Co słychać w Kadrze Polski?
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Jakoś tak:
G: McBride, Owczarzak, Paula, Skobel, Mowlik, Ziętara
F: Pawlak, Żurowska, 2/3*(Miłoszewska, Lecia, Koc)
C: Ewka, Juja
Nie wiem na ile podoła Lecia fizycznie i Dominika mentalnie. Koc wydaje się pewniakiem z tej trójki. Skłaniam się jednak ku Leci, bo czasu trochę jest a głowa inaczej poukładana.
Ogólnie przewiduję dramat na desce - u nas kompletnie nie ma kto zbierać. Ewka to też nie jest typ psa na deskę. Na 3/4 mamy też zawodniczki nie będące mięśniakami i obrona pomalowanego to będzie wyzwanie. Rzutowo to jak cię mogę przeżyjemy. Jak nam wyfaulują Ewkę to będzie ciężko w dowolnym meczu i skończy się pewnie strefą, więc trzeba ją dobrze przećwiczyć. Może plusem będzie to, że poza żelazną piątką (McB, Mowlik, Pawlak, Żurowska, Ewka) każda jednak coś może wnieść do gry i sekcji wakacyjnej nie widać jakoś wyraźnie.
Zdziwię się, ale nie jakoś gigantycznie jak do 12 załapie się Stankiewicz kosztem Pauli. Fajnie, że Monika się coś pouczy na kadrze, fajnie, że Ślimak też widzi w niej potencjał.
G: McBride, Owczarzak, Paula, Skobel, Mowlik, Ziętara
F: Pawlak, Żurowska, 2/3*(Miłoszewska, Lecia, Koc)
C: Ewka, Juja
Nie wiem na ile podoła Lecia fizycznie i Dominika mentalnie. Koc wydaje się pewniakiem z tej trójki. Skłaniam się jednak ku Leci, bo czasu trochę jest a głowa inaczej poukładana.
Ogólnie przewiduję dramat na desce - u nas kompletnie nie ma kto zbierać. Ewka to też nie jest typ psa na deskę. Na 3/4 mamy też zawodniczki nie będące mięśniakami i obrona pomalowanego to będzie wyzwanie. Rzutowo to jak cię mogę przeżyjemy. Jak nam wyfaulują Ewkę to będzie ciężko w dowolnym meczu i skończy się pewnie strefą, więc trzeba ją dobrze przećwiczyć. Może plusem będzie to, że poza żelazną piątką (McB, Mowlik, Pawlak, Żurowska, Ewka) każda jednak coś może wnieść do gry i sekcji wakacyjnej nie widać jakoś wyraźnie.
Zdziwię się, ale nie jakoś gigantycznie jak do 12 załapie się Stankiewicz kosztem Pauli. Fajnie, że Monika się coś pouczy na kadrze, fajnie, że Ślimak też widzi w niej potencjał.
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Winnicki: Silne turnieje pozwolą sprawdzić naszą formę
- Wydaje mi się, że mamy dobrych sparingpartnerów. Dwa silne turnieje - w Hiszpanii i we Francji pozwolą sprawdzić naszą formę przed samymi mistrzostwami - mówi trener Reprezentacji Polski Kobiet Jacek Winnicki.
Wojciech Kłos: Czy jest Pan zadowolony ze składu, który udało się powołać?
Jacek Winnicki: Jestem zadowolony ze składu. Z tych dziewczyn, które wyraziły chęć gry w reprezentacji wybraliśmy obecnie najlepsze polskie zawodniczki.
Co do Reprezentacji Polski wniesie Julie McBride?
- McBride jest jedną z najlepszych rozgrywających w Tauron Basket Lidze Kobiet. Z pewnością podniesie poziom gry Reprezentacji. Jestem bardzo zadowolony, że jest z nami. To obecnie ogólnoeuropejska tendencja - każda reprezentacja wzmacnia się naturalizowaną zawodniczką z USA.
Kadra w trakcie zgrupowań zmierzy się z silnymi rywalkami. Czy to będzie dobre przygotowanie do EuroBasketu?
- Wydaje mi się, że mamy dobrych sparingpartnerów. Dwa silne turnieje - w Hiszpanii i we Francji pozwolą sprawdzić naszą formę przed samymi mistrzostwami.
Turcja, Białoruś, Grecja czy Włochy – która z tych drużyn będzie najtrudniejszym rywalem dla Biało-Czerwonych?
- Grupa jest silna i wyrównana. Wydaje się, że najwyżej notowana jest Turcja, która zajęła czwarte miejsce na ostatnich Mistrzostwach Świata. Dużo zależy w jakich składach wystąpią poszczególne drużyny. Naszym podstawowym celem jest wyjście z grupy, potem zobaczymy jak będzie rozwijać się sytuacja.
Zródło: PZKosz.
- Wydaje mi się, że mamy dobrych sparingpartnerów. Dwa silne turnieje - w Hiszpanii i we Francji pozwolą sprawdzić naszą formę przed samymi mistrzostwami - mówi trener Reprezentacji Polski Kobiet Jacek Winnicki.
Wojciech Kłos: Czy jest Pan zadowolony ze składu, który udało się powołać?
Jacek Winnicki: Jestem zadowolony ze składu. Z tych dziewczyn, które wyraziły chęć gry w reprezentacji wybraliśmy obecnie najlepsze polskie zawodniczki.
Co do Reprezentacji Polski wniesie Julie McBride?
- McBride jest jedną z najlepszych rozgrywających w Tauron Basket Lidze Kobiet. Z pewnością podniesie poziom gry Reprezentacji. Jestem bardzo zadowolony, że jest z nami. To obecnie ogólnoeuropejska tendencja - każda reprezentacja wzmacnia się naturalizowaną zawodniczką z USA.
Kadra w trakcie zgrupowań zmierzy się z silnymi rywalkami. Czy to będzie dobre przygotowanie do EuroBasketu?
- Wydaje mi się, że mamy dobrych sparingpartnerów. Dwa silne turnieje - w Hiszpanii i we Francji pozwolą sprawdzić naszą formę przed samymi mistrzostwami.
Turcja, Białoruś, Grecja czy Włochy – która z tych drużyn będzie najtrudniejszym rywalem dla Biało-Czerwonych?
- Grupa jest silna i wyrównana. Wydaje się, że najwyżej notowana jest Turcja, która zajęła czwarte miejsce na ostatnich Mistrzostwach Świata. Dużo zależy w jakich składach wystąpią poszczególne drużyny. Naszym podstawowym celem jest wyjście z grupy, potem zobaczymy jak będzie rozwijać się sytuacja.
Zródło: PZKosz.
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
A tu wywiad z kochaną (aczkolwiek ostatnio nieco mniej) Bibunią, który przytaczam z przeszłości, w ktorym odżegnuje się od gry w kadrze potwierdzając zatem wszelkie przypuszczenia z tym związane.
Nie ma dobrych perspektyw - rozmowa z Agnieszką Bibrzycką, zawodniczką Fenerbahce Stambuł
Agnieszka Bibrzycka w rozmowie z portalem SportoweFakty.pl opowiada o stanie polskiej koszykówki, a także o problemach kobiecej reprezentacji.
Mateusz Zborowski: Agnieszka na początek chciałem zapytać o to gdzie zobaczymy cię w przyszłym sezonie? W dalszym ciągu Fenerbahce?
Agnieszka Bibrzycka: Tak w dalszym ciągu będę reprezentować barwy Fenerbahce. Dobrze się tam czuję. Jest to jeden z najlepszych klubów europejskich, walczący o najwyższe cele dlatego zdecydowałam się podpisać kontrakt na kolejny sezon.
Nowym trenerem Fenerbahce został Jacek Winnicki. Miałaś już okazję rozmawiać z trenerem naszej kadry?
- Oczywiście, można by powiedzieć, że brałam udział w rozmowach pomiędzy trenerem, a klubem. Starałam się po prostu przybliżyć trenerowi jak wygląda organizacja klubu, czego może się spodziewać. Rozmawialiśmy też na temat mojej roli w zespole. Bardzo się cieszę, że po dość długiej przerwie będę mogła znowu grać pod wodzą polskiego trenera.
Trener powiedział, że w kontekście występów Polski na przyszłorocznym EuroBaskecie byłabyś ogromnym wzmocnieniem drużyny narodowej. Temat kadry jest definitywnie zamknięty czy mogłabyś rozważyć ponowne występy koszulce z orzełkiem na piersi?
- Zdaję sobie sprawę, że kadra ma problemy ze skompletowaniem optymalnego, silnego składu i nie jest to problem tego roku, ale kilku dobrych lat. Przede wszystkim jestem teraz matką i po urodzeniu córki zdecydowałam się poświęcić rodzinie. Naprawdę trudno jest po ośmiu miesiącach grania za granicą wrócić do Polski i jechać na zgrupowanie, aby grać kolejne mecze. Mam już swoje lata i grałam na okrągło cały rok wiele razy - klub, kadra, klub, WNBA, kadra. Tak już się nie da. Ciała nie oszukasz, problemy ze zdrowiem, kontuzjami są i będą nawet po zakończeniu kariery. Ja w okresie pomiędzy sezonami albo siedzę z córką albo jeżdżę do znajomych rehabilitantów żeby się przygotować na kolejny sezon.
Czyli nie ma szans na występy Agnieszki Bibrzyckiej w kadrze?
- Znając trenera Winnickiego pewnie cały sezon będzie mi suszyć głowę o występy w reprezentacji - niech próbuje (śmiech).
Ewelina Kobryn powiedziała, że awans na ME był obowiązkiem drużyny i nie można tego nazwać sukcesem. Ma rację?
- Oglądałam na żywo dwa mecze naszych dziewczyn i zdecydowanie się zgadzam z Eweliną. Jeśli chcemy aby polska koszykówka się odrodziła to obowiązkiem jest wygrywanie z takimi drużynami jak Luksemburg czy Słowenia. Natomiast co jest smutne to, to że wychodzi pierwsza piątka reprezentacji, w której - Kasia Krężel przesiedziała cały sezon na ławie, Marta Jujka to samo, Skobel też. Nie mówiąc o dziewczynach wchodzących z ławki... Widać ten brak grania, że boją się podjąć decyzję, rzucić czy podać. Przychodzi do decydujących minut meczu i wtedy trzeba wziąć ciężar gry na siebie. Później patrzy się na statystyki i dziewczyny graja po 20-30 minut, ale nie wnoszą za wiele. Nie ma co się dziwić i ich rozliczać, bo one walczą, dają z siebie maksimum, po prostu pewnych rzeczy nie przeskoczą.
