IMO zabrakło gdy zaczęliśmy trafiać. Ale ogólnie widać było i w tym meczu ze ściągając go do Gdyni Krawczyk wykonał świetny ruch bo odwala kawał dobrej roboty. (btw, czy to przypadkiem była jego pierwsza ligowa porażka w życiu? W Gdyni wcześniej nie przegrał, a i chyba w Grecji też nie.. wynik imponujący)
Co dalej? Logicznie patrząc powinno byc nam łatwiej. Obie drużyny grały z ogromna ambicja, ale jednak to po naszej stronie była ciut większa rotacja, no i zdecydowana przewaga siły. To zmęczenie Lotosu powinno jutro wypłynąć. Dodatkowo forma rzutowa w meczach granych dzień po dniu lubi sie mocno wahać. Dziś była niewątpliwie po stronie Gdyni (a zwłaszcza Wright,- dobrze spodziewałem się że to jednak przede wszystkim jej nie wolno dać sie rozrzucać) wiec jutro licze na odmianę
I jeszcze słowo o trenerze Gdyni. wydaję mi się ze popełnił błąd biorąc 3 czas juz na początku 4 kwarty i to w momencie gdy Lotos grał przyzwoicie i pomału nadrabiał straty. Potem tej możliwości wzięcia czasu IMO zabrakło gdy zaczęliśmy trafiać. Ale ogólnie widać było i w tym meczu ze ściągając go do Gdyni Krawczyk wykonał świetny ruch bo odwala kawał dobrej roboty. (btw, czy to przypadkiem była jego pierwsza ligowa porażka w życiu? W Gdyni wcześniej nie przegrał, a i chyba w Grecji też nie.. wynik imponujący)
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
-
SportoweTempo.pl
- Nowy na forum
- Posty: 14
- Rejestracja: 24 września 2010, 09:57
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
Krężel: Odbiłam się od dna
- Nie mogłyśmy znaleźć skuteczności w pierwszej połowie. To było przyczyną, że ten mecz potoczył się w taki sposób – podsumowała koszykarka Wisły Can-Pack Katarzyna Krężel początek półfinałowej batalii pomiędzy z Lotosem Gdynia.
- Ten mecz należał do specyficznych. Lotos był doskonale przygotowany pod względem taktycznym, a jego 16 wygranych z rzędu nie było przypadkiem. Realizowanie założeń trenera przekłada się na ich grę – komplementowała rywalki, które pierwszą kwartę zakończyły z 10-punktową przewagą (11-21). Potem wynik długo oscylował w granicach remisu i dopiero po zmianie stron udało się krakowiankom na dobre przejąć inicjatywę.
W składzie mistrzyń Polski jedyną klasyczną centerką była Milka Bjelica, jednak już w pierwszej kwarcie popełniła trzy faule. Trener George Dikaioulakos natychmiast dokonał zmiany, stawiając na grę niskim składem. – Przygotowywałyśmy się na takie ustawienie Lotosu, niemniej myślę, że było nam łatwiej grać przeciwko Bjelicy. Kiedy gracz jest niższy, jest też szybszy. Nie ujmuję niczego naszym podkoszowym, ale przy takich zestawieniach w obronie tworzą się dziury i trzeba szukać nowych rozwiązań – odniosła się do okoliczności, które niewątpliwie wpłynęły na przebieg rywalizacji.
Skrzydłowa Wisły była inicjatorką pościgu w drugiej kwarcie, podtrzymując wysoką formę w ostatnich tygodniach. Między 20 a 25 kolejką uzyskała łącznie tylko 12 punktów, chociaż w obronie prezentowała wysoką dyspozycję, a zespół podczas jej obecności na parkiecie regularnie pozostawał na plusie. To niejednokrotnie umykało uwadze, lecz teraz nikt nie może jej zarzucić słabej postawy. Jej średnia w czterech ostatnich spotkaniach (czyli od przełomowego przeciwko Widzewowi Łódź) wynosi blisko 11 punktów.