Trochę boję się myśleć co będzie za 5-10 lat, bo na tą chwilę nie ma dobrych perspektyw. To o czym teraz głośno się mówi w męskiej koszykówce, że jest źle, że Andrzej Pluta wyjeżdża z synami do Hiszpanii - zgadzam się z nim. Że wszystko stoi na głowie - zaczynając od szkolenia, a kończąc na podejściu samych zawodników. A w żeńskiej koszykówce jest jeszcze gorzej... Kluby skupiają się tylko na zawodniczkach zagranicznych. Wszyscy o tym mówią, że Wisła będzie miała mistrza, a kolejne miejsca zdobędą zespoły, które "trafią" z zakupem zagranicznych. Mówię, że "trafią" bo to są zawodniczki anonimowe, często zaraz po uniwersytetach lub grające w ligach słabszych. A gdzie w tej polskiej lidze miejsce dla Polek? Jest przepis o dwóch Polkach i tylko to jeszcze je ratuje, że coś grają. I koło się zamyka, bo przychodzi do reprezentacji i nie ma z czego "wybierać" jest dosłownie garstka dziewczyn.
Agnieszka Bibrzycka dobitnie podsumowuje poziom polskiego basketu
Śledzisz rozgrywki Tauron Basket Ligi Kobiet? Jak byś podsumowała ostatni sezon?
- Śledziłam przede wszystkim statystyki moich koleżanek, a jeśli chodzi o całe rozgrywki to przyznam szczerze nie byłam na bieżąco. Teraz pewnie będę uważniej śledzić gdyż na parkietach TBLK będzie grała moja siostra.
Chciałabyś jeszcze w przyszłości pobiegać po polskich parkietach?
- Szczerze przyznam, że raczej wątpię abym jeszcze zagrała na polskich parkietach, ale jak to się mówi nigdy nie mów nigdy (śmiech).
Sukcesy w Europie, gra w WNBA osiągnęłaś praktycznie wszystko. Czujesz się spełniona koszykarsko?
- Generalnie nie żałuję żadnych decyzji podjętych przez swoją całą karierę koszykarską. Cieszę się, że mogłam zagrać na parkietach praktycznie całego świata. To chyba jest najważniejsze. Ominęły mnie poważne kontuzje i większe przerwy w graniu. Jedynie czego nie udało mi się osiągnąć to wystąpić na igrzyskach, mimo że niewiele zabrakło. Naszą porażkę, która o tym przesądziła podczas mistrzostw Europy w Grecji będę pamiętać do końca życia, ale jak to się mówi nic nie dzieje się bez przyczyny... (śmiech)
Zrodlo: Sportowe fakty
Nie ma dobrych perspektyw - rozmowa z Agnieszką Bibrzycką, zawodniczką Fenerbahce Stambuł
Agnieszka Bibrzycka w rozmowie z portalem SportoweFakty.pl opowiada o stanie polskiej koszykówki, a także o problemach kobiecej reprezentacji.
Mateusz Zborowski: Agnieszka na początek chciałem zapytać o to gdzie zobaczymy cię w przyszłym sezonie? W dalszym ciągu Fenerbahce?
Agnieszka Bibrzycka: Tak w dalszym ciągu będę reprezentować barwy Fenerbahce. Dobrze się tam czuję. Jest to jeden z najlepszych klubów europejskich, walczący o najwyższe cele dlatego zdecydowałam się podpisać kontrakt na kolejny sezon.
Nowym trenerem Fenerbahce został Jacek Winnicki. Miałaś już okazję rozmawiać z trenerem naszej kadry?
- Oczywiście, można by powiedzieć, że brałam udział w rozmowach pomiędzy trenerem, a klubem. Starałam się po prostu przybliżyć trenerowi jak wygląda organizacja klubu, czego może się spodziewać. Rozmawialiśmy też na temat mojej roli w zespole. Bardzo się cieszę, że po dość długiej przerwie będę mogła znowu grać pod wodzą polskiego trenera.
Trener powiedział, że w kontekście występów Polski na przyszłorocznym EuroBaskecie byłabyś ogromnym wzmocnieniem drużyny narodowej. Temat kadry jest definitywnie zamknięty czy mogłabyś rozważyć ponowne występy koszulce z orzełkiem na piersi?
- Zdaję sobie sprawę, że kadra ma problemy ze skompletowaniem optymalnego, silnego składu i nie jest to problem tego roku, ale kilku dobrych lat. Przede wszystkim jestem teraz matką i po urodzeniu córki zdecydowałam się poświęcić rodzinie. Naprawdę trudno jest po ośmiu miesiącach grania za granicą wrócić do Polski i jechać na zgrupowanie, aby grać kolejne mecze. Mam już swoje lata i grałam na okrągło cały rok wiele razy - klub, kadra, klub, WNBA, kadra. Tak już się nie da. Ciała nie oszukasz, problemy ze zdrowiem, kontuzjami są i będą nawet po zakończeniu kariery. Ja w okresie pomiędzy sezonami albo siedzę z córką albo jeżdżę do znajomych rehabilitantów żeby się przygotować na kolejny sezon.
Czyli nie ma szans na występy Agnieszki Bibrzyckiej w kadrze?
- Znając trenera Winnickiego pewnie cały sezon będzie mi suszyć głowę o występy w reprezentacji - niech próbuje (śmiech).
Ewelina Kobryn powiedziała, że awans na ME był obowiązkiem drużyny i nie można tego nazwać sukcesem. Ma rację?
- Oglądałam na żywo dwa mecze naszych dziewczyn i zdecydowanie się zgadzam z Eweliną. Jeśli chcemy aby polska koszykówka się odrodziła to obowiązkiem jest wygrywanie z takimi drużynami jak Luksemburg czy Słowenia. Natomiast co jest smutne to, to że wychodzi pierwsza piątka reprezentacji, w której - Kasia Krężel przesiedziała cały sezon na ławie, Marta Jujka to samo, Skobel też. Nie mówiąc o dziewczynach wchodzących z ławki... Widać ten brak grania, że boją się podjąć decyzję, rzucić czy podać. Przychodzi do decydujących minut meczu i wtedy trzeba wziąć ciężar gry na siebie. Później patrzy się na statystyki i dziewczyny graja po 20-30 minut, ale nie wnoszą za wiele. Nie ma co się dziwić i ich rozliczać, bo one walczą, dają z siebie maksimum, po prostu pewnych rzeczy nie przeskoczą.
Trochę boję się myśleć co będzie za 5-10 lat, bo na tą chwilę nie ma dobrych perspektyw. To o czym teraz głośno się mówi w męskiej koszykówce, że jest źle, że Andrzej Pluta wyjeżdża z synami do Hiszpanii - zgadzam się z nim. Że wszystko stoi na głowie - zaczynając od szkolenia, a kończąc na podejściu samych zawodników. A w żeńskiej koszykówce jest jeszcze gorzej... Kluby skupiają się tylko na zawodniczkach zagranicznych. Wszyscy o tym mówią, że Wisła będzie miała mistrza, a kolejne miejsca zdobędą zespoły, które "trafią" z zakupem zagranicznych. Mówię, że "trafią" bo to są zawodniczki anonimowe, często zaraz po uniwersytetach lub grające w ligach słabszych. A gdzie w tej polskiej lidze miejsce dla Polek? Jest przepis o dwóch Polkach i tylko to jeszcze je ratuje, że coś grają. I koło się zamyka, bo przychodzi do reprezentacji i nie ma z czego "wybierać" jest dosłownie garstka dziewczyn.
Agnieszka Bibrzycka dobitnie podsumowuje poziom polskiego basketu
Śledzisz rozgrywki Tauron Basket Ligi Kobiet? Jak byś podsumowała ostatni sezon?
- Śledziłam przede wszystkim statystyki moich koleżanek, a jeśli chodzi o całe rozgrywki to przyznam szczerze nie byłam na bieżąco. Teraz pewnie będę uważniej śledzić gdyż na parkietach TBLK będzie grała moja siostra.
Chciałabyś jeszcze w przyszłości pobiegać po polskich parkietach?
- Szczerze przyznam, że raczej wątpię abym jeszcze zagrała na polskich parkietach, ale jak to się mówi nigdy nie mów nigdy (śmiech).
Sukcesy w Europie, gra w WNBA osiągnęłaś praktycznie wszystko. Czujesz się spełniona koszykarsko?
- Generalnie nie żałuję żadnych decyzji podjętych przez swoją całą karierę koszykarską. Cieszę się, że mogłam zagrać na parkietach praktycznie całego świata. To chyba jest najważniejsze. Ominęły mnie poważne kontuzje i większe przerwy w graniu. Jedynie czego nie udało mi się osiągnąć to wystąpić na igrzyskach, mimo że niewiele zabrakło. Naszą porażkę, która o tym przesądziła podczas mistrzostw Europy w Grecji będę pamiętać do końca życia, ale jak to się mówi nic nie dzieje się bez przyczyny... (śmiech)
Zrodlo: Sportowe fakty
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Agnieszka Bibrzycka kończy karierę po tym sezonie. Także nie zobaczymy jej ani w reprezentacji Polski ani w Wiśle Kraków (na co niektórzy tutaj liczyli).
Obszerny wywiad z nią jest na onecie.
Obszerny wywiad z nią jest na onecie.
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Oj to fatalna decyzja i trochę dziwna bo zwykle klasowi sportowcy bazując na swojej marce i umiejętnościach dorabiają nawet w późnym wieku (np Glinka).
Bibie stuknie w tym roku 33 i z pewnością mogłaby na b.dobrym poziomie pograć z dwa lata jeszcze. Chyba jednak już jej się nie chce i pragnie poświęcić się innym projektom.
Tak czy siak tylko krowa nie zmienia zdania a w w związku z faktem, iż Bibka wraca do Krakowa głupotą ze strony działaczy krakowskim nie byłaby próba namówienia na jeszcze jeden sezon gry Biby pod nosem, w Krakowie.
Dziwi mnie w tych układach to wszystko. Mogłaby w pieknym stylu zakonczyć karierę i po raz ostatni pomóc i zgrać w reprezentacji, która z nią i z Winnickim na pewno zrobiłaby lepszy wynik niż w poprzednich latach. Wszyscy byli by wtedy zadowoleni i nikt samej zawodniczce nie miałby nic do zarzucenia.
A tak to pozostanie niedosyt niewykorzystania sprzyjających sytuacji.
Bibie stuknie w tym roku 33 i z pewnością mogłaby na b.dobrym poziomie pograć z dwa lata jeszcze. Chyba jednak już jej się nie chce i pragnie poświęcić się innym projektom.