- Cieszę się, że odbiłam się od dna w ataku. Gra w obronie nie jest zawsze widoczna, ale daje wewnętrznie dużo satysfakcji. Jak jest dobra obrona, to prędzej czy później przełoży się na dobry atak – zakończyła.
źródło: SportoweTempo.pl
- Nie mogłyśmy znaleźć skuteczności w pierwszej połowie. To było przyczyną, że ten mecz potoczył się w taki sposób – podsumowała koszykarka Wisły Can-Pack Katarzyna Krężel początek półfinałowej batalii pomiędzy z Lotosem Gdynia.
- Ten mecz należał do specyficznych. Lotos był doskonale przygotowany pod względem taktycznym, a jego 16 wygranych z rzędu nie było przypadkiem. Realizowanie założeń trenera przekłada się na ich grę – komplementowała rywalki, które pierwszą kwartę zakończyły z 10-punktową przewagą (11-21). Potem wynik długo oscylował w granicach remisu i dopiero po zmianie stron udało się krakowiankom na dobre przejąć inicjatywę.
W składzie mistrzyń Polski jedyną klasyczną centerką była Milka Bjelica, jednak już w pierwszej kwarcie popełniła trzy faule. Trener George Dikaioulakos natychmiast dokonał zmiany, stawiając na grę niskim składem. – Przygotowywałyśmy się na takie ustawienie Lotosu, niemniej myślę, że było nam łatwiej grać przeciwko Bjelicy. Kiedy gracz jest niższy, jest też szybszy. Nie ujmuję niczego naszym podkoszowym, ale przy takich zestawieniach w obronie tworzą się dziury i trzeba szukać nowych rozwiązań – odniosła się do okoliczności, które niewątpliwie wpłynęły na przebieg rywalizacji.
Skrzydłowa Wisły była inicjatorką pościgu w drugiej kwarcie, podtrzymując wysoką formę w ostatnich tygodniach. Między 20 a 25 kolejką uzyskała łącznie tylko 12 punktów, chociaż w obronie prezentowała wysoką dyspozycję, a zespół podczas jej obecności na parkiecie regularnie pozostawał na plusie. To niejednokrotnie umykało uwadze, lecz teraz nikt nie może jej zarzucić słabej postawy. Jej średnia w czterech ostatnich spotkaniach (czyli od przełomowego przeciwko Widzewowi Łódź) wynosi blisko 11 punktów.
- Cieszę się, że odbiłam się od dna w ataku. Gra w obronie nie jest zawsze widoczna, ale daje wewnętrznie dużo satysfakcji. Jak jest dobra obrona, to prędzej czy później przełoży się na dobry atak – zakończyła.
źródło: SportoweTempo.pl
-
wislakosz.pl
- Młodzik
- Posty: 595
- Rejestracja: 28 lipca 2010, 12:18
- Lokalizacja: Kraków
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
Chylę czoła za te 35 minut. Chylę czoła przed Gośką za pół godziny bez straty. Chylę czoła, bo teoria mówiła, że będzie bezbolesny sweep. Na razie wygląda na to, że Wisła będzie mimo wszystko musiała się nieźle narobić, żeby awansować.
Dziś niby powinno być Wam łatwiej, bo nasze są raczej bardziej zmęczone, ale jakoś przestaję w ogóle brać takie rzeczy jak zmęczenie pod uwagę. Jurek potrafiłby zmotywować do biegania (zwłaszcza w obronie) nawet ekipę sparaliżowanych, więc spodziewam się dziś podobnej walki jak wczoraj, byle wynik w drugą stronę może wyszarpać dla draki
Dziś niby powinno być Wam łatwiej, bo nasze są raczej bardziej zmęczone, ale jakoś przestaję w ogóle brać takie rzeczy jak zmęczenie pod uwagę. Jurek potrafiłby zmotywować do biegania (zwłaszcza w obronie) nawet ekipę sparaliżowanych, więc spodziewam się dziś podobnej walki jak wczoraj, byle wynik w drugą stronę może wyszarpać dla draki
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
a ja chylę czoła przed dzisiejszą niekiedy bajkową defensywą Lotosu.Szkoda Keti....
-
Koszykarz (Toruń)
- Kadet
- Posty: 1758
- Rejestracja: 19 września 2010, 07:57
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
Aż żal było patrzeć jak te NAZWISKA w Wiśle się kompromitują przez te 30 pare minut.
Miazga pod koszem powinna być a tym czasem niemal wogóle nie było widać różnicy.
Kapitalnie grała Krawczyk - trafiała w ważnych momentach - widać że doświadczona jest.
Fajnie się oglądało dziś Lotos - każda z nich wie gdzie ma być na boisku - aż czuło się zespołowość w drużynie Gdyńskiej.
Gdyby Swanier i M.Wright były ciut skuteczniejsze to myśle że Lotos wracał by z bilansem 1-1 .
Mam wrażenie że Lotos im bardziej osłabiony - tym większe zaangażowanie wyzwala się u reszty gdynianek.
AHA - beznadziejny komentator telewizyjny - zapewne ktoś z Krakowa bo tak lekko wyczułem.
Poza tym ten komentator często podkreślał 2 szkoły trenerskie : Hernandesa i GREKA.
Praca GREKA przynosi kolosalne EFEKTY natomiast Hernandesa ..ratują nazwiska. No sorry - ale uważa że KAŻDY trener w PLKK mając taki skład jak ma Hernandes - zrobiłby ten sam wynik co Hiszpan.
Miazga pod koszem powinna być a tym czasem niemal wogóle nie było widać różnicy.
Kapitalnie grała Krawczyk - trafiała w ważnych momentach - widać że doświadczona jest.
Fajnie się oglądało dziś Lotos - każda z nich wie gdzie ma być na boisku - aż czuło się zespołowość w drużynie Gdyńskiej.
Gdyby Swanier i M.Wright były ciut skuteczniejsze to myśle że Lotos wracał by z bilansem 1-1 .
Mam wrażenie że Lotos im bardziej osłabiony - tym większe zaangażowanie wyzwala się u reszty gdynianek.
AHA - beznadziejny komentator telewizyjny - zapewne ktoś z Krakowa bo tak lekko wyczułem.
Poza tym ten komentator często podkreślał 2 szkoły trenerskie : Hernandesa i GREKA.
Praca GREKA przynosi kolosalne EFEKTY natomiast Hernandesa ..ratują nazwiska. No sorry - ale uważa że KAŻDY trener w PLKK mając taki skład jak ma Hernandes - zrobiłby ten sam wynik co Hiszpan.
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
Koszykarz (Toruń) pisze:AHA - beznadziejny komentator telewizyjny - zapewne ktoś z Krakowa bo tak lekko wyczułem.
tego gościa znam nie od dziś
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
No cóż, wydawało się, że dzisiaj wiślaczkom będzie łatwiej, a były niesamowite męki... Jednak - jak to się mówi - koniec wieńczy dzieło.
Dikaioulakos powtórzył błąd z wczoraj, biorąc ostatni time out stanowczo za wcześnie i w końcówce nie miał już możliwości reakcji na boiskowe wydarzenia, tym bardziej, że Swanier odniosła kontuzję i właściwie nie mógł już rotować składem. Te sytuacje na pewno ułatwiły wiślaczkom rozegranie końcówki, podobnie jak obecność w tym kluczowym fragmencie najlepszej podającej poprzedniego sezonu Euroligi na ławce.