Tak czy siak tylko krowa nie zmienia zdania a w w związku z faktem, iż Bibka wraca do Krakowa głupotą ze strony działaczy krakowskim nie byłaby próba namówienia na jeszcze jeden sezon gry Biby pod nosem, w Krakowie.
Dziwi mnie w tych układach to wszystko. Mogłaby w pieknym stylu zakonczyć karierę i po raz ostatni pomóc i zgrać w reprezentacji, która z nią i z Winnickim na pewno zrobiłaby lepszy wynik niż w poprzednich latach. Wszyscy byli by wtedy zadowoleni i nikt samej zawodniczce nie miałby nic do zarzucenia.
A tak to pozostanie niedosyt niewykorzystania sprzyjających sytuacji.
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Czemu fatalna decyzja? To JEJ decyzja i tyle. I już jakiegoś czasu koszykówka ewidentnie jej nie bawiła, widać było że jest to dla niej tylko praca i tyle. Ma widocznie inne plany na przyszłość i tyle.
A w Wiśle to nie sadze by ktokolwiek jeszcze liczył na jej grę u nas.
A w Wiśle to nie sadze by ktokolwiek jeszcze liczył na jej grę u nas.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Fatalna z punktu widzenia kibiców, sama zawodniczka z pewnością jest z niej bardzo zadowolona.
Szkoda, bo to największy talent w polskiej koszykówce od bardzo dawna i miałem nadzieję, że w basket pogra naprawdę długo, ale przede wszystkim miałem nadzieję, że reprezentacja będzie z niej miała duży pożytek. Ta decyzja jednak definitywnie przekreśla wszelkie szanse na powrót do reprezentacji.
Nie sposób jednakże się z Tobą nie zgodzić, iż od jakiegoś czasu nie widać było u niej radości z gry. Po powrocie z urlopu macierzyńskiego grała jak dla mnie tak bez pazura, bazując na tym co wyrobiła sobie sprzed okresu ciążowego, niekoniecznie już dalej się rozwijając. Widać to było w jej kolejnych sezonach euroligowych gdzie zadowalała się tylko i wyłącznie przyzwoitymi statami, zbliżając się do czołowej roli w zespole, w którym grała, ale nigdy nie niestety kluczowej, choć miała do tego predyspozycje. Bardzo mnie to martwiło, ale z drugiej strony skoro zawodniczce to wystarczało a resztę miała w przysłowiowej dupie, to co się przejmować?
Z pewnością podjęła dla siebie dobrą decyzję, natomiast ze sportowego punktu widzenia pozostaje duży niedosyt. Aż się prosiło aby zakończyć karierę ME pod wodzą swojego trenere a Fener i w związku z przenosinami do Krakowa zagrać ostatni sezon w Wiśle. Byłoby to pożeganie w bardzo dobrym stylu, ale te dywagacje nie mają sensu bowiem zawodniczka zdaje się mieć to wszystko w głębokim poważaniu.
No cóż Biba, żegnając Cię z dużym poczuciem niedosytu muszę oddać, że byłaś jedną z nielicznych polskich (w zasadzie jedyną) koszykarek, na których grę można było patrzeć i nawet być zadowolonym. Zawsze do szału doprowadzała mnie niemoc rzutowa naszych koszykarek, które ćwicząc przecież przez tyle godzin, miesięcy i nierzadko lat rzuty do kosza, kiedy już to robią podczas meczy to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Z strony Biby prawie zawsze można było liczyć na piękny, plastyczny rzut, który elegancko wpadał do siatki na zasadzie "pewniaka". W latach sprzed ciąży miała zaś pęd na kosz i chęć zdobywania punktów, co dla większości rodzimych koszykarek jest obecnie niewyobrażalne......
Pytanie pozostaje nastepujące: kiedy ponownie pojawi się taki talent (i czy w ogóle) oraz czy przy polityce naszych klubów ogrywania badziewnych Amerykanek z ligi akademickiej uda się jej wybić w jakimś zespole i przede wszystkim, czy nie będzie cudować z nieustannymi kontuzjami, chorobami itp?
Jak na nasze warunki to chyba mission impossibile.
Szkoda, bo to największy talent w polskiej koszykówce od bardzo dawna i miałem nadzieję, że w basket pogra naprawdę długo, ale przede wszystkim miałem nadzieję, że reprezentacja będzie z niej miała duży pożytek. Ta decyzja jednak definitywnie przekreśla wszelkie szanse na powrót do reprezentacji.
Nie sposób jednakże się z Tobą nie zgodzić, iż od jakiegoś czasu nie widać było u niej radości z gry. Po powrocie z urlopu macierzyńskiego grała jak dla mnie tak bez pazura, bazując na tym co wyrobiła sobie sprzed okresu ciążowego, niekoniecznie już dalej się rozwijając. Widać to było w jej kolejnych sezonach euroligowych gdzie zadowalała się tylko i wyłącznie przyzwoitymi statami, zbliżając się do czołowej roli w zespole, w którym grała, ale nigdy nie niestety kluczowej, choć miała do tego predyspozycje. Bardzo mnie to martwiło, ale z drugiej strony skoro zawodniczce to wystarczało a resztę miała w przysłowiowej dupie, to co się przejmować?
Z pewnością podjęła dla siebie dobrą decyzję, natomiast ze sportowego punktu widzenia pozostaje duży niedosyt. Aż się prosiło aby zakończyć karierę ME pod wodzą swojego trenere a Fener i w związku z przenosinami do Krakowa zagrać ostatni sezon w Wiśle. Byłoby to pożeganie w bardzo dobrym stylu, ale te dywagacje nie mają sensu bowiem zawodniczka zdaje się mieć to wszystko w głębokim poważaniu.
No cóż Biba, żegnając Cię z dużym poczuciem niedosytu muszę oddać, że byłaś jedną z nielicznych polskich (w zasadzie jedyną) koszykarek, na których grę można było patrzeć i nawet być zadowolonym. Zawsze do szału doprowadzała mnie niemoc rzutowa naszych koszykarek, które ćwicząc przecież przez tyle godzin, miesięcy i nierzadko lat rzuty do kosza, kiedy już to robią podczas meczy to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Z strony Biby prawie zawsze można było liczyć na piękny, plastyczny rzut, który elegancko wpadał do siatki na zasadzie "pewniaka". W latach sprzed ciąży miała zaś pęd na kosz i chęć zdobywania punktów, co dla większości rodzimych koszykarek jest obecnie niewyobrażalne......
Pytanie pozostaje nastepujące: kiedy ponownie pojawi się taki talent (i czy w ogóle) oraz czy przy polityce naszych klubów ogrywania badziewnych Amerykanek z ligi akademickiej uda się jej wybić w jakimś zespole i przede wszystkim, czy nie będzie cudować z nieustannymi kontuzjami, chorobami itp?
Jak na nasze warunki to chyba mission impossibile.
-
reaktywacja
- Junior
- Posty: 2236
- Rejestracja: 26 kwietnia 2009, 22:38
- Lokalizacja: kiedyś koszykarska stolica Polski
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Saletra.
Kompletnie się z Tobą nie zgadzam w ocenie postawy Biby. Biba zawsze była zawodniczką z wielkim sercem do gry i charakterem. Nigdy niczego, a już najbardziej reprezentacji czy kibiców nie miała "w dupie". Zawsze było wręcz przeciwnie. Tylko jedno w Twojej wypowiedzi się zgadza. Że po urodzeniu dziecka przestała patrzeć na świat z perspektywy koszykówki. No pewnie! Bo ma córeczkę, która jest dla niej najważniejsza - czy to tak trudno zrozumieć? Myślisz, że decyzja o tym, że nie gra latem ani w WNBA, ani w reprezentacji wzięła się z kosmosu? Nie, po prostu chciała wreszcie być pełnowymiarową mamą dla swojej córki przynajmniej przez kilka miesięcy w roku. Sport czy pieniądze po prostu nie są w życiu najważniejsze. Zwłaszcza, że Biba jest syta sukcesów i w koszykówce klubowej i kwestii osiągnięć indywidualnych. Pewnie, że z reprezentacją się nie udało, ale gdy pojawiła się córka, nie było już dla niej tematu reprezentacji.
Pewnie, że fajnie byłoby, gdyby pobiegała rok czy dwa lata dłużej po parkietach, zwłaszcza, że formę od lat utrzymuje na światowym poziomie. Ale, jak zauważył Greebo, koszykówka przestała ją bawić, przestała być najważniejsza. Skoro nie musi grać, to nie musi. Może chce powiększyć rodzinę, może po prostu ma dość, może ma tak wyeksploatowany organizm, że obawia się poważnych, przeciążeniowych kontuzji. To nie jest na w pół anonimowa koszykarka z ligi polskiej, dla której zarobienie tych kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie przez 10 miesięcy gry to szansa na odłożenie czegoś tam na kilka kolejnych lat i spłata kredytów. To jedna z najlepszych zawodniczek świata, która ma stabilną, bardzo dobrą sytuację finansową (a skoro mąż ma firmę deweloperską, to znaczy, że mają bardzo bardzo dobrą sytuację finansową), grą w kosza najwyraźniej jest już zmęczona i chce podjąć nowe wyzwania w życiu. Ma pełne prawo do takiej decyzji.
A co do Wisły. Prawda jest taka, że Wisła nigdy nie miała jej nic sensownego do zaproponowania. Biba nigdy nie była związana emocjonalnie z tą drużyną, była raczej przez lata gry w Lotosie i epizodzie w Polkowicach nakręcona przeciwko im, więc nie miała dylematu, czy iść do znacznie słabszej polskiej drużyny, która nie rokuje walki o mistrzostwo Euroligi a finansowo proponuje połowę tego co w Rosji czy Turcji, czy jednak zwojować Europę w Jekaterinburgu, Spartaku czy Fenerbahce. Zupełnie normalne, że mając taką możliwość wybrała grę w mocniejszych klubach, w ciekawszych ligach i za dużo większe pieniądze. Skoro mająca zupełnie inne nastawienie emocjonalne do Krakowa Ewcia co roku wybiera lepszy, bogatszy i liczący się w walce o najwyższe cele klub, w którym jest jedną z wielu, zamiast Wisły, gdzie byłaby gwiazdą i miała monopol na grę w decydujących momentach meczów, ale zarabiałaby dużo mniej i grała w klubie co najmniej o jedną półkę niżej niż jej obecny klub, to dziwisz się, że Biba wybiera tak, jak wybiera?
Wielki, wielki szacunek dla Biby, że decyduje się zakończyć karierę będąc na szczycie. Życzę jej z Fenerbahce mistrzostwa Euroligi i mistrza Turcji na koniec kariery.
A za te wspaniałe lata dla polskiej koszykówki i wspaniałe lata w Gdyni bardzo serdecznie DZIĘKUJĘ !!!!!
Kompletnie się z Tobą nie zgadzam w ocenie postawy Biby. Biba zawsze była zawodniczką z wielkim sercem do gry i charakterem. Nigdy niczego, a już najbardziej reprezentacji czy kibiców nie miała "w dupie". Zawsze było wręcz przeciwnie. Tylko jedno w Twojej wypowiedzi się zgadza. Że po urodzeniu dziecka przestała patrzeć na świat z perspektywy koszykówki. No pewnie! Bo ma córeczkę, która jest dla niej najważniejsza - czy to tak trudno zrozumieć? Myślisz, że decyzja o tym, że nie gra latem ani w WNBA, ani w reprezentacji wzięła się z kosmosu? Nie, po prostu chciała wreszcie być pełnowymiarową mamą dla swojej córki przynajmniej przez kilka miesięcy w roku. Sport czy pieniądze po prostu nie są w życiu najważniejsze. Zwłaszcza, że Biba jest syta sukcesów i w koszykówce klubowej i kwestii osiągnięć indywidualnych. Pewnie, że z reprezentacją się nie udało, ale gdy pojawiła się córka, nie było już dla niej tematu reprezentacji.
Pewnie, że fajnie byłoby, gdyby pobiegała rok czy dwa lata dłużej po parkietach, zwłaszcza, że formę od lat utrzymuje na światowym poziomie. Ale, jak zauważył Greebo, koszykówka przestała ją bawić, przestała być najważniejsza. Skoro nie musi grać, to nie musi. Może chce powiększyć rodzinę, może po prostu ma dość, może ma tak wyeksploatowany organizm, że obawia się poważnych, przeciążeniowych kontuzji. To nie jest na w pół anonimowa koszykarka z ligi polskiej, dla której zarobienie tych kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie przez 10 miesięcy gry to szansa na odłożenie czegoś tam na kilka kolejnych lat i spłata kredytów. To jedna z najlepszych zawodniczek świata, która ma stabilną, bardzo dobrą sytuację finansową (a skoro mąż ma firmę deweloperską, to znaczy, że mają bardzo bardzo dobrą sytuację finansową), grą w kosza najwyraźniej jest już zmęczona i chce podjąć nowe wyzwania w życiu. Ma pełne prawo do takiej decyzji.
A co do Wisły. Prawda jest taka, że Wisła nigdy nie miała jej nic sensownego do zaproponowania. Biba nigdy nie była związana emocjonalnie z tą drużyną, była raczej przez lata gry w Lotosie i epizodzie w Polkowicach nakręcona przeciwko im, więc nie miała dylematu, czy iść do znacznie słabszej polskiej drużyny, która nie rokuje walki o mistrzostwo Euroligi a finansowo proponuje połowę tego co w Rosji czy Turcji, czy jednak zwojować Europę w Jekaterinburgu, Spartaku czy Fenerbahce. Zupełnie normalne, że mając taką możliwość wybrała grę w mocniejszych klubach, w ciekawszych ligach i za dużo większe pieniądze. Skoro mająca zupełnie inne nastawienie emocjonalne do Krakowa Ewcia co roku wybiera lepszy, bogatszy i liczący się w walce o najwyższe cele klub, w którym jest jedną z wielu, zamiast Wisły, gdzie byłaby gwiazdą i miała monopol na grę w decydujących momentach meczów, ale zarabiałaby dużo mniej i grała w klubie co najmniej o jedną półkę niżej niż jej obecny klub, to dziwisz się, że Biba wybiera tak, jak wybiera?
Wielki, wielki szacunek dla Biby, że decyduje się zakończyć karierę będąc na szczycie. Życzę jej z Fenerbahce mistrzostwa Euroligi i mistrza Turcji na koniec kariery.
A za te wspaniałe lata dla polskiej koszykówki i wspaniałe lata w Gdyni bardzo serdecznie DZIĘKUJĘ !!!!!
14 koron:
1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009, 2010, 2020, 2021, 2025...
- To jest mój zespół, moje koleżanki, moje miasto, moi kibice. Moje miejsce jest na boisku i zagrałabym nawet bez oka - Tamika Catchings.
1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009, 2010, 2020, 2021, 2025...
- To jest mój zespół, moje koleżanki, moje miasto, moi kibice. Moje miejsce jest na boisku i zagrałabym nawet bez oka - Tamika Catchings.
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Media tureckie donoszą, że Winnicki nie jest już trenerem Fenerbahce, został zwolniony po tym jak po wczorajszym meczu Fener w grze do 3 zwycięstwo przegrywa 2-0 w półfinale z Abdullah Gul Universiesi (Kayseri).
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
A razemz Winnickim pakować sie może Biba, ktora pewnie nie taki sobie wyobrazała zakonczenie kariery.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Tak w ramach ciekawostki - na stornie fibaeurope stworzono ranking drużyn przed zbliżającymi sie ME (opierając sie na wiedzy autorów a nie jakiś wyliczeniach itp). Polska zajmuje mało zaszczytna 18-ta pozycje w 20 zespołowej stawce.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Uch
No cóż, ale w zasadzie czego się spodziewać. Nasze ostatnie występy (nie wspominając już o ich braku) wołają o pomstę do nieba.
Niestety krawiec kraje tak jak materiał staje. Skoro Biba odmówiła gry to zostają nam takie koszykarki, jakie mamy i w sumie większość z nich w kadrze się znalazła. Zabrakło Pałki niestety, ale on jakoś do gry w kadrze się nie garnie.
Przyznam, że chciałbym aby nasz zespół awansował do ósemki, ale chcieć a móc to dwie różne sprawy.... Chciałbym aby Winnicki sprawił niespodzianke i poukładał ten zespół, tak aby zagrały wreszcie w miarę przyzwoity turniej, jaki ostatni raz przydarzył im się za czasów Konia (kto by pomyślał, ze po latach z rozrzewieniem będziemy wspominać 7 miejsce na ME).
Nie chcę się znowu nastawiać optymistycznie, bowiem kto nie jak nasze panie w kadrze umieją dowieść jak bardzo można się na tym przejechać. Pożyjemy, zobaczymy.
Niestety krawiec kraje tak jak materiał staje. Skoro Biba odmówiła gry to zostają nam takie koszykarki, jakie mamy i w sumie większość z nich w kadrze się znalazła. Zabrakło Pałki niestety, ale on jakoś do gry w kadrze się nie garnie.
Przyznam, że chciałbym aby nasz zespół awansował do ósemki, ale chcieć a móc to dwie różne sprawy.... Chciałbym aby Winnicki sprawił niespodzianke i poukładał ten zespół, tak aby zagrały wreszcie w miarę przyzwoity turniej, jaki ostatni raz przydarzył im się za czasów Konia (kto by pomyślał, ze po latach z rozrzewieniem będziemy wspominać 7 miejsce na ME).
Nie chcę się znowu nastawiać optymistycznie, bowiem kto nie jak nasze panie w kadrze umieją dowieść jak bardzo można się na tym przejechać. Pożyjemy, zobaczymy.
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Parę zaległych newsów:
ME: Polki rozpoczęły zgrupowanie bez Eweliny Kobryn i Julie McBride
Bez Eweliny Kobryn i naturalizowanej Amerykanki Julie McBride reprezentacja Polski koszykarek pod wodzą trenera Jacka Winnickiego rozpoczęła zgrupowanie w Cetniewie przed mistrzostwami Europy na Węgrzech i w Rumunii. Turniej będzie kwalifikacją do igrzysk 2016.
Rywalkami Polek w grupie B EuroBasketu (11-28 czerwca) w rumuńskiej Oradei będą od 11 do 14 czerwca Turcja, Białoruś, Grecja i Włochy.
Do drugiej fazy turnieju awansują trzy najlepsze drużyny z grupy. Bezpośredni awans od igrzysk w Rio 2016 uzyska tylko mistrz, ale cztery kolejne drużyny wywalczą prawo udziału w przedolimpijskim turnieju kwalifikacyjnym.
Kobryn, która na początku maja zdobyła z UMMC Jekaterynburg siódme mistrzostwo Rosji z rzędu, dostała dwa tygodnie na regenerację fizyczną i psychiczną po sezonie. Dziesięć dni wcześniej do Cetniewa powinna dotrzeć Amerykanka McBride. Po finałach MP, w których jej drużyna Artego Bydgoszcz zdobyła srebro, poleciała do USA.
- Trener Jacek Winnicki dał Ewelinie kilkanaście dni na odpoczynek. Ma dołączyć do zespołu 20 maja. Julie powinna być z nami najpóźniej 11 maja - powiedziała Olga Kijewska, generalny menadżer reprezentacji.
Najmłodsze kadrowiczki i debiutantki w gronie seniorek to 20-letnie rozgrywające Monika Naczk i Angelika Stankiewicz oraz 21-letnia środkowa Dominika Miłoszewska, córka byłego koszykarza Arkadiusza. Po dwóch latach wraca do reprezentacji 28-letnia środkowa Magdalena Leciejewska, a po trzech 31-letnia Elżbieta Mowlik.
W środę i czwartek zawodniczki oprócz treningów w Cetniewie będą przechodzić w Gdyni badania lekarskie. Pierwszym sprawdzianem formy będzie dwumecz ze Szwecją w Sopocie (16 i 17 maja - drugi mecz zamknięty dla publiczności).
Przygotowania do mistrzostw są w tym roku krótkie i intensywne. Polki przed ME zagrają także dwa turniej międzynarodowe we Francji i Hiszpanii. W ciągu miesiąca przygotowań rozegrają osiem spotkań.
Skład kadry Polski koszykarek (kluby z sezonu 2014/2015):
Rozgrywające: Julie McBride (Artego Bydgoszcz), Monika Naczk (Basket Gdynia), Dominika Owczarzak (CCC Polkowice), Paulina Pawlak (Ślęza Wrocław), Angelika Stankiewicz (Basket Gdynia);
Rzucające: Katarzyna Krężel, Agnieszka Skobel, Magdalena Ziętara (wszystkie Wisła Can-Pack Kraków), Elżbieta Mowlik (Artego Bydgoszcz);
Niskie skrzydłowe: Aldona Morawiec (Pszczółka AZS UMCS Lublin), Aleksandra Pawlak (Energa Toruń), Agnieszka Szott-Hejmej (Wisła Can-Pack Kraków);
Silne skrzydłowe: Martyna Koc (Artego Bydgoszcz), Magdalena Leciejewska (Ślęza Wrocław), Dominika Miłoszewska (Basket Gdynia), Małgorzata Misiuk (Energa Toruń), Justyna Żurowska (Wisła Can-Pack Kraków);
Środkowe: Marta Jujka (Wisła Can-Pack Kraków), Ewelina Kobryn (UMMC Jekaterynburg, Rosja).