Ważne były cztery pudła zawodniczek Lotosu z wolnych, no ale najistotniejsza okazała się świetna defensywa. Czwarta kwarta - 15:7! Babkina, Bjelica i Krawczyk nie zrobiły już krzywdy wiślaczkom. Ta ostatnia była dzisiaj asem w rękawie gdynianek. Wright zatrzymała się sama, była też na niej skupiona defensywa, a niemiłosiernie punktowała Krawczyk. Tak czy inaczej szacunek dla Lotosu, a przede wszystkim ich coacha, za postawę. Widać, że gość wyciąga z tej ekipy 120%. Różnica między październikiem a tym co grają teraz, jest kosmiczna. Zwłaszcza że nie grają trzy Polki i pole manewru jest znacznie ograniczone, zwłaszcza pod koszem. Misiuk w pierwszej piątce i w ogóle po 20-25 minut na parkiecie to tak, jakby w Wiśle w tak ważnych meczach w takim wymiarze czasowym musiała grać Gawor czy Śnieżek. Gdyński team na tym wcale nie traci. Niewyobrażalne. Gdyby skład był mocniejszy, a grecki coach był od początku sezonu, to pewnie taki zestaw jak w półfinale był w finale.
A Wisła? No cóż, miałem nadzieję, że będą to pewniej odniesione zwycięstwa, a było sporo nerwów i niepewności. Za dużo niecelnych rzutów, błędów, przestojów - wczoraj w pierwszej kwarcie, dzisiaj w drugiej. Erin ma jakiś regres formy, nie jest już tak wszędobylska i błyskotliwa jak kilka tygodni czy miesięcy temu. Nie wiem czy to kwestia jakichś dolegliwości zdrowotnych, ale widać, że nie ma już takiej pewności w grze i jest mniej skuteczna. Także Nicole nie mogła wstrzelić się w kosz, ale zdobyła dzisiaj szalenie ważne punkty, dające wiślaczkom 3-punktowe prowadzenie. Wczoraj miała kilka przechwytów, w tym dwa bardzo widowiskowe. Ewelina była najlepsza w obydwu meczach, chociaż lepiej zagrała wczoraj. Jelena grała krócej niż zwykle - pewnie to kwestia odniesionego w tym tygodniu urazu. Nie olśniła, ale dorzuciła kilka ważnych punktów i walczyła pod koszem. Magda zanotowała kilka głupich pudeł i strat, czyli w jej wykonaniu norma. Paulina wczoraj zagrała jeden z najlepszych meczów w tym sezonie, będąc bezlitosna dla swojego byłego klubu. Dzisiaj bez rewelacji, ale 5 asyst to coś, czego należy oczekiwać od rozgrywającej. Bez porównania lepsza od Jelavić. Gunta trochę zawiodła, ale też zrobiła swoje w obronie. Kasia wczoraj miała lepsze wejście niż dzisiaj - tak czy inaczej widać, że gra z większą pewnością niż jeszcze kilka tygodni temu.
Nie rozumiem, dlaczego w obydwu meczach (zwłaszcza wczoraj) tak długo na PF grała Nicole. Może wynikało to z urazu Lewczenko i jej mniejszej przydatności czy też problemów z faulami Eweliny, ale uważam, że było to trochę jak podawanie ręki Lotosowi. Zwłaszcza wczoraj, gdy Bjelica długo siedziała na ławce, można było wykorzystać ewidentną przewagę wzrostu. Inna sprawa, że rywalki umiejętnie niwelowały ten deficyt centymetrów, a przy podwajaniu wysokich rzuty z półdystansu i dystansu z dogodnych pozycji nieraz nie były skuteczne.
Mam nadzieję, że w piątek będzie ostatni mecz. Lotos musi wygrać, Wisła nie ma tej presji na sobie. Nieraz w takich przypadkach kończy się 3-0. Byłoby to tym bardziej korzystne, bo przypuszczam, że AZS odgryzie się Polkowicom i będzie tam pięć meczów. Jedno jest pewne - jeśli nawet w piątek będzie koniec zabawy, nie będzie to taki sweep, jaki urządziły gdynianki Wiśle w półfinale sezonu 08/09. Wtedy w każdym meczu było już w zasadzie pozamiatane do przerwy, a Catchings, Beard, Matović, a także Pawlak brutalnie obnażały braki "trenera" Downar-Zapolskiego i jego umiejętności przygotowania drużyny do najważniejszych meczów.