Terminarz przygotowań:
5-15 maja – zgrupowanie we Władysławowie
16-17 maja – dwa mecze sparingowe ze Szwecją w Sopocie
20-27 maja – zgrupowanie w Sopocie
27 maja-1 czerwca – turniej w Hiszpanii (mecze z gospodarzem, Kanadą i Łotwą)
1-6 czerwca – turniej we Francji (mecze z gospodarzem, Kanadą i Włochami)
Terminarz grupy B ME 2015 (Oradea):
Polska – Turcja, 11 czerwca, godz. 18.00
Białoruś – Polska, 12 czerwca, godz. 20.30
Polska – Grecja, 13 czerwca, godz. 18.00
Włochy – Polska, 14 czerwca, godz. 18.00
Justyna Żurowska-Cegielska: na ME będzie super albo klapa
Justyna Żurowska-Cegielska z Wisły, która po raz drugi z rzędu została uznana najlepszą koszykarką (MVP) finałów mistrzostw Polski, powoli przygotowuje się do nowego wyzwania - mistrzostw Europy. - Mam przeczucie, że będzie super albo klapa - powiedziała PAP.
Koszykarki rozpoczynają pierwsze zgrupowanie przed czerwcowym EuroBasketem we wtorek we Władysławowie, zaledwie 10 dni po zakończeniu walki o złote medale MP.
Kapitan Wisły Can-Pack Kraków nie ukrywa, że powoli oswaja się z myślą o ponownych ciężkich treningach. ME w Rumunii i na Węgrzech (11-28 czerwca) będą kwalifikacją do igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku. Bezpośredni awans uzyska tylko mistrz, ale cztery kolejne ekipy zdobędą prawo startu w dodatkowym turnieju przedolimpijskim.
- Na odpoczynek psychiczny i fizyczny po rozgrywkach ligowych jest naprawdę za mało czasu. Czuję się właściwie tak, jakbym miała jedynie wolny weekend. Przyznam, że na razie zgrupowanie w Cetniewie jest dla mnie abstrakcją i ciężko mentalnie będzie mi wejść w rytm pracy. Taki jest terminarz i nie zmienimy tego. EuroBasket to walka o marzenia, czyli igrzyska w Rio i na pewno determinacji nie zabraknie. Mam przeczucie, że albo będzie super, albo klapa. Oczywiście wolę pierwszy wariant - powiedziała zawodniczka odpoczywająca przez kilka dni wraz z najbliższymi w Żywcu.
Zdaniem skrzydłowej obecność w zespole narodowym Amerykanki Julie McBride mającej polskie obywatelstwo, wpłynie na przyspieszenie gry i będzie istotnym wzmocnieniem potencjału Biało-Czerwonych.
- Znakiem firmowym Julie jest szybka koszykówka i kontratak. To typowa kreatorka gry. Może właśnie to jest ten element, którego potrzebowała drużyna. Jestem spokojna o to, że miesiąc przygotowań pozwoli Julie wkomponować się w zespół. Na pewno trener Jacek Winnicki ustawi odpowiednio naszą taktykę, a ona sama jest na tyle dobrą zawodniczką, że dopasuje się do zespołu - oceniła.
Żurowska-Cegielska inaczej niż przed rokiem odbiera sukces ligowy z Wisłą, która po tytuł sięgnęła 24. raz w historii.
- Cenię mistrzostwo i nagrodę MVP inaczej niż przed rokiem. Wtedy to było pierwsze seniorskie złoto - spełnienie marzeń. Teraz w roli kapitana sukces zespołowy i indywidualny jest dla mnie ważniejszy niż pierwszy złoty - dodała.
Zawodniczka nie ukrywa, że wielkim wsparciem jest dla niej mąż, były żużlowiec Krzysztof Cegielski (wypadek i ciężki uraz kręgosłupa przerwał jego karierę w 2003 roku), który stara się być niemalże na wszystkich meczach. Zabrakło go ostatnio jedynie na pierwszym spotkaniu finału z Artego i... Wisła uległa nieoczekiwanie na własnym parkiecie bydgoskiej drużynie 64:66.
- Ci, którzy nas znają od razu powiedzieli, że przegrałyśmy dlatego, że nie było Krzysia. Jest dla mnie tak ważną i bliską osobą. Jego spojrzenie zawsze dodaje mi energii, czuję podczas meczu, że mam jego wsparcie. Tak samo było z rodzicami, którzy w Gorzowie Wlkp. chodzili na wszystkie moje spotkania. Teraz po minie męża wiem w zasadzie wszystko: czy jest dobrze, czy powinnam się "przebudzić", zagrać bardziej agresywnie - dodała zawodniczka, która 31 maja będzie obchodzić pierwszą rocznicę ślubu.
Jej zdaniem finały z Artego, choć toczyły się pod dyktando Wisły, nie były jednostronne. Krakowska drużyna wygrała 3-1.
- Rywalki były spełnione, bo dla nich finał był tym, o czym marzyły. Jednocześnie widziałyśmy, że są zmęczone, bo rywalizacja z Energą w półfinale kosztowała je wiele sił i psychicznej determinacji. Wiedziałyśmy, że marzą o tym, żeby wygrać z nami. Całą swoją energię skumulowały w pierwszy meczu w Krakowie. W Bydgoszczy też walczyły, ale widać było, że są w pewnym sensie pogodzone z myślą, że będą miały srebro, które jest dla nich sukcesem - dodała.
Koszykarka, której kontrakt, podobnie jak przed rokiem, wygasł w dniu ostatniego spotkania finału, nie ukrywa, że chciałaby pozostać w Krakowie.
- Oczywiście, że chciałabym nadal grać w Wiśle. Jakby nie patrzeć, jestem teraz bezrobotna i nie jest to miłe uczucie. Koniec sezonu to zawsze jeden z najtrudniejszych okresów, wiążący się z oczekiwaniem, negocjacjami i niepewnością o przyszłość, o to, czy będzie sponsor zespołu - oceniła wychowanka AZS PWSZ Gorzów Wlkp., która od 2012 roku występuje w Krakowie.
Julie McBride: charakter mam polski
- Charakter mam podobny do Polaków - jestem nieustępliwa, uparta, waleczna - powiedziała Amerykanka Julie McBride, pierwsza naturalizowana koszykarka w biało-czerwonych barwach. Rozgrywająca Artego Bydgoszcz nie ukrywa dumy z powołania do kadry na mistrzostwa Europy.
Trzy lata temu po raz pierwszy dowiedziała się pani o możliwości otrzymania polskiego obywatelstwa i gry w reprezentacji. Jaka była pani reakcja?
Byłam zaskoczona, choć od urodzenia wiedziałam, że mam polskie korzenie. Zawsze też marzyłam o występach w kadrze. Wybierając ofertę, Artego Bydgoszcz zdawałam sobie sprawę, że to daje mi szansę gry w reprezentacji. Klub pomógł mi bardzo w przejściu całej procedury otrzymania obywatelstwa, szczególnie menedżer Jarek Kotewicz oraz trener Tomasz Herkt. Jestem im bardzo wdzięczna. Nie było to bardzo uciążliwe, ale pewne rzeczy trzeba było zrobić. Bardzo mi na tym zależało.
Co wie pani o swoich przodkach?
Mam polskie i irlandzkie korzenie. Jestem dumna z obydwu. Moja prababcia, mama dziadka, pochodziła z Polski. To była mała osada, która teraz już nie istnieje. Nie pamiętam nazwy. Prababcia przyjechała do USA w 1900 roku. W domu przechowujemy jej dokumenty, z których jasno wynika, że była Polką.
Czy sądzi pani, że pewne cechy charakteru odziedziczyła pani po przodkach znad Wisły?
Polacy są nieustępliwi, uparci, waleczni. Taka właśnie jestem i na parkiecie, i poza nim. Prawdziwa ze mnie Polka, nieprawdaż? Dobrze się tu czuję. W Turcji, gdzie wcześniej grałam, ludzie reagują bardziej żywiołowo niż w Polsce, ale ich także polubiłam.
W reprezentacji Polski zadebiutowała pani kilka tygodni temu w Meczu Gwiazd ekstraklasy koszykarek. Przy okazji wygrała pani konkurs rzutów za trzy punkty. Co pani czuła wybiegając na parkiet w koszulce z orzełkiem na piersi?
Trudno opisać słowami i to nie ze względu na moją niedostateczną znajomość polskiego, ale w języku angielskim. Czułam dumę, ale na początku byłam też zdenerwowana. Nie wiedziałam, jak przyjmą mnie dziewczyny, kibice. Obawy zniknęły szybko, bo koleżanki mnie od razu zaakceptowały, a myślę, że fani też. W aklimatyzacji w reprezentacji szczególnie pomogły mi Paulina Pawlak, którą nazywam +PP+ oraz Justyna Żurowska-Cegielska, no i oczywiście Kasia Krężel, z którą występuję w Artego. Było mi naprawdę miło.
Wspomniała pani o języku polskim. Pobiera pani regularne lekcje?
Uczę się polskiego, ale nie przychodzi mi to łatwo. Język jest naprawdę trudny. Łatwiej było w Turcji. Po siedmiu latach występów w tamtejszej lidze mogę powiedzieć, że wszystko rozumiem, ale oczywiście nie mówię.
A czy lubi pani polską kuchnię?
Tak, choć nie wszystkie potrawy. Uwielbiam pierogi, szczególnie ruskie. Nie smakują mi natomiast gołąbki. W Stanach Zjednoczonych numerem jeden jest natomiast pizza. Z kolei Irlandia to przede wszystkim piwo, ale ja nie jestem fanką tego napoju.
To jest najważniejsze w walce z Energą Toruń w półfinale ekstraklasy koszykarek? Pierwszy mecz już w środę...
Defensywa. W play off zawsze to ma największe znaczenie. Musimy zatrzymać kontrataki Energi. Drugim elementem jest pozytywna energia, +chemia+ w drużynie. Mamy ją. Mamy też dobrze zbilansowany zespół, lepszy niż dwa lata temu. Liga jednak też się zmieniła. Jest silniejsza.
Kibice pojedynki Artego i Energi traktują czasami jako +wojnę+ między klubami? Co pani o tym sądzi?
Nie wiem, o co w tym chodzi. Mają tu znaczenie relacje między dwoma miastami, jak słyszałam. Fani Energi, mówiąc delikatnie, nie przepadają za mną, ale bydgoscy kibice mnie kochają. To dla nich gram. Najważniejsze jest to, by ludzie potrafili oddzielić to, co się dzieje na parkiecie i poza nim. Na boisku reaguję inaczej niż poza parkietem. Kiedy gram, daję z siebie wszystko. Jestem maksymalnie zaangażowana i skoncentrowana. Zawsze chcę wygrać i we wszystko, co robię wkładam emocje, serce.
Co jest pani największym koszykarskim atutem?
Współzawodnictwo i dążenie do zwycięstwa. Nic innego mnie nie interesuje. Jasne, że przy takim nastawieniu zdarza mi się faulować rywalki, mieć pretensje do sędziów. To elementy rywalizacji. Cały czas rozwijam się i staram się zmieniać w swojej grze tak, by jak najwięcej korzyści miał zespół. Nie mam potrzeby bycia gwiazdą, nie zaglądam w statystyki.
W czerwcu mistrzostwa Europy koszykarek, które są jednocześnie kwalifikacją do igrzysk w Rio de Janeiro. Polska zagra w pierwszym spotkaniu z dobrze pani znaną Turcją. Potem jeszcze mecze z Włochami, Białorusią i Grecją...
Czeka nas dużo pracy przed mistrzostwami. Mamy trudną grupę. Co mam powiedzieć, skoro pierwszym rywalem będzie Turcja, drużyna z moim byłym trenerem i kilkoma przyjaciółkami. To dla mnie wyzwanie. Wierzę, że to będzie dla nas dobry turniej.
Julie McBride: charakter mam polski
- Charakter mam podobny do Polaków - jestem nieustępliwa, uparta, waleczna - powiedziała Amerykanka Julie McBride, pierwsza naturalizowana koszykarka w biało-czerwonych barwach. Rozgrywająca Artego Bydgoszcz nie ukrywa dumy z powołania do kadry na mistrzostwa Europy.
Trzy lata temu po raz pierwszy dowiedziała się pani o możliwości otrzymania polskiego obywatelstwa i gry w reprezentacji. Jaka była pani reakcja?
Byłam zaskoczona, choć od urodzenia wiedziałam, że mam polskie korzenie. Zawsze też marzyłam o występach w kadrze. Wybierając ofertę, Artego Bydgoszcz zdawałam sobie sprawę, że to daje mi szansę gry w reprezentacji. Klub pomógł mi bardzo w przejściu całej procedury otrzymania obywatelstwa, szczególnie menedżer Jarek Kotewicz oraz trener Tomasz Herkt. Jestem im bardzo wdzięczna. Nie było to bardzo uciążliwe, ale pewne rzeczy trzeba było zrobić. Bardzo mi na tym zależało.
Co wie pani o swoich przodkach?
Mam polskie i irlandzkie korzenie. Jestem dumna z obydwu. Moja prababcia, mama dziadka, pochodziła z Polski. To była mała osada, która teraz już nie istnieje. Nie pamiętam nazwy. Prababcia przyjechała do USA w 1900 roku. W domu przechowujemy jej dokumenty, z których jasno wynika, że była Polką.
Czy sądzi pani, że pewne cechy charakteru odziedziczyła pani po przodkach znad Wisły?
Polacy są nieustępliwi, uparci, waleczni. Taka właśnie jestem i na parkiecie, i poza nim. Prawdziwa ze mnie Polka, nieprawdaż? Dobrze się tu czuję. W Turcji, gdzie wcześniej grałam, ludzie reagują bardziej żywiołowo niż w Polsce, ale ich także polubiłam.
W reprezentacji Polski zadebiutowała pani kilka tygodni temu w Meczu Gwiazd ekstraklasy koszykarek. Przy okazji wygrała pani konkurs rzutów za trzy punkty. Co pani czuła wybiegając na parkiet w koszulce z orzełkiem na piersi?
Trudno opisać słowami i to nie ze względu na moją niedostateczną znajomość polskiego, ale w języku angielskim. Czułam dumę, ale na początku byłam też zdenerwowana. Nie wiedziałam, jak przyjmą mnie dziewczyny, kibice. Obawy zniknęły szybko, bo koleżanki mnie od razu zaakceptowały, a myślę, że fani też. W aklimatyzacji w reprezentacji szczególnie pomogły mi Paulina Pawlak, którą nazywam +PP+ oraz Justyna Żurowska-Cegielska, no i oczywiście Kasia Krężel, z którą występuję w Artego. Było mi naprawdę miło.
Wspomniała pani o języku polskim. Pobiera pani regularne lekcje?
Uczę się polskiego, ale nie przychodzi mi to łatwo. Język jest naprawdę trudny. Łatwiej było w Turcji. Po siedmiu latach występów w tamtejszej lidze mogę powiedzieć, że wszystko rozumiem, ale oczywiście nie mówię.
A czy lubi pani polską kuchnię?
Tak, choć nie wszystkie potrawy. Uwielbiam pierogi, szczególnie ruskie. Nie smakują mi natomiast gołąbki. W Stanach Zjednoczonych numerem jeden jest natomiast pizza. Z kolei Irlandia to przede wszystkim piwo, ale ja nie jestem fanką tego napoju.
To jest najważniejsze w walce z Energą Toruń w półfinale ekstraklasy koszykarek? Pierwszy mecz już w środę...
Defensywa. W play off zawsze to ma największe znaczenie. Musimy zatrzymać kontrataki Energi. Drugim elementem jest pozytywna energia, +chemia+ w drużynie. Mamy ją. Mamy też dobrze zbilansowany zespół, lepszy niż dwa lata temu. Liga jednak też się zmieniła. Jest silniejsza.
Kibice pojedynki Artego i Energi traktują czasami jako +wojnę+ między klubami? Co pani o tym sądzi?
Nie wiem, o co w tym chodzi. Mają tu znaczenie relacje między dwoma miastami, jak słyszałam. Fani Energi, mówiąc delikatnie, nie przepadają za mną, ale bydgoscy kibice mnie kochają. To dla nich gram. Najważniejsze jest to, by ludzie potrafili oddzielić to, co się dzieje na parkiecie i poza nim. Na boisku reaguję inaczej niż poza parkietem. Kiedy gram, daję z siebie wszystko. Jestem maksymalnie zaangażowana i skoncentrowana. Zawsze chcę wygrać i we wszystko, co robię wkładam emocje, serce.
Co jest pani największym koszykarskim atutem?
Współzawodnictwo i dążenie do zwycięstwa. Nic innego mnie nie interesuje. Jasne, że przy takim nastawieniu zdarza mi się faulować rywalki, mieć pretensje do sędziów. To elementy rywalizacji. Cały czas rozwijam się i staram się zmieniać w swojej grze tak, by jak najwięcej korzyści miał zespół. Nie mam potrzeby bycia gwiazdą, nie zaglądam w statystyki.
W czerwcu mistrzostwa Europy koszykarek, które są jednocześnie kwalifikacją do igrzysk w Rio de Janeiro. Polska zagra w pierwszym spotkaniu z dobrze pani znaną Turcją. Potem jeszcze mecze z Włochami, Białorusią i Grecją...
Czeka nas dużo pracy przed mistrzostwami. Mamy trudną grupę. Co mam powiedzieć, skoro pierwszym rywalem będzie Turcja, drużyna z moim byłym trenerem i kilkoma przyjaciółkami. To dla mnie wyzwanie. Wierzę, że to będzie dla nas dobry turniej.
Zródło: onet
ME: Polki rozpoczęły zgrupowanie bez Eweliny Kobryn i Julie McBride
Bez Eweliny Kobryn i naturalizowanej Amerykanki Julie McBride reprezentacja Polski koszykarek pod wodzą trenera Jacka Winnickiego rozpoczęła zgrupowanie w Cetniewie przed mistrzostwami Europy na Węgrzech i w Rumunii. Turniej będzie kwalifikacją do igrzysk 2016.
Rywalkami Polek w grupie B EuroBasketu (11-28 czerwca) w rumuńskiej Oradei będą od 11 do 14 czerwca Turcja, Białoruś, Grecja i Włochy.
Do drugiej fazy turnieju awansują trzy najlepsze drużyny z grupy. Bezpośredni awans od igrzysk w Rio 2016 uzyska tylko mistrz, ale cztery kolejne drużyny wywalczą prawo udziału w przedolimpijskim turnieju kwalifikacyjnym.
Kobryn, która na początku maja zdobyła z UMMC Jekaterynburg siódme mistrzostwo Rosji z rzędu, dostała dwa tygodnie na regenerację fizyczną i psychiczną po sezonie. Dziesięć dni wcześniej do Cetniewa powinna dotrzeć Amerykanka McBride. Po finałach MP, w których jej drużyna Artego Bydgoszcz zdobyła srebro, poleciała do USA.
- Trener Jacek Winnicki dał Ewelinie kilkanaście dni na odpoczynek. Ma dołączyć do zespołu 20 maja. Julie powinna być z nami najpóźniej 11 maja - powiedziała Olga Kijewska, generalny menadżer reprezentacji.
Najmłodsze kadrowiczki i debiutantki w gronie seniorek to 20-letnie rozgrywające Monika Naczk i Angelika Stankiewicz oraz 21-letnia środkowa Dominika Miłoszewska, córka byłego koszykarza Arkadiusza. Po dwóch latach wraca do reprezentacji 28-letnia środkowa Magdalena Leciejewska, a po trzech 31-letnia Elżbieta Mowlik.
W środę i czwartek zawodniczki oprócz treningów w Cetniewie będą przechodzić w Gdyni badania lekarskie. Pierwszym sprawdzianem formy będzie dwumecz ze Szwecją w Sopocie (16 i 17 maja - drugi mecz zamknięty dla publiczności).
Przygotowania do mistrzostw są w tym roku krótkie i intensywne. Polki przed ME zagrają także dwa turniej międzynarodowe we Francji i Hiszpanii. W ciągu miesiąca przygotowań rozegrają osiem spotkań.