Skąd taka pewność?! Zaraz jeszcze się zacznie wychwalanie tzw. polskiej szkoły trenerskiej równoznaczne z utyskiwaniem, że jakiś tam Hiszpan zabiera miejsce uzdolnionym i już nieco utytułowanym polskim trenerom, którzy przecież bez jakiegokolwiek problemu wprowadziliby Wisłę w takim składzie do ćwierćfinału Euroligi (a przy pewnym błysku geniuszu - typowym dla polskiej szkoły trenerskiej - do Final Four...) i wygrali już 26 z 28 meczów PLKK. Tylko że zaraz przypominają mi się takie nazwiska jak Herkt, Skrzecz, Raczyński, Downar-Zapolski, Trześniewski - i jakoś ta wiara się znacznie zmniejsza...
Dikaioulakos powtórzył błąd z wczoraj, biorąc ostatni time out stanowczo za wcześnie i w końcówce nie miał już możliwości reakcji na boiskowe wydarzenia, tym bardziej, że Swanier odniosła kontuzję i właściwie nie mógł już rotować składem. Te sytuacje na pewno ułatwiły wiślaczkom rozegranie końcówki, podobnie jak obecność w tym kluczowym fragmencie najlepszej podającej poprzedniego sezonu Euroligi na ławce.
A Wisła? No cóż, miałem nadzieję, że będą to pewniej odniesione zwycięstwa, a było sporo nerwów i niepewności. Za dużo niecelnych rzutów, błędów, przestojów - wczoraj w pierwszej kwarcie, dzisiaj w drugiej. Erin ma jakiś regres formy, nie jest już tak wszędobylska i błyskotliwa jak kilka tygodni czy miesięcy temu. Nie wiem czy to kwestia jakichś dolegliwości zdrowotnych, ale widać, że nie ma już takiej pewności w grze i jest mniej skuteczna. Także Nicole nie mogła wstrzelić się w kosz, ale zdobyła dzisiaj szalenie ważne punkty, dające wiślaczkom 3-punktowe prowadzenie. Wczoraj miała kilka przechwytów, w tym dwa bardzo widowiskowe. Ewelina była najlepsza w obydwu meczach, chociaż lepiej zagrała wczoraj. Jelena grała krócej niż zwykle - pewnie to kwestia odniesionego w tym tygodniu urazu. Nie olśniła, ale dorzuciła kilka ważnych punktów i walczyła pod koszem. Magda zanotowała kilka głupich pudeł i strat, czyli w jej wykonaniu norma. Paulina wczoraj zagrała jeden z najlepszych meczów w tym sezonie, będąc bezlitosna dla swojego byłego klubu. Dzisiaj bez rewelacji, ale 5 asyst to coś, czego należy oczekiwać od rozgrywającej. Bez porównania lepsza od Jelavić. Gunta trochę zawiodła, ale też zrobiła swoje w obronie. Kasia wczoraj miała lepsze wejście niż dzisiaj - tak czy inaczej widać, że gra z większą pewnością niż jeszcze kilka tygodni temu.
Nie rozumiem, dlaczego w obydwu meczach (zwłaszcza wczoraj) tak długo na PF grała Nicole. Może wynikało to z urazu Lewczenko i jej mniejszej przydatności czy też problemów z faulami Eweliny, ale uważam, że było to trochę jak podawanie ręki Lotosowi. Zwłaszcza wczoraj, gdy Bjelica długo siedziała na ławce, można było wykorzystać ewidentną przewagę wzrostu. Inna sprawa, że rywalki umiejętnie niwelowały ten deficyt centymetrów, a przy podwajaniu wysokich rzuty z półdystansu i dystansu z dogodnych pozycji nieraz nie były skuteczne.
Mam nadzieję, że w piątek będzie ostatni mecz. Lotos musi wygrać, Wisła nie ma tej presji na sobie. Nieraz w takich przypadkach kończy się 3-0. Byłoby to tym bardziej korzystne, bo przypuszczam, że AZS odgryzie się Polkowicom i będzie tam pięć meczów. Jedno jest pewne - jeśli nawet w piątek będzie koniec zabawy, nie będzie to taki sweep, jaki urządziły gdynianki Wiśle w półfinale sezonu 08/09. Wtedy w każdym meczu było już w zasadzie pozamiatane do przerwy, a Catchings, Beard, Matović, a także Pawlak brutalnie obnażały braki "trenera" Downar-Zapolskiego i jego umiejętności przygotowania drużyny do najważniejszych meczów.
Koszykarz (Toruń) pisze:Praca GREKA przynosi kolosalne EFEKTY natomiast Hernandesa ..ratują nazwiska. No sorry - ale uważa że KAŻDY trener w PLKK mając taki skład jak ma Hernandes - zrobiłby ten sam wynik co Hiszpan.
Skąd taka pewność?! Zaraz jeszcze się zacznie wychwalanie tzw. polskiej szkoły trenerskiej równoznaczne z utyskiwaniem, że jakiś tam Hiszpan zabiera miejsce uzdolnionym i już nieco utytułowanym polskim trenerom, którzy przecież bez jakiegokolwiek problemu wprowadziliby Wisłę w takim składzie do ćwierćfinału Euroligi (a przy pewnym błysku geniuszu - typowym dla polskiej szkoły trenerskiej - do Final Four...) i wygrali już 26 z 28 meczów PLKK. Tylko że zaraz przypominają mi się takie nazwiska jak Herkt, Skrzecz, Raczyński, Downar-Zapolski, Trześniewski - i jakoś ta wiara się znacznie zmniejsza...
Kilka słów o wyniku męskiej kadry na Eurobaskecie:
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0
Re: Półfinał FGE: Wisła Kraków - Lotos Gdynia
Hehe.. ja napisze tak: z Downar Zapolskim na ławce dziś byśmy dostali w dupę. Z Herktem tez. A i zapewne z Omanicem który w połowie meczy byłby obrażony na pół zespołu. Zresztą wczoraj mogłoby być podobnie. A Hernandez (a nie Hernandes!!) zrobił co do niego należało w tym dwumeczu.
Jedna z tych rzeczy było - to juz do Paulo - właśnie granie na 4 "małe". Łatwo sie mówi - wystawić dwie wieże i niech grają, zrobić ciężej, zwłaszcza gdy rywal gra strefą (jak dziś Lotos grał każdy swego to nie było z tym problemu, Ewka punktowała bez problemu). Do tych "wież" trzeba dograć w takiej sytuacji bardzo precyzyjnie, w tempo, tak by nie musiały robić już żadnego manewru pod koszem. U nas praktycznie nie ma kto tego zrobić: efektem choćby 3 dzisiejsze błędy 3 sekund odgwizdane Ewce. Na dodatek takie 2 wysokie -a co za tym dużo wolniejsze - panie, to młyn na wodę dla kontr szybkich zawodniczek z Gdyni. Obniżając skład mieliśmy dużo większe szanse je powstrzymać.
A co do dzisiejszego meczu: zaczęliśmy dużo lepiej niż wczoraj, ale potem stało się to czego się cały czas obawiam - zbyt duże rozluźnienie. Gdynia w 2 kwarcie robiła z nasza (po uzyskaniu przewagi 20-14 i 3 faulu Misiuk) obroną co chciał, grając tyleż prosto co ładnie i skutecznie, łapiąc wiatr w żagle. A jak ten zepsuł sie rozkręci to ciężko go zatrzymać. Dobrze ze pod koniec kwarty udało się trochę zmniejszyć stratę bo mogło być nie ciekawie.. W przerwie udało się na szczęście wyciągnąć wnioski i od 3 kwarty gra w obronie zaciężę wyglądać więcej niz dobrze - na początku co prawda jeszcze Lotos powiększył przewagę do 9 punktów, ale później w ataku już nie zaistniał. Tutaj małe podziękowania dla .. trenera Lotosu, za ponowne wprowadzeni na parkiet Misiuk. Z nią na placu gra w ataku Lotosu była zdecydowanie wolniejsza niż bez niej, dzięki czemu łatwiej nam było bronić.
Oczywiście w ataku było zdecydowanie mniej różowo. Zdobywanie punktów przychodziło nam z ogromnym trudem a każda nieudana akcje potęgowała nerwowość. Graliśmy dużo gorzej niż dzień wcześniej - w sobotę wyrabianie czystych pozycji na obwodzie nie stanowiło problemu, zawodziła skuteczność. Dziś było inaczej, graliśmy wolno, ospale, a jak były czyste pozycje to zawodniczki ewidentnie bały sie brać odpowiedzialność na siebie i zamiast rzucać oddawały piłkę do koleżanki.. Na dodatek ilekroć wydawało sie że juz "mamy" rywalki to te trafiały kluczowe z dystansu. W sumie tych celnych trojek nie miały za dużo, ale za to wpadały one w kluczowych momentach: najpierw Krawczyk jeszcze pod koniec pierwszej kwarty, potem Bjelica gdy na początku 3 kwarty doszliśmy na 1 punkt, znów Krawczyk pod koniec tejże kwarty, w momencie gdy wreszcie wyszliśmy na 1 prowadzenie, i podajże Swanier w 4 części po doprowadzeniu przez nas do wyrównania. Takie rzuty mogą dobijać rywali. Chwała naszym zawodniczkom ze mimo podłego meczu zdołały sie jednak przezwyciężyć, trafić te parę punktów i wymęczyć wygraną.
Teraz parę dni przerwy, która myślę ze oba zespoły przyjmą z radością. Bedzie troszkę czasu na odpoczynek, na "wylizanie" urazów i na spokojne przeanalizowanie tych spotkań. Licze ze w Gdyni wreszcie zacznie nam coś wpadać, i że zejdzie z nas trochę ciśnienia. Nie da sie ukryć ze pod względem psychicznym Lotos jest w komfortowej sytuacji - zważywszy na wszystkie okoliczności na pewno nikt nie będzie miał wiekszych pretensji jak z nami odpadnie, zwłaszcza ze raczej moze być spokojny o gre w eurolidze. My jestesmy pod scianą, te mecze półfinałowe sa może i meczami z cyklu być albo nie być dla "silnej" Wisły. W razie odpadnięcia w półfinale nie mamy szans na dziką kartę a to moze oznaczać wycofanie sie <CP> a co za tym idzie ciezko walkę o utrzymanie w PLKK w przyszłym sezonie.
Jesli wygramy w Gdyni - a stać nas na to spokojnie już w meczu piątkowym - to ciśnienie opadnie. Ale żeby tak sie stało musimy grac na koncentracji przez cały mecz, a nie tylko przez 3 kwarty, bo za którymś razem rywal juz nie da sobie wyrwać przewagi uzyskanej w ciągu paru minut jednej części spotkania.
Jedna z tych rzeczy było - to juz do Paulo - właśnie granie na 4 "małe". Łatwo sie mówi - wystawić dwie wieże i niech grają, zrobić ciężej, zwłaszcza gdy rywal gra strefą (jak dziś Lotos grał każdy swego to nie było z tym problemu, Ewka punktowała bez problemu). Do tych "wież" trzeba dograć w takiej sytuacji bardzo precyzyjnie, w tempo, tak by nie musiały robić już żadnego manewru pod koszem. U nas praktycznie nie ma kto tego zrobić: efektem choćby 3 dzisiejsze błędy 3 sekund odgwizdane Ewce. Na dodatek takie 2 wysokie -a co za tym dużo wolniejsze - panie, to młyn na wodę dla kontr szybkich zawodniczek z Gdyni. Obniżając skład mieliśmy dużo większe szanse je powstrzymać.
A co do dzisiejszego meczu: zaczęliśmy dużo lepiej niż wczoraj, ale potem stało się to czego się cały czas obawiam - zbyt duże rozluźnienie. Gdynia w 2 kwarcie robiła z nasza (po uzyskaniu przewagi 20-14 i 3 faulu Misiuk) obroną co chciał, grając tyleż prosto co ładnie i skutecznie, łapiąc wiatr w żagle. A jak ten zepsuł sie rozkręci to ciężko go zatrzymać. Dobrze ze pod koniec kwarty udało się trochę zmniejszyć stratę bo mogło być nie ciekawie.. W przerwie udało się na szczęście wyciągnąć wnioski i od 3 kwarty gra w obronie zaciężę wyglądać więcej niz dobrze - na początku co prawda jeszcze Lotos powiększył przewagę do 9 punktów, ale później w ataku już nie zaistniał. Tutaj małe podziękowania dla .. trenera Lotosu, za ponowne wprowadzeni na parkiet Misiuk. Z nią na placu gra w ataku Lotosu była zdecydowanie wolniejsza niż bez niej, dzięki czemu łatwiej nam było bronić.
Oczywiście w ataku było zdecydowanie mniej różowo. Zdobywanie punktów przychodziło nam z ogromnym trudem a każda nieudana akcje potęgowała nerwowość. Graliśmy dużo gorzej niż dzień wcześniej - w sobotę wyrabianie czystych pozycji na obwodzie nie stanowiło problemu, zawodziła skuteczność. Dziś było inaczej, graliśmy wolno, ospale, a jak były czyste pozycje to zawodniczki ewidentnie bały sie brać odpowiedzialność na siebie i zamiast rzucać oddawały piłkę do koleżanki.. Na dodatek ilekroć wydawało sie że juz "mamy" rywalki to te trafiały kluczowe z dystansu. W sumie tych celnych trojek nie miały za dużo, ale za to wpadały one w kluczowych momentach: najpierw Krawczyk jeszcze pod koniec pierwszej kwarty, potem Bjelica gdy na początku 3 kwarty doszliśmy na 1 punkt, znów Krawczyk pod koniec tejże kwarty, w momencie gdy wreszcie wyszliśmy na 1 prowadzenie, i podajże Swanier w 4 części po doprowadzeniu przez nas do wyrównania. Takie rzuty mogą dobijać rywali. Chwała naszym zawodniczkom ze mimo podłego meczu zdołały sie jednak przezwyciężyć, trafić te parę punktów i wymęczyć wygraną.
Teraz parę dni przerwy, która myślę ze oba zespoły przyjmą z radością. Bedzie troszkę czasu na odpoczynek, na "wylizanie" urazów i na spokojne przeanalizowanie tych spotkań. Licze ze w Gdyni wreszcie zacznie nam coś wpadać, i że zejdzie z nas trochę ciśnienia. Nie da sie ukryć ze pod względem psychicznym Lotos jest w komfortowej sytuacji - zważywszy na wszystkie okoliczności na pewno nikt nie będzie miał wiekszych pretensji jak z nami odpadnie, zwłaszcza ze raczej moze być spokojny o gre w eurolidze. My jestesmy pod scianą, te mecze półfinałowe sa może i meczami z cyklu być albo nie być dla "silnej" Wisły. W razie odpadnięcia w półfinale nie mamy szans na dziką kartę a to moze oznaczać wycofanie sie <CP> a co za tym idzie ciezko walkę o utrzymanie w PLKK w przyszłym sezonie.
Jesli wygramy w Gdyni - a stać nas na to spokojnie już w meczu piątkowym - to ciśnienie opadnie. Ale żeby tak sie stało musimy grac na koncentracji przez cały mecz, a nie tylko przez 3 kwarty, bo za którymś razem rywal juz nie da sobie wyrwać przewagi uzyskanej w ciągu paru minut jednej części spotkania.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 113 gości