Skład kadry Polski koszykarek (kluby z sezonu 2014/2015):
Rozgrywające: Julie McBride (Artego Bydgoszcz), Monika Naczk (Basket Gdynia), Dominika Owczarzak (CCC Polkowice), Paulina Pawlak (Ślęza Wrocław), Angelika Stankiewicz (Basket Gdynia);
Rzucające: Katarzyna Krężel, Agnieszka Skobel, Magdalena Ziętara (wszystkie Wisła Can-Pack Kraków), Elżbieta Mowlik (Artego Bydgoszcz);
Niskie skrzydłowe: Aldona Morawiec (Pszczółka AZS UMCS Lublin), Aleksandra Pawlak (Energa Toruń), Agnieszka Szott-Hejmej (Wisła Can-Pack Kraków);
Silne skrzydłowe: Martyna Koc (Artego Bydgoszcz), Magdalena Leciejewska (Ślęza Wrocław), Dominika Miłoszewska (Basket Gdynia), Małgorzata Misiuk (Energa Toruń), Justyna Żurowska (Wisła Can-Pack Kraków);
Środkowe: Marta Jujka (Wisła Can-Pack Kraków), Ewelina Kobryn (UMMC Jekaterynburg, Rosja).
Terminarz przygotowań:
5-15 maja – zgrupowanie we Władysławowie
16-17 maja – dwa mecze sparingowe ze Szwecją w Sopocie
20-27 maja – zgrupowanie w Sopocie
27 maja-1 czerwca – turniej w Hiszpanii (mecze z gospodarzem, Kanadą i Łotwą)
1-6 czerwca – turniej we Francji (mecze z gospodarzem, Kanadą i Włochami)
Terminarz grupy B ME 2015 (Oradea):
Polska – Turcja, 11 czerwca, godz. 18.00
Białoruś – Polska, 12 czerwca, godz. 20.30
Polska – Grecja, 13 czerwca, godz. 18.00
Włochy – Polska, 14 czerwca, godz. 18.00
Justyna Żurowska-Cegielska: na ME będzie super albo klapa
Justyna Żurowska-Cegielska z Wisły, która po raz drugi z rzędu została uznana najlepszą koszykarką (MVP) finałów mistrzostw Polski, powoli przygotowuje się do nowego wyzwania - mistrzostw Europy. - Mam przeczucie, że będzie super albo klapa - powiedziała PAP.
Koszykarki rozpoczynają pierwsze zgrupowanie przed czerwcowym EuroBasketem we wtorek we Władysławowie, zaledwie 10 dni po zakończeniu walki o złote medale MP.
Kapitan Wisły Can-Pack Kraków nie ukrywa, że powoli oswaja się z myślą o ponownych ciężkich treningach. ME w Rumunii i na Węgrzech (11-28 czerwca) będą kwalifikacją do igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku. Bezpośredni awans uzyska tylko mistrz, ale cztery kolejne ekipy zdobędą prawo startu w dodatkowym turnieju przedolimpijskim.
- Na odpoczynek psychiczny i fizyczny po rozgrywkach ligowych jest naprawdę za mało czasu. Czuję się właściwie tak, jakbym miała jedynie wolny weekend. Przyznam, że na razie zgrupowanie w Cetniewie jest dla mnie abstrakcją i ciężko mentalnie będzie mi wejść w rytm pracy. Taki jest terminarz i nie zmienimy tego. EuroBasket to walka o marzenia, czyli igrzyska w Rio i na pewno determinacji nie zabraknie. Mam przeczucie, że albo będzie super, albo klapa. Oczywiście wolę pierwszy wariant - powiedziała zawodniczka odpoczywająca przez kilka dni wraz z najbliższymi w Żywcu.
Zdaniem skrzydłowej obecność w zespole narodowym Amerykanki Julie McBride mającej polskie obywatelstwo, wpłynie na przyspieszenie gry i będzie istotnym wzmocnieniem potencjału Biało-Czerwonych.
- Znakiem firmowym Julie jest szybka koszykówka i kontratak. To typowa kreatorka gry. Może właśnie to jest ten element, którego potrzebowała drużyna. Jestem spokojna o to, że miesiąc przygotowań pozwoli Julie wkomponować się w zespół. Na pewno trener Jacek Winnicki ustawi odpowiednio naszą taktykę, a ona sama jest na tyle dobrą zawodniczką, że dopasuje się do zespołu - oceniła.
Żurowska-Cegielska inaczej niż przed rokiem odbiera sukces ligowy z Wisłą, która po tytuł sięgnęła 24. raz w historii.
- Cenię mistrzostwo i nagrodę MVP inaczej niż przed rokiem. Wtedy to było pierwsze seniorskie złoto - spełnienie marzeń. Teraz w roli kapitana sukces zespołowy i indywidualny jest dla mnie ważniejszy niż pierwszy złoty - dodała.
Zawodniczka nie ukrywa, że wielkim wsparciem jest dla niej mąż, były żużlowiec Krzysztof Cegielski (wypadek i ciężki uraz kręgosłupa przerwał jego karierę w 2003 roku), który stara się być niemalże na wszystkich meczach. Zabrakło go ostatnio jedynie na pierwszym spotkaniu finału z Artego i... Wisła uległa nieoczekiwanie na własnym parkiecie bydgoskiej drużynie 64:66.
- Ci, którzy nas znają od razu powiedzieli, że przegrałyśmy dlatego, że nie było Krzysia. Jest dla mnie tak ważną i bliską osobą. Jego spojrzenie zawsze dodaje mi energii, czuję podczas meczu, że mam jego wsparcie. Tak samo było z rodzicami, którzy w Gorzowie Wlkp. chodzili na wszystkie moje spotkania. Teraz po minie męża wiem w zasadzie wszystko: czy jest dobrze, czy powinnam się "przebudzić", zagrać bardziej agresywnie - dodała zawodniczka, która 31 maja będzie obchodzić pierwszą rocznicę ślubu.
Jej zdaniem finały z Artego, choć toczyły się pod dyktando Wisły, nie były jednostronne. Krakowska drużyna wygrała 3-1.
- Rywalki były spełnione, bo dla nich finał był tym, o czym marzyły. Jednocześnie widziałyśmy, że są zmęczone, bo rywalizacja z Energą w półfinale kosztowała je wiele sił i psychicznej determinacji. Wiedziałyśmy, że marzą o tym, żeby wygrać z nami. Całą swoją energię skumulowały w pierwszy meczu w Krakowie. W Bydgoszczy też walczyły, ale widać było, że są w pewnym sensie pogodzone z myślą, że będą miały srebro, które jest dla nich sukcesem - dodała.
Koszykarka, której kontrakt, podobnie jak przed rokiem, wygasł w dniu ostatniego spotkania finału, nie ukrywa, że chciałaby pozostać w Krakowie.
- Oczywiście, że chciałabym nadal grać w Wiśle. Jakby nie patrzeć, jestem teraz bezrobotna i nie jest to miłe uczucie. Koniec sezonu to zawsze jeden z najtrudniejszych okresów, wiążący się z oczekiwaniem, negocjacjami i niepewnością o przyszłość, o to, czy będzie sponsor zespołu - oceniła wychowanka AZS PWSZ Gorzów Wlkp., która od 2012 roku występuje w Krakowie.
Julie McBride: charakter mam polski
- Charakter mam podobny do Polaków - jestem nieustępliwa, uparta, waleczna - powiedziała Amerykanka Julie McBride, pierwsza naturalizowana koszykarka w biało-czerwonych barwach. Rozgrywająca Artego Bydgoszcz nie ukrywa dumy z powołania do kadry na mistrzostwa Europy.
Trzy lata temu po raz pierwszy dowiedziała się pani o możliwości otrzymania polskiego obywatelstwa i gry w reprezentacji. Jaka była pani reakcja?
Byłam zaskoczona, choć od urodzenia wiedziałam, że mam polskie korzenie. Zawsze też marzyłam o występach w kadrze. Wybierając ofertę, Artego Bydgoszcz zdawałam sobie sprawę, że to daje mi szansę gry w reprezentacji. Klub pomógł mi bardzo w przejściu całej procedury otrzymania obywatelstwa, szczególnie menedżer Jarek Kotewicz oraz trener Tomasz Herkt. Jestem im bardzo wdzięczna. Nie było to bardzo uciążliwe, ale pewne rzeczy trzeba było zrobić. Bardzo mi na tym zależało.
Co wie pani o swoich przodkach?
Mam polskie i irlandzkie korzenie. Jestem dumna z obydwu. Moja prababcia, mama dziadka, pochodziła z Polski. To była mała osada, która teraz już nie istnieje. Nie pamiętam nazwy. Prababcia przyjechała do USA w 1900 roku. W domu przechowujemy jej dokumenty, z których jasno wynika, że była Polką.
Czy sądzi pani, że pewne cechy charakteru odziedziczyła pani po przodkach znad Wisły?
Polacy są nieustępliwi, uparci, waleczni. Taka właśnie jestem i na parkiecie, i poza nim. Prawdziwa ze mnie Polka, nieprawdaż? Dobrze się tu czuję. W Turcji, gdzie wcześniej grałam, ludzie reagują bardziej żywiołowo niż w Polsce, ale ich także polubiłam.
W reprezentacji Polski zadebiutowała pani kilka tygodni temu w Meczu Gwiazd ekstraklasy koszykarek. Przy okazji wygrała pani konkurs rzutów za trzy punkty. Co pani czuła wybiegając na parkiet w koszulce z orzełkiem na piersi?
Trudno opisać słowami i to nie ze względu na moją niedostateczną znajomość polskiego, ale w języku angielskim. Czułam dumę, ale na początku byłam też zdenerwowana. Nie wiedziałam, jak przyjmą mnie dziewczyny, kibice. Obawy zniknęły szybko, bo koleżanki mnie od razu zaakceptowały, a myślę, że fani też. W aklimatyzacji w reprezentacji szczególnie pomogły mi Paulina Pawlak, którą nazywam +PP+ oraz Justyna Żurowska-Cegielska, no i oczywiście Kasia Krężel, z którą występuję w Artego. Było mi naprawdę miło.
Wspomniała pani o języku polskim. Pobiera pani regularne lekcje?
Uczę się polskiego, ale nie przychodzi mi to łatwo. Język jest naprawdę trudny. Łatwiej było w Turcji. Po siedmiu latach występów w tamtejszej lidze mogę powiedzieć, że wszystko rozumiem, ale oczywiście nie mówię.
A czy lubi pani polską kuchnię?
Tak, choć nie wszystkie potrawy. Uwielbiam pierogi, szczególnie ruskie. Nie smakują mi natomiast gołąbki. W Stanach Zjednoczonych numerem jeden jest natomiast pizza. Z kolei Irlandia to przede wszystkim piwo, ale ja nie jestem fanką tego napoju.
To jest najważniejsze w walce z Energą Toruń w półfinale ekstraklasy koszykarek? Pierwszy mecz już w środę...
Defensywa. W play off zawsze to ma największe znaczenie. Musimy zatrzymać kontrataki Energi. Drugim elementem jest pozytywna energia, +chemia+ w drużynie. Mamy ją. Mamy też dobrze zbilansowany zespół, lepszy niż dwa lata temu. Liga jednak też się zmieniła. Jest silniejsza.
Kibice pojedynki Artego i Energi traktują czasami jako +wojnę+ między klubami? Co pani o tym sądzi?
Nie wiem, o co w tym chodzi. Mają tu znaczenie relacje między dwoma miastami, jak słyszałam. Fani Energi, mówiąc delikatnie, nie przepadają za mną, ale bydgoscy kibice mnie kochają. To dla nich gram. Najważniejsze jest to, by ludzie potrafili oddzielić to, co się dzieje na parkiecie i poza nim. Na boisku reaguję inaczej niż poza parkietem. Kiedy gram, daję z siebie wszystko. Jestem maksymalnie zaangażowana i skoncentrowana. Zawsze chcę wygrać i we wszystko, co robię wkładam emocje, serce.
Co jest pani największym koszykarskim atutem?
Współzawodnictwo i dążenie do zwycięstwa. Nic innego mnie nie interesuje. Jasne, że przy takim nastawieniu zdarza mi się faulować rywalki, mieć pretensje do sędziów. To elementy rywalizacji. Cały czas rozwijam się i staram się zmieniać w swojej grze tak, by jak najwięcej korzyści miał zespół. Nie mam potrzeby bycia gwiazdą, nie zaglądam w statystyki.
W czerwcu mistrzostwa Europy koszykarek, które są jednocześnie kwalifikacją do igrzysk w Rio de Janeiro. Polska zagra w pierwszym spotkaniu z dobrze pani znaną Turcją. Potem jeszcze mecze z Włochami, Białorusią i Grecją...
Czeka nas dużo pracy przed mistrzostwami. Mamy trudną grupę. Co mam powiedzieć, skoro pierwszym rywalem będzie Turcja, drużyna z moim byłym trenerem i kilkoma przyjaciółkami. To dla mnie wyzwanie. Wierzę, że to będzie dla nas dobry turniej.
Julie McBride: charakter mam polski
- Charakter mam podobny do Polaków - jestem nieustępliwa, uparta, waleczna - powiedziała Amerykanka Julie McBride, pierwsza naturalizowana koszykarka w biało-czerwonych barwach. Rozgrywająca Artego Bydgoszcz nie ukrywa dumy z powołania do kadry na mistrzostwa Europy.
Trzy lata temu po raz pierwszy dowiedziała się pani o możliwości otrzymania polskiego obywatelstwa i gry w reprezentacji. Jaka była pani reakcja?
Byłam zaskoczona, choć od urodzenia wiedziałam, że mam polskie korzenie. Zawsze też marzyłam o występach w kadrze. Wybierając ofertę, Artego Bydgoszcz zdawałam sobie sprawę, że to daje mi szansę gry w reprezentacji. Klub pomógł mi bardzo w przejściu całej procedury otrzymania obywatelstwa, szczególnie menedżer Jarek Kotewicz oraz trener Tomasz Herkt. Jestem im bardzo wdzięczna. Nie było to bardzo uciążliwe, ale pewne rzeczy trzeba było zrobić. Bardzo mi na tym zależało.
Co wie pani o swoich przodkach?
Mam polskie i irlandzkie korzenie. Jestem dumna z obydwu. Moja prababcia, mama dziadka, pochodziła z Polski. To była mała osada, która teraz już nie istnieje. Nie pamiętam nazwy. Prababcia przyjechała do USA w 1900 roku. W domu przechowujemy jej dokumenty, z których jasno wynika, że była Polką.
Czy sądzi pani, że pewne cechy charakteru odziedziczyła pani po przodkach znad Wisły?
Polacy są nieustępliwi, uparci, waleczni. Taka właśnie jestem i na parkiecie, i poza nim. Prawdziwa ze mnie Polka, nieprawdaż? Dobrze się tu czuję. W Turcji, gdzie wcześniej grałam, ludzie reagują bardziej żywiołowo niż w Polsce, ale ich także polubiłam.
W reprezentacji Polski zadebiutowała pani kilka tygodni temu w Meczu Gwiazd ekstraklasy koszykarek. Przy okazji wygrała pani konkurs rzutów za trzy punkty. Co pani czuła wybiegając na parkiet w koszulce z orzełkiem na piersi?
Trudno opisać słowami i to nie ze względu na moją niedostateczną znajomość polskiego, ale w języku angielskim. Czułam dumę, ale na początku byłam też zdenerwowana. Nie wiedziałam, jak przyjmą mnie dziewczyny, kibice. Obawy zniknęły szybko, bo koleżanki mnie od razu zaakceptowały, a myślę, że fani też. W aklimatyzacji w reprezentacji szczególnie pomogły mi Paulina Pawlak, którą nazywam +PP+ oraz Justyna Żurowska-Cegielska, no i oczywiście Kasia Krężel, z którą występuję w Artego. Było mi naprawdę miło.
Wspomniała pani o języku polskim. Pobiera pani regularne lekcje?
Uczę się polskiego, ale nie przychodzi mi to łatwo. Język jest naprawdę trudny. Łatwiej było w Turcji. Po siedmiu latach występów w tamtejszej lidze mogę powiedzieć, że wszystko rozumiem, ale oczywiście nie mówię.
A czy lubi pani polską kuchnię?
Tak, choć nie wszystkie potrawy. Uwielbiam pierogi, szczególnie ruskie. Nie smakują mi natomiast gołąbki. W Stanach Zjednoczonych numerem jeden jest natomiast pizza. Z kolei Irlandia to przede wszystkim piwo, ale ja nie jestem fanką tego napoju.
To jest najważniejsze w walce z Energą Toruń w półfinale ekstraklasy koszykarek? Pierwszy mecz już w środę...
Defensywa. W play off zawsze to ma największe znaczenie. Musimy zatrzymać kontrataki Energi. Drugim elementem jest pozytywna energia, +chemia+ w drużynie. Mamy ją. Mamy też dobrze zbilansowany zespół, lepszy niż dwa lata temu. Liga jednak też się zmieniła. Jest silniejsza.
Kibice pojedynki Artego i Energi traktują czasami jako +wojnę+ między klubami? Co pani o tym sądzi?
Nie wiem, o co w tym chodzi. Mają tu znaczenie relacje między dwoma miastami, jak słyszałam. Fani Energi, mówiąc delikatnie, nie przepadają za mną, ale bydgoscy kibice mnie kochają. To dla nich gram. Najważniejsze jest to, by ludzie potrafili oddzielić to, co się dzieje na parkiecie i poza nim. Na boisku reaguję inaczej niż poza parkietem. Kiedy gram, daję z siebie wszystko. Jestem maksymalnie zaangażowana i skoncentrowana. Zawsze chcę wygrać i we wszystko, co robię wkładam emocje, serce.
Co jest pani największym koszykarskim atutem?
Współzawodnictwo i dążenie do zwycięstwa. Nic innego mnie nie interesuje. Jasne, że przy takim nastawieniu zdarza mi się faulować rywalki, mieć pretensje do sędziów. To elementy rywalizacji. Cały czas rozwijam się i staram się zmieniać w swojej grze tak, by jak najwięcej korzyści miał zespół. Nie mam potrzeby bycia gwiazdą, nie zaglądam w statystyki.
W czerwcu mistrzostwa Europy koszykarek, które są jednocześnie kwalifikacją do igrzysk w Rio de Janeiro. Polska zagra w pierwszym spotkaniu z dobrze pani znaną Turcją. Potem jeszcze mecze z Włochami, Białorusią i Grecją...
Czeka nas dużo pracy przed mistrzostwami. Mamy trudną grupę. Co mam powiedzieć, skoro pierwszym rywalem będzie Turcja, drużyna z moim byłym trenerem i kilkoma przyjaciółkami. To dla mnie wyzwanie. Wierzę, że to będzie dla nas dobry turniej.
Zródło: onet
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Byłem wczoraj obejrzeć tę padakę...
Ogólnie dramat, można sobie tłumaczyć, że bez Elki, Ziętary, Leci, Pauli, Krężel ale co z tego? Szwedki są bez Abdi i Zahui, które pod naszym koszem zrobiłyby jesień średniowiecza.
Bo niestety brak centymetrów widać. Walka owszem jest - Żurowska i Koc pod koszem walczą ładnie, chyba izolacje dla jednej i drugiej to jedyne co przynosiło regularnie punkty. Ale gdyby po drugiej stronie były zawodniczki ciut bardziej ogarnięte w obronie byłoby krucho. Na obwodzie bez zmian - jak Julie coś rzuci, to rzuci, a bez Elki nie ma kompletnie rzutu za 3. Biedna Morawiec biega po boisku i nawet piłki do rąk nie dostanie nie mówiąc o jakiejś ustawionej akcji na rzut. Z penetracją też tak sobie, ale tu chociaż mamy jakieś szarpnięcia i Stankiewicz i Owczarzak i McBride.
Na razie wygląda to fatalnie, Ślimak strasznie ciska się na dziury w obronie, bo podobno to ma być naszą siłą, na razie tego nie widać, widać tylko wkurzonego Ślimaka, bo niewiele z tej obrony (zwłaszcza wysokiej) funkcjonuje.
Ogólnie dramat, można sobie tłumaczyć, że bez Elki, Ziętary, Leci, Pauli, Krężel ale co z tego? Szwedki są bez Abdi i Zahui, które pod naszym koszem zrobiłyby jesień średniowiecza.
Bo niestety brak centymetrów widać. Walka owszem jest - Żurowska i Koc pod koszem walczą ładnie, chyba izolacje dla jednej i drugiej to jedyne co przynosiło regularnie punkty. Ale gdyby po drugiej stronie były zawodniczki ciut bardziej ogarnięte w obronie byłoby krucho. Na obwodzie bez zmian - jak Julie coś rzuci, to rzuci, a bez Elki nie ma kompletnie rzutu za 3. Biedna Morawiec biega po boisku i nawet piłki do rąk nie dostanie nie mówiąc o jakiejś ustawionej akcji na rzut. Z penetracją też tak sobie, ale tu chociaż mamy jakieś szarpnięcia i Stankiewicz i Owczarzak i McBride.
Na razie wygląda to fatalnie, Ślimak strasznie ciska się na dziury w obronie, bo podobno to ma być naszą siłą, na razie tego nie widać, widać tylko wkurzonego Ślimaka, bo niewiele z tej obrony (zwłaszcza wysokiej) funkcjonuje.
Re: Co słychać w Kadrze Polski?
Winnicki zrezygnował z Miloszewskiej i A.Pawlak.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Wróć do „Reprezentacja Polski”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości

