Co słychać w Wiśle?
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Re: Co słychać w Wiśle?
Swoją drogą świetne porównanie!
Pora się ogarnąć, więc ogarniam projekty domów.
Re: Co słychać w Wiśle?
http://www.dziennikpolski24.pl/region/a/szansa-na-powrot-pop-wislaczki-zagraja-najpierw-w-eurolidze-a-potem-powalcza-o-puchar-polski,11719662/
Szansa na powrót Pop. Wiślaczki zagrają najpierw w Eurolidze, a potem powalczą o Puchar Polski.
Koszykówka. Mistrzynie Polski czekają teraz nie tylko europejskie, ale i krajowe wyzwania. W czwartek zmierzą się w Eurolidze Kobiet z Familą Schio, a w weekend w Krakowie odbędzie się Final Six Pucharu Polski w koszykówce kobiet.
-W tym nadchodzącym tygodniu najważniejszy będzie dla nas Puchar Polski - deklaruje trener „Białej Gwiazdy” Jose Hernandez. - Najpierw czeka nas jednak czwartkowy mecz euroligowy. Później w sobotę starcie półfinałowe w pucharze i - mamy nadzieję - finałowy mecz w niedzielę. Możliwe więc, że czekają nas trzy mecze w cztery dni, a w międzyczasie podróż do Włoch. Nie jest to łatwa sytuacja - przyznaje Hiszpan.
W dodatku w drużynie Wisły nie brakuje ostatnio problemów zdrowotnych. Kontuzjowane są Małgorzata Misiuk i Ewelina Kobryn, problemy zdrowotne ma też zawodniczka spoza podstawowego składu Magdalena Puter. Jest jednak również dobra wiadomość dla trenera Hernandeza. Do pełnej dyspozycji ma szansę wkrótce wrócić Rumunka Claudia Pop.
Skrzydłowa od października zmagała się z kontuzją ścięgna Achillesa. Niektórzy kibice „Białej Gwiazdy” stracili już nawet nadzieję, że znów zobaczą Rumunkę na boisku w barwach Wisły. Ponoć jednak jej dyspozycja ostatnio poprawiła się znacząco. W tym tygodniu ma wrócić do treningów z piłką, choć na początku nie w pełnym wymiarze.
- Będzie próbowała wchodzić w trening krok po kroku. Zobaczymy, jak to będzie postępować - ostrożnie deklaruje trener Hernandez. - Niektóre ćwiczenia będzie wykonywała już razem z resztą drużyny. W zależności od tego, jak będzie się czuła, z dnia na dzień będzie mogła zwiększać obciążenia.
27-letnia Pop uda się z zespołem na mecz ze Schio, choć najpewniej nie wybiegnie jeszcze na boisko. - Chcemy wybrać się do Włoch całą drużyną, również po to, by móc trenować jak najszerszym składem - wyjaśnia Hiszpan. Tym samym polecą do Schio wszystkie trzy zawodniczki zza oceanu, choć tylko dwie z nich będą mogły wystąpić w czwartkowym spotkaniu z ekipą Famili. - Chcemy być razem, całą drużyną, pracować z myślą również o Pucharze Polski - tłumaczy Hernandez.
W obliczu perspektywy rozegrania dwóch, a nawet trzech meczów w tak krótkim czasie, szkoleniowiec Wisły musi bardzo ostrożnie „zarządzać” zasobami kadrowymi. Tak, by w spotkaniu Euroligi nie przemęczyć kluczowych zawodniczek przed Pucharem Polski. - W ostatnich meczach próbowaliśmy różnych wariantów taktycznych, graliśmy np. czterema obwodowymi zawodniczkami - zwraca uwagę trener.
W obliczu kontuzji dwóch wysokich polskich koszykarek bardzo ważne jest to, by w meczu Euroligi nie przeciążyć Agnieszki Szott-Hejmej. Jej postawa może być bowiem kluczowa w walce o krajowy Puchar.
Szansa na powrót Pop. Wiślaczki zagrają najpierw w Eurolidze, a potem powalczą o Puchar Polski.
Koszykówka. Mistrzynie Polski czekają teraz nie tylko europejskie, ale i krajowe wyzwania. W czwartek zmierzą się w Eurolidze Kobiet z Familą Schio, a w weekend w Krakowie odbędzie się Final Six Pucharu Polski w koszykówce kobiet.
-W tym nadchodzącym tygodniu najważniejszy będzie dla nas Puchar Polski - deklaruje trener „Białej Gwiazdy” Jose Hernandez. - Najpierw czeka nas jednak czwartkowy mecz euroligowy. Później w sobotę starcie półfinałowe w pucharze i - mamy nadzieję - finałowy mecz w niedzielę. Możliwe więc, że czekają nas trzy mecze w cztery dni, a w międzyczasie podróż do Włoch. Nie jest to łatwa sytuacja - przyznaje Hiszpan.
W dodatku w drużynie Wisły nie brakuje ostatnio problemów zdrowotnych. Kontuzjowane są Małgorzata Misiuk i Ewelina Kobryn, problemy zdrowotne ma też zawodniczka spoza podstawowego składu Magdalena Puter. Jest jednak również dobra wiadomość dla trenera Hernandeza. Do pełnej dyspozycji ma szansę wkrótce wrócić Rumunka Claudia Pop.
Skrzydłowa od października zmagała się z kontuzją ścięgna Achillesa. Niektórzy kibice „Białej Gwiazdy” stracili już nawet nadzieję, że znów zobaczą Rumunkę na boisku w barwach Wisły. Ponoć jednak jej dyspozycja ostatnio poprawiła się znacząco. W tym tygodniu ma wrócić do treningów z piłką, choć na początku nie w pełnym wymiarze.
- Będzie próbowała wchodzić w trening krok po kroku. Zobaczymy, jak to będzie postępować - ostrożnie deklaruje trener Hernandez. - Niektóre ćwiczenia będzie wykonywała już razem z resztą drużyny. W zależności od tego, jak będzie się czuła, z dnia na dzień będzie mogła zwiększać obciążenia.
27-letnia Pop uda się z zespołem na mecz ze Schio, choć najpewniej nie wybiegnie jeszcze na boisko. - Chcemy wybrać się do Włoch całą drużyną, również po to, by móc trenować jak najszerszym składem - wyjaśnia Hiszpan. Tym samym polecą do Schio wszystkie trzy zawodniczki zza oceanu, choć tylko dwie z nich będą mogły wystąpić w czwartkowym spotkaniu z ekipą Famili. - Chcemy być razem, całą drużyną, pracować z myślą również o Pucharze Polski - tłumaczy Hernandez.
W obliczu perspektywy rozegrania dwóch, a nawet trzech meczów w tak krótkim czasie, szkoleniowiec Wisły musi bardzo ostrożnie „zarządzać” zasobami kadrowymi. Tak, by w spotkaniu Euroligi nie przemęczyć kluczowych zawodniczek przed Pucharem Polski. - W ostatnich meczach próbowaliśmy różnych wariantów taktycznych, graliśmy np. czterema obwodowymi zawodniczkami - zwraca uwagę trener.
W obliczu kontuzji dwóch wysokich polskich koszykarek bardzo ważne jest to, by w meczu Euroligi nie przeciążyć Agnieszki Szott-Hejmej. Jej postawa może być bowiem kluczowa w walce o krajowy Puchar.
Re: Co słychać w Wiśle?
zmiana terminu meczu z Artego, na 2 marca g.18
http://wislacanpack.pl/zmiana-terminu-m ... bydgoszcz/
http://wislacanpack.pl/zmiana-terminu-m ... bydgoszcz/
Re: Co słychać w Wiśle?
W ramach ciekawostek średnie evale naszych podstawowych zawodniczek w 1 rundzie PO
Morrison 14,40
Ben Abdelkader 13,80
Kobryn 10,80
Ygueravide 6,80
Zietara 6.20 (7,75*)
Simmons 4,80
Gidden 4,20
Szott 3,20
Wynik w nawiasie u Magdy to średnia po odrzuceniu meczu nr 2, gdy z powodu kontuzji zagrała tylko cos 3 minuty
Najrówniejsze evale osiągała Morrison - zawsze powyżej 10, natomiast Ygueravide, Simmons i Szott swoje evale i tak mają zawyżone przez 1 udany występ - Ygueravide w meczu nr 2 (bez niego 3,50), Simmons w meczu nr 5 (bez niego 2,00) a Szott w meczu nr 1 (bez niego 1,25). Odwrotnie sytuacja ma się z Hind której nie wyszedł mecz nr 3 (w pozostałych 17.25)
Morrison 14,40
Ben Abdelkader 13,80
Kobryn 10,80
Ygueravide 6,80
Zietara 6.20 (7,75*)
Simmons 4,80
Gidden 4,20
Szott 3,20
Wynik w nawiasie u Magdy to średnia po odrzuceniu meczu nr 2, gdy z powodu kontuzji zagrała tylko cos 3 minuty
Najrówniejsze evale osiągała Morrison - zawsze powyżej 10, natomiast Ygueravide, Simmons i Szott swoje evale i tak mają zawyżone przez 1 udany występ - Ygueravide w meczu nr 2 (bez niego 3,50), Simmons w meczu nr 5 (bez niego 2,00) a Szott w meczu nr 1 (bez niego 1,25). Odwrotnie sytuacja ma się z Hind której nie wyszedł mecz nr 3 (w pozostałych 17.25)
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
A Gidden? Wydaje mi się, że ostatni mecz miała niezbyt udany, wcześniejsze w miarę ok.
Zaskoczony jestem Morrison, sprawia na mnie złe wrażenie, lubi spartolić spod samego kosza, że aż wstyd. Może niesprawiedliwie ją oceniłem?
Zaskoczony jestem Morrison, sprawia na mnie złe wrażenie, lubi spartolić spod samego kosza, że aż wstyd. Może niesprawiedliwie ją oceniłem?
Re: Co słychać w Wiśle?
Gidden tak jak napisałem 4,20. Statystycznie ani jednego dobrego (najlepszy eval to 7), optycznie jak dla mnie tez. Początek po przyjściu do nas miała fajny, ostatnio gra tragicznie (ponoć zmaga się z jakimś urazem). W obronie często spóźniona, w ataku chaotyczna i rzucająca na siłe..
Morrison jest toporna, ale gra w miarę solidnie, a jej dużym atutem jest skuteczność z osobistych (trafiła w rywalizacji z Lublinem 18 takich rzutów na 19 prób)W obronie tez ona chyba w największym stopniu z naszych podkoszowych zamknęła drogę pod obręcz zawodniczkom z Lublina. Natomiast ciągle irytuje brakiem zwrotności, skoczności i jakaś taką ogólną apatycznością gdy trzeba walczyć o zbiórki. No i durnych akcji tez sie nie ustrzegą.
Inna sprawa ze evale jak i wszystkie inne statystyki często nie mówią całej prawdy, i tak tez jest i tutaj. Na pewno nie jest tak ze Morrison czy nawet Ewka wniosły do naszej gry 2 razy więcej niż Magda Ziętara. Dla mnie to ona była nasza 2 najlepszą zawodniczką, po Ben Abdelkader która w całej serii niewątpliwie była MVP tej rywalizacji.
Morrison jest toporna, ale gra w miarę solidnie, a jej dużym atutem jest skuteczność z osobistych (trafiła w rywalizacji z Lublinem 18 takich rzutów na 19 prób)W obronie tez ona chyba w największym stopniu z naszych podkoszowych zamknęła drogę pod obręcz zawodniczkom z Lublina. Natomiast ciągle irytuje brakiem zwrotności, skoczności i jakaś taką ogólną apatycznością gdy trzeba walczyć o zbiórki. No i durnych akcji tez sie nie ustrzegą.
Inna sprawa ze evale jak i wszystkie inne statystyki często nie mówią całej prawdy, i tak tez jest i tutaj. Na pewno nie jest tak ze Morrison czy nawet Ewka wniosły do naszej gry 2 razy więcej niż Magda Ziętara. Dla mnie to ona była nasza 2 najlepszą zawodniczką, po Ben Abdelkader która w całej serii niewątpliwie była MVP tej rywalizacji.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
W ogóle Ben jest zawodniczką, która fajnie się w Wiśle przyjęła i z tego transferu można być zadowolonym. Brakuje mi tego u Pop, choć jej na pewno przeszkodziła kontuzja.
Re: Co słychać w Wiśle?
Po trzech zdobytych z rzędu mistrzostwach przyszedł czas na abdykację. Nie jest to najprzyjemniejszy moment do pisania podsumowań, ale cóż, nie zawsze jest wiosna.
Zacznę od początku, a wiec od momentu budowania składu. Po poprzednich rozgrywkach, w których mimo końcowego sukcesu mieliśmy sporo różnego rodzaju problemów wynikających z dość wąskiej kadry i zbyt małej ilości zawodniczek o predyspozycjach ofensywnych zbudowano u nas skład nieco inaczej. Postanowiono zakontraktować dość duża grupę zawodniczek o bardziej wyrównanych umiejętnościach, tak aby akcenty w drużynie rozkładały się równomiernie. I nie ukrywam ze takie podejście bardzo mi odpowiadało , podobnie jak pierwsze ruchy kadrowe. Pozyskaliśmy dwie, w teorii uzupełniające się rozgrywające o różnych predyspozycjach, przyzwoicie zapowiadającą się dość wysoką trójkę, solidną podkoszą, a do tego dojść miała zawodniczka na pozycje ¾ (H.Peters) oraz 5 czołowych zawodniczek krajowych, na czele z największe gwiazda czyli E. Kobryn. Wyglądało to nieźle, bez wielkich gwiazd, ale z dużymi możliwościami jeśli chodzi o rotację i – jak się wydawało – z szansami na fajny „kolektyw”.
Niestety ta dość przemyślana układanka w praktyce nie zadziałała tak jak zapewne nie tylko ja liczyłem. Co zawiodło? Czynników było co najmniej kilka, ja wymienię te według mnie najważniejsze:
1. Już na wstępie z tego zestawu wypadł jeden bardzo istotny element – H.Peters która w ostatniej chwili wybrała ofertę Girony. W jej miejsce ściągnęliśmy w zupełnie zbędnym pośpiechu zawodniczkę o zupełnie innej charakterystyce – zamiast dość ułożonej zawodniczki, potrafiącej grac tak na obwodzie jak i pod koszem pozyskaliśmy klasycznego strzelca, który poza rzutem do gry wnosił bardzo niewiele. Co prawda po części zabezpieczyliśmy się podpisując z nią najpierw kontrakt tylko do grudnia, ale ona – świadomie czy nie, to teraz nie ma znaczenia – wycięła nam brzydki numer, i do momentu przedłużenia umowy grała nadspodziewanie dobrze a potem stanęła. Świetnie obrazują to jej eval – do stycznia jej średni eval w lidze wynosił 17,75, od stycznia do końca sezonu zasadniczego już tylko 10,62, w PO – 5,1 a t a wartości jest i tak zawyżona jednym bardzo udanym występem w meczu finałowym nr 3.
2. Niewiele później straciliśmy Justynę Żurowską, a wiec na papierze Polkę numer 2. W pierwszej chwili jej ciąża nie wydawała się dla nas jakimś wielkim problemem, mieliśmy przecież zamiast niej pod koszem Ewkę, a do tego w rezerwie Age Szott i Gosię Misiuk. W praktyce wyszło inaczej. W rozgrywkach euroligowych jej obecność pewnie wiele by nie zmieniła, ale już w lidze a zwłaszcza w meczach PO brakowało nam jej bardzo. (o tym jeszcze napisze więcej przy ocenie zawodniczek)
3. Po rozpoczęciu sezonu kłopoty tylko się nasiliły bo kolejny sezon z rzędu zaczęły nas głębić kontuzje. Najpierw popsuła się na kilka miesięcy Pop, gdy wróciła do gry jej miejsce w gabinetach lekarskich – już do końca sezonu – zajęła Misiuk, a do tego doszło sporo już krótszych w leczeniu urazów czy kontuzji (min Ziętara, Kobryn). Wiem że w sporcie kontaktowym urazy są normą, i trzeba się z nimi liczyć, ale bardzo niepokoi ich ilość a zwłaszcza to ze cos takiego przytrafia się nam drugi sezon z rzędu.
4. W trakcie trwania rozgrywek zaczęły na jaw wychodzić tez problemy już czysto koszykarskie. Właściwie od początku sezonu dało się zauważyć że bardzo słabo wygląda nasza gra w obronie. Tak jak w poprzednim sezonie mieliśmy dużo zawodniczek dobrze czujących się w defensywie, a mało mogących regularnie punktować na wysokim poziomie tak teraz akcenty przenosiły się w dugę storn. Było sporo pan z dobrym rzutem, a za mało tych od czarnej obrony (głownie w obronie ale tez i w ataku). Już w pierwszych meczach uwidoczniły się nasze problemy z zastawianiem własnej tablicy, obrona każdy swego, czy tez z przekazywaniem sobie zawodniczek w obronie. Początkowo liczyłem że z czasem Józkowi uda się to wszystko poukładać, i ze przynajmniej na PO w lidze będziemy w tej kwestii wyglądać o niebo lepiej, ale z biegiem czasu zaczynałem tracić nadzieje na radykalną zmianę a to napawało mnie obawą przed decydującymi spotkaniami. Zdawałem sobie sprawę ze w kluczowych momentach bez dobrej obrony będzie ciężko o sukces, ze gdy rywalki zaczną grac dużo bardziej agresywnie w obronie to nasz atak może mocno przyhamować i ze nie będziemy mieli czym tego zrekompensować. I tak się niestety stało.
5. Nie udało się Jozkowi w znaczący spsoć poprawić naszej gry w obronie, nie udało się tez stworzyć prawdziwego zespołu. Owszem były momenty czy mecze (np. finał PP ze Ślęzą) po których wydawało się ze cos wreszcie zaskoczyło, ze zawodniczki zaczyna być drużyna a nie zlepkiem przypadkowych koszykarek ale ten obraz pryskał w momentach próby. Gdy nam szło to było fajnie, także na ławce, zawodniczki żyły meczem, Gidden motywowała.. ale gdy gra zaczynała się sypać nie było nikogo kto potrafiłby wstrząsnąć koleżankami . Co by nie mówić w tym elemencie Ślęza prezentowała się o niebo lepiej, widać było ze praktycznie wszystkie zawodniczki się wspierają i ciągną wózek w jednym kierunku a u nas już tak różowo nie było. Oczywiście pewnie każdej z naszych pań zależało na tym by zdobyć złote medale, ale nie jestem przekonany czy każda gotowa była poświęcić swoja grę i swoje „statsy” dla dobra zespołu.
6. A pierwszą zawodniczką która w tym momencie przychodzi na myśl jest Sandra Ygueravide, przy której muszę się mocno uderzyć w pierś. Z reguły mając w pamięci jakieś pojedyncze spotkania czy ich fragmenty w których występowała dana zawodniczka i posiłkując się statsami jestem w stanie ocenić jak się dana zawodniczka może prezentować u nas. Oczywiście czasem się zdarza ze się wpisuje w drużynę lepiej lub gorzej, ale ogólnie sam styl gry mnie rzadko zaskakuje. A tutaj pomyliłem się na całej linii. Tak jak już kiedyś pisałem – oczekiwałem ze nie będzie to wybitna zawodniczka, ale spodziewałem się ze jej doświadczenie + hiszpańska szkoła rozgrywania da nam zawodniczkę która będzie w stanie w ważnych momentach uspokoić grę i pokierować drużyna. Inaczej mówiąc – oczekiwałem pani niezbyt efektownej w statsach ale efektywnej w grze dla drużyny. Wyszło dokładnie na odwrót. Gdyby jeszcze była zawodniczką grająca na pozycjach 2-3 to ten jej styl może nie byłby tak bolesny, ale na 1-ce była dla nas momentami kulą u nogi.
To oczywiście nie jedyne sprawy (o Jozku będzie poniżej) które nie funkcjonowały prawidłowo w tym sezonie, ale IMO najważniejsze. I to one przesadziły o takim a nie innym sezonie, przy czym jednak wypada zaznaczyć ze patrząc tylko przez pryzmat końcowych wyników nie był ona dla nas jakiś tragiczny. Srebrny medal mistrzostw Polski, zdobycie Pucharu oraz awans do pucharu FIBA nie sa dorobkiem powalającym na kolana ale tez nie jakimś super wstydliwym. Gorzej wypadliśmy już choćby w sezonie 2008/09 (3 miejsce w lidze + PP) czy w sezonie 2012/13 (srebro i brak pucharu) a przecież wówczas nasz budżet, skład i oczekiwania były niewspółmiernie wyższe. Teraz rzecz jasna o jakimkolwiek sukcesie mówić nie możemy, ale przegrana w finale to porażka a nie klęska. Tyle tylko że niestety te wyniki w moim odczuciu i tak sa lepsze niż to co prezentowaliśmy w tym sezonie na parkiecie. Przecież niewiele brakowało a nasza przygodę w PO zakończylibyśmy już w 1 rundzie, a to byłaby już kompromitacje.
Wyniki to jedno, styl gry to osobna kwestia. Za wyjątkiem których momentów (listopad, pojedyncze mecze w późniejszym okresie) naszą gre oglądało się bardzo ciężko, a co gorsza nie było w niej widać większego progresu. Dodatkowo drużyna bardzo łatwo „pękała”. W poprzednich rozgrywkach można nas było pokonać, ale bardzo ciężko było nas zmusić do wywieszenia białej flagi a obecnie kilka razy przegraliśmy w sposób mocno kompromitujący. To wszystko sprawia ze o tym sezonie będziemy chcieli szybko zapomnieć.
A teraz czas na wsadzanie głowy pod topór a wiec na indywidualne laurki.
Odczucia pozytywne
Hind Ben Abdelkader – dla mnie zdecydowanie numer jeden w naszym zespole. Nie tylko najlepsza i najrówniejsza zawodniczka w przeciągu całego sezonu, ale tez jedyna która w moim odczuciu poczyniła widoczny postęp. Olbrzymi talent rzutowy, łatwość w operowaniu piłką a do tego brak gwiazdorskich manier i nawyków. Widać było ze chce się uczyć i że stara się brać odpowiedzialność za grę drużyny. Nie wszystko rzecz jasna wychodziło, nie unikała głupich błędów (np. za szybko odpalona trojka w końcówce 2 kwarty wczoraj) ale w jej wieku jest to do wybaczenia, tym bardziej w przestrzenie całego sezonu dało się zauważyć widoczną poprawę (to samo dotyczy gry w obronie). Ma papiery na zaistnienie w tej zabawie w bardzo wyraźny sposób, bo łączy pozytywne cechy Ouviny i Any Dabovic. Fajnie by było gdyby jeszcze w przyszłym sezonie swój talent rozwijała przy Reymonta
Magda Ziętara - druga i ostatnia zawodniczka która bez zastrzeżeń widziałbym w Wiśle w następnym sezonie, mimo ze ten obecny był ciut gorszy od poprzedniego na co pewnie wpływ miała kontuzja z jaka zmagała się na początku rozgrywek. Obrona z nią w składzie co prawda nie zawsze funkcjonowała dobrze, ale bez niej nie funkcjonowała wcale. Była chyba nasza jedyna zawodniczką która niemal zawsze wiedziała co się dzieje na parkiecie i w która stronę należy biec. Troche mniej było tylko jej przechwytów, taki po którym mogła sama zdobywać łatwe punkty. Wydaje się ze trochę więcej powinna dawać w ataku. Rzut ma całkiem przyzwoity, wiec jak ma pozycję to nie powinna się za długo wahać.
Odczucia mieszane, negatywnie-pozytywne
Agnieszka Szott – z jednej stronie zagrała bodajże najlepszy sezon w naszych brawach, jak na siebie była wyjątkowo waleczna, w całkiem sporej liczbie spotkań to właśnie ona ciągnęła grę (zwłaszcza gdy mieliśmy problemy z kontuzjami innych Polek) z drugiej co by nie mówić momentami jej zachowanie raziło. Ona miała pretensje do rywalek o faule, do sędziów o niegwizdywanie ich, a rywale o aktorstwo i udawanie. Nie wnikając w to po czyjej stronie leży racja to niestety musze napisać ze Aga na taka opinie sobie sama zapracowała. Wiadomo ze sędziowie nie gwiżdżą sędziego ciągłe protestowanie i robienie minki kota ze Shreka jakkolwiek jest urocze to na dłuższa metę tworzy nie korzystny obraz. Jeśli chodzi o kolejne rozgrywki to bym się nie zmartwił gdyby została, ale z drugiej strony zrozumiem jeśli klub nie przedłuży z nią umowy. Swoje latka ma, z problemami odnajduje się w fizycznej walce a tej za rok może być jeszcze więcej, a pyzatym wydaje mi się ze jeśli chodzi o Polki to przydałby się nam powiew świeżej i młodszej krwi (choć z nazwiskami mam tu spory problem)
Claudia Pop – ponad połowa sezonu stracona przez kontuzje, potem powolne wchodzenie do zespołu niestety już głownie w fazie PO, gdzie trwała bezpardonowa walka. Gdyby patrzyć tylko na jej statsy byłaby oczywiście pierwszą do skreślenia, ale ja cały czas mam wrażenie ze to jest zawodniczką nad pozostawieniem której należałoby się zastanowić. Z cała pewnością ma ciąg na kosz, nie boi się gry na kontakcie, a i z koszykarską głową jest raczej ok. W PO było jej ciężko wejść do drużyny, zwłaszcza ze chyba nawet w finałach jeszcze nie była w pełnej sprawności motorycznej mimo to przynajmniej w 3 naszych bardzo istotnych wygranych (2 razy Bydgoszcz i mecz nr 4 ze Ślęzą) miała swój spory udział. We wszystkich tych spotkaniach zdobywała ważne punkt w trudnych dla nas momentach.. to naprawdę sporo jak na jej rolę w zespole. A o przyzwoitą europejską trójkę naprawdę nie jest łatwo.
Vanessa Gidden – bardzo podobna sytuacja jak z Pop. Przyszła do nas w styczniu i początkowo wydawało się ze będzie naszym bardzo mocnym punktem, mogącym zdominować rywali pod koszem. Potem jednak zaczęły się problemy z kontuzjami i najpierw przez jakiś czas nie grała, a potem spisywała się dużo słabiej niż na początku. Wydaje się jednak ze w jej przypadku problemem nie by absolutnie brak ambicji a to że jednak nogi mocno ograniczały jej swobodę ruchów. Dusza chciała ale ciało nie pozwalało.. W przeciwieństwie do Pop jej jednak nie dawałbym kolejnej szansy. Biorąc pod uwagę ze będziemy mogli zakontraktować tylko 2 koszykarki spoza europy, a jednak wybór takich zawodniczek jest sporo większy niż Europejek, trzeba tym razem trafić w punkt a pozostawienie Gidden byłoby zbyt dużym ryzykiem.
Odczucia neutralne.
Ziomara Morrison – zawodniczka która dużo lepiej radziła sobie w eurolidze niż na krajowych parkietach. Gdy miała za przeciwniczkę rywalki silne fizycznie, ale nie jakies super zwinne była zawodniczką przydatną. Gdy w PO naszej ligi było dużo więcej biegania, szarpania i wyrywania jej piłek już się nie sprawdzała. Na taka gre była za wolna i za mało zwrotna. Dla mnie jej gra nie jest rozczarowaniem bo mniej więcej takiej postawy oczekiwałem po tym transferze. Za rok z całą pewnością wyładuje w innym klubie.
Meighan Simmons – O niej już pisałem powyżej. Początkowo spisywała się rewelacyjnie, ale im dłużej trwał sezon tym było gorzej. Póki rywalki zostawiały jej sporo swobody była katem, gdy kryły krotko stawała się ich atutem, bo niestety to taka zawodniczka która poza punktami wiele drużynie nie ma do zaoferowania. Nie wątpię ze z nią się tez pożegnamy bez żalu.
Olivia Tomiałowicz - przyszła wiele nie zaszkodziła, w paru meczach nawet cos tam od siebie dołożyła, zbawić nas nie zbawiła bo nie mogła. Do niej pretensji nie mam, grała i starała się na ile mogła. Natomiast jej transfer przy jednoczesnym pozyskaniu Koperwas przez Ślęzę tak trochę ośmiesza naszych działaczy.
Odczucia negatywne
Sandra Ygueravide – o niej już na forum zostało napisane chyba wszystko. Cos tam umie, ma całkiem przyzwoity rzut, ale rozgrywająca nie jest. A dodatkowo te ciągle pretensje, i gestykulacje. Niech szuka szczęścia w innym klubie .
Ewelina Kobryn – kiedyś była takim dużym, mocno zagubionym dzieckiem, bojącym się niekiedy własnego cienia. Ale dzieckiem sygmatycznym, walczącym, i mającym pretensje głownie Dos siebie gdy cis szło nie tak. Po przyjściu Hernandeza przemieniła się w – jedną z dwóch w naszym kraju - koszykarkę z prawdziwego znaczenia, dojrzała, nabrała pewności siebie, i swoją grą zasłużyła na transfer do Jeków i na gra w WNBA. Teraz, po latach wróciła, bogata w sukcesy i nie tylko, przy okazji dużo chudsza wiec chyba niemal wszyscy liczyli ze znów będzie nasza gwiazdą. Niestety okazała się tylko gwiazdorską. Ewka już nie ma pretensji do siebie, ma je za to do całego świata. Do sędziów , do koleżanek, do krytykantów. Może z takim podejściem jak ma obecnie będzie jej w życiu łatwiej, ale w oczach wielu osób – nie tylko tych z forum – strasznie dużo straciła.
W poprzednich sezonach niejednokrotnie na forum krytykowałem jej następczynie - Justynę Żurowską. A teraz, w dużej mierze przez postawę Ewki brakowało mi jej jak niesamowicie. Wiem ze potencjał ma nieporównywalnie mniejszy, ze w eurolidze sobie rady nie dawała ale w lidze dawała naszej drużynie zdecydowanie więcej. Jak cos zawaliła w ataku to nie machała rękami, tylko zapierniczała do obrony, jak trzeba było walczyć o piłkę to walczyła a nie tylko wyciągała ręce, a poza tym – i to jest najistotniejsze – zdobywała punkty nie tylko na początku kwart lub w meczach wysoko wygrywanych ale często wtedy gdy drużynie nie szło. I teraz mam nieodparte wrażenie ze gdybyśmy w składzie mieli ją zamiast Ewki, to Ślęza miałby duzy problem by dziś świętować.
A co przyszłych rozgrywek to tak jak juz pisałem – jeśli Ewka ma zostać to z kontraktem na pewno nie wyższym niż Magda czy Justyna gdyba ta wróciła na parkiet.
Brak odczuć.
Małgorzata Misiuk – na początku grała swoje, potem leczyła kontuzje, nie ma sensu jej oceniać.
I na koniec wypada napisać parę słów o Józku. Niewątpliwie jest najlepszym trenerem jakiego Wisła miała w erze Can-Packu. Możliwe ze jest tez najlepszym szkoleniowcem jaki w XXI wieku zasiadał na ławce Polskiej drużyny. Nie byłoby tez wielkim nadużyciem zaliczenie go do szerokiej czołówki europejskich szkoleniowców. Ale w tym sezonie , z tą drużyną sobie po prostu nie poradził.
W poprzednich latach pod jego wodzą mieliśmy swój styl. Nie był on efektowny, ale wyrafinowany i skuteczny. Często mordowaliśmy się nawet ze słabszymi rywalami, ale koniec końców z reguły wygrywali, a w kluczowych momentach graliśmy swój najlepszy basket. Wiele było meczów w których z sukcesem goniliśmy rywali (i to nie zrywami a tak systematycznie, krok po kroków), wiele wygranych w końcówkach , wiele zakończonych naszymi wygranymi na bardzo niskim pułapie punktowym. Teraz tego wszystkiego zabrakło i to najlepiej obrazuje to ze nie stworzył on z tej grupy zawodniczek te kije drużyny jak pewnie oczekiwał. Nasza gra dużo bardziej przypominała to co było za Svitka – tylko na dużo niższym poziomie. Kiedy nam szło i wpadało było ok., kiedy gra stawała to na parkiecie pojawiał się chaos i cała masa błędów i on nie był w stanie temu w żaden sposób zaradzić a czasem chyba sam się pogubił. Nie osiągnęliśmy żadnej stabilizacji gry, cały sezon wyglądał jak ta seria finałowa – były pojedyncze mecze gdy rozstrzeliwaliśmy rywali, były pojedyncze w których wydawało się ze ta drużyna zaczyna się rodzic i ma charakter, były teraz takie w które dobrze wchodziliśmy a potem cos się zaczynało ale niestety bardzo dużo było tez takich na które drużyna nie dojeżdżała, jak na ten ostatni.
Jozek tym razem nie narzucił drużynie swojego stylu, a równocześnie popełniał w mojej opinii sporo błędów w trakcie spotkań zwłaszcza w PO. Momentami miałem wrażenie ze ma za dużo zawodniczek, i ze na siłę chce nimi wszystkimi rotować licząc czy to na to ze każda cos tam wniesie, czy może na to ze złamiemy rywala kondycyjnie. Jak to się udało z Lublinem i Artego. Nie rozumiem jak to możliwe ze już w drugiej kwarcie wczorajszego meczu w pewnym momencie na pakiecie nie było już najlepiej pani z S5? Nie rozumiem po co kazał w pewnym momencie bronić strefa, skoro wiedział jak rywalki świetnie się czuja na dystansie we własnej hali (tym bardziej ze w meczu nr 2 tez to zrobił i tez się to dla nas fatalnie skończyło). Nie wiem na co liczył wpuszczając w 2 kwarcie Sandre i trzymając ja na palcu tak długo. Itd. Itp. A najistotniejsze jest to , ze problemem nie jest to ze ja nie rozumiem jego decyzji, ale ze nie przynosiły one żadnego pozytywnego efektu..
Coz, nikt nie jest doskonały, nie ma osób które nie popełniają błędów. Ten sezon mu ewidentnie nie wyszedł. Ale w historii naszego klubu i tak jego nazwisko zapisze się złotymi zgłoskami. Jak pewnie wszyscy wiedzą za rok poprowadzi nas już kto inny, i temu nowemu szkoleniowcowi życzę by przynajmniej w jakimś stopniu wygrał z Wisłą tyle co Hernandez.
Zacznę od początku, a wiec od momentu budowania składu. Po poprzednich rozgrywkach, w których mimo końcowego sukcesu mieliśmy sporo różnego rodzaju problemów wynikających z dość wąskiej kadry i zbyt małej ilości zawodniczek o predyspozycjach ofensywnych zbudowano u nas skład nieco inaczej. Postanowiono zakontraktować dość duża grupę zawodniczek o bardziej wyrównanych umiejętnościach, tak aby akcenty w drużynie rozkładały się równomiernie. I nie ukrywam ze takie podejście bardzo mi odpowiadało , podobnie jak pierwsze ruchy kadrowe. Pozyskaliśmy dwie, w teorii uzupełniające się rozgrywające o różnych predyspozycjach, przyzwoicie zapowiadającą się dość wysoką trójkę, solidną podkoszą, a do tego dojść miała zawodniczka na pozycje ¾ (H.Peters) oraz 5 czołowych zawodniczek krajowych, na czele z największe gwiazda czyli E. Kobryn. Wyglądało to nieźle, bez wielkich gwiazd, ale z dużymi możliwościami jeśli chodzi o rotację i – jak się wydawało – z szansami na fajny „kolektyw”.
Niestety ta dość przemyślana układanka w praktyce nie zadziałała tak jak zapewne nie tylko ja liczyłem. Co zawiodło? Czynników było co najmniej kilka, ja wymienię te według mnie najważniejsze:
1. Już na wstępie z tego zestawu wypadł jeden bardzo istotny element – H.Peters która w ostatniej chwili wybrała ofertę Girony. W jej miejsce ściągnęliśmy w zupełnie zbędnym pośpiechu zawodniczkę o zupełnie innej charakterystyce – zamiast dość ułożonej zawodniczki, potrafiącej grac tak na obwodzie jak i pod koszem pozyskaliśmy klasycznego strzelca, który poza rzutem do gry wnosił bardzo niewiele. Co prawda po części zabezpieczyliśmy się podpisując z nią najpierw kontrakt tylko do grudnia, ale ona – świadomie czy nie, to teraz nie ma znaczenia – wycięła nam brzydki numer, i do momentu przedłużenia umowy grała nadspodziewanie dobrze a potem stanęła. Świetnie obrazują to jej eval – do stycznia jej średni eval w lidze wynosił 17,75, od stycznia do końca sezonu zasadniczego już tylko 10,62, w PO – 5,1 a t a wartości jest i tak zawyżona jednym bardzo udanym występem w meczu finałowym nr 3.
2. Niewiele później straciliśmy Justynę Żurowską, a wiec na papierze Polkę numer 2. W pierwszej chwili jej ciąża nie wydawała się dla nas jakimś wielkim problemem, mieliśmy przecież zamiast niej pod koszem Ewkę, a do tego w rezerwie Age Szott i Gosię Misiuk. W praktyce wyszło inaczej. W rozgrywkach euroligowych jej obecność pewnie wiele by nie zmieniła, ale już w lidze a zwłaszcza w meczach PO brakowało nam jej bardzo. (o tym jeszcze napisze więcej przy ocenie zawodniczek)
3. Po rozpoczęciu sezonu kłopoty tylko się nasiliły bo kolejny sezon z rzędu zaczęły nas głębić kontuzje. Najpierw popsuła się na kilka miesięcy Pop, gdy wróciła do gry jej miejsce w gabinetach lekarskich – już do końca sezonu – zajęła Misiuk, a do tego doszło sporo już krótszych w leczeniu urazów czy kontuzji (min Ziętara, Kobryn). Wiem że w sporcie kontaktowym urazy są normą, i trzeba się z nimi liczyć, ale bardzo niepokoi ich ilość a zwłaszcza to ze cos takiego przytrafia się nam drugi sezon z rzędu.
4. W trakcie trwania rozgrywek zaczęły na jaw wychodzić tez problemy już czysto koszykarskie. Właściwie od początku sezonu dało się zauważyć że bardzo słabo wygląda nasza gra w obronie. Tak jak w poprzednim sezonie mieliśmy dużo zawodniczek dobrze czujących się w defensywie, a mało mogących regularnie punktować na wysokim poziomie tak teraz akcenty przenosiły się w dugę storn. Było sporo pan z dobrym rzutem, a za mało tych od czarnej obrony (głownie w obronie ale tez i w ataku). Już w pierwszych meczach uwidoczniły się nasze problemy z zastawianiem własnej tablicy, obrona każdy swego, czy tez z przekazywaniem sobie zawodniczek w obronie. Początkowo liczyłem że z czasem Józkowi uda się to wszystko poukładać, i ze przynajmniej na PO w lidze będziemy w tej kwestii wyglądać o niebo lepiej, ale z biegiem czasu zaczynałem tracić nadzieje na radykalną zmianę a to napawało mnie obawą przed decydującymi spotkaniami. Zdawałem sobie sprawę ze w kluczowych momentach bez dobrej obrony będzie ciężko o sukces, ze gdy rywalki zaczną grac dużo bardziej agresywnie w obronie to nasz atak może mocno przyhamować i ze nie będziemy mieli czym tego zrekompensować. I tak się niestety stało.
5. Nie udało się Jozkowi w znaczący spsoć poprawić naszej gry w obronie, nie udało się tez stworzyć prawdziwego zespołu. Owszem były momenty czy mecze (np. finał PP ze Ślęzą) po których wydawało się ze cos wreszcie zaskoczyło, ze zawodniczki zaczyna być drużyna a nie zlepkiem przypadkowych koszykarek ale ten obraz pryskał w momentach próby. Gdy nam szło to było fajnie, także na ławce, zawodniczki żyły meczem, Gidden motywowała.. ale gdy gra zaczynała się sypać nie było nikogo kto potrafiłby wstrząsnąć koleżankami . Co by nie mówić w tym elemencie Ślęza prezentowała się o niebo lepiej, widać było ze praktycznie wszystkie zawodniczki się wspierają i ciągną wózek w jednym kierunku a u nas już tak różowo nie było. Oczywiście pewnie każdej z naszych pań zależało na tym by zdobyć złote medale, ale nie jestem przekonany czy każda gotowa była poświęcić swoja grę i swoje „statsy” dla dobra zespołu.
6. A pierwszą zawodniczką która w tym momencie przychodzi na myśl jest Sandra Ygueravide, przy której muszę się mocno uderzyć w pierś. Z reguły mając w pamięci jakieś pojedyncze spotkania czy ich fragmenty w których występowała dana zawodniczka i posiłkując się statsami jestem w stanie ocenić jak się dana zawodniczka może prezentować u nas. Oczywiście czasem się zdarza ze się wpisuje w drużynę lepiej lub gorzej, ale ogólnie sam styl gry mnie rzadko zaskakuje. A tutaj pomyliłem się na całej linii. Tak jak już kiedyś pisałem – oczekiwałem ze nie będzie to wybitna zawodniczka, ale spodziewałem się ze jej doświadczenie + hiszpańska szkoła rozgrywania da nam zawodniczkę która będzie w stanie w ważnych momentach uspokoić grę i pokierować drużyna. Inaczej mówiąc – oczekiwałem pani niezbyt efektownej w statsach ale efektywnej w grze dla drużyny. Wyszło dokładnie na odwrót. Gdyby jeszcze była zawodniczką grająca na pozycjach 2-3 to ten jej styl może nie byłby tak bolesny, ale na 1-ce była dla nas momentami kulą u nogi.
To oczywiście nie jedyne sprawy (o Jozku będzie poniżej) które nie funkcjonowały prawidłowo w tym sezonie, ale IMO najważniejsze. I to one przesadziły o takim a nie innym sezonie, przy czym jednak wypada zaznaczyć ze patrząc tylko przez pryzmat końcowych wyników nie był ona dla nas jakiś tragiczny. Srebrny medal mistrzostw Polski, zdobycie Pucharu oraz awans do pucharu FIBA nie sa dorobkiem powalającym na kolana ale tez nie jakimś super wstydliwym. Gorzej wypadliśmy już choćby w sezonie 2008/09 (3 miejsce w lidze + PP) czy w sezonie 2012/13 (srebro i brak pucharu) a przecież wówczas nasz budżet, skład i oczekiwania były niewspółmiernie wyższe. Teraz rzecz jasna o jakimkolwiek sukcesie mówić nie możemy, ale przegrana w finale to porażka a nie klęska. Tyle tylko że niestety te wyniki w moim odczuciu i tak sa lepsze niż to co prezentowaliśmy w tym sezonie na parkiecie. Przecież niewiele brakowało a nasza przygodę w PO zakończylibyśmy już w 1 rundzie, a to byłaby już kompromitacje.
Wyniki to jedno, styl gry to osobna kwestia. Za wyjątkiem których momentów (listopad, pojedyncze mecze w późniejszym okresie) naszą gre oglądało się bardzo ciężko, a co gorsza nie było w niej widać większego progresu. Dodatkowo drużyna bardzo łatwo „pękała”. W poprzednich rozgrywkach można nas było pokonać, ale bardzo ciężko było nas zmusić do wywieszenia białej flagi a obecnie kilka razy przegraliśmy w sposób mocno kompromitujący. To wszystko sprawia ze o tym sezonie będziemy chcieli szybko zapomnieć.
A teraz czas na wsadzanie głowy pod topór a wiec na indywidualne laurki.
Odczucia pozytywne
Hind Ben Abdelkader – dla mnie zdecydowanie numer jeden w naszym zespole. Nie tylko najlepsza i najrówniejsza zawodniczka w przeciągu całego sezonu, ale tez jedyna która w moim odczuciu poczyniła widoczny postęp. Olbrzymi talent rzutowy, łatwość w operowaniu piłką a do tego brak gwiazdorskich manier i nawyków. Widać było ze chce się uczyć i że stara się brać odpowiedzialność za grę drużyny. Nie wszystko rzecz jasna wychodziło, nie unikała głupich błędów (np. za szybko odpalona trojka w końcówce 2 kwarty wczoraj) ale w jej wieku jest to do wybaczenia, tym bardziej w przestrzenie całego sezonu dało się zauważyć widoczną poprawę (to samo dotyczy gry w obronie). Ma papiery na zaistnienie w tej zabawie w bardzo wyraźny sposób, bo łączy pozytywne cechy Ouviny i Any Dabovic. Fajnie by było gdyby jeszcze w przyszłym sezonie swój talent rozwijała przy Reymonta
Magda Ziętara - druga i ostatnia zawodniczka która bez zastrzeżeń widziałbym w Wiśle w następnym sezonie, mimo ze ten obecny był ciut gorszy od poprzedniego na co pewnie wpływ miała kontuzja z jaka zmagała się na początku rozgrywek. Obrona z nią w składzie co prawda nie zawsze funkcjonowała dobrze, ale bez niej nie funkcjonowała wcale. Była chyba nasza jedyna zawodniczką która niemal zawsze wiedziała co się dzieje na parkiecie i w która stronę należy biec. Troche mniej było tylko jej przechwytów, taki po którym mogła sama zdobywać łatwe punkty. Wydaje się ze trochę więcej powinna dawać w ataku. Rzut ma całkiem przyzwoity, wiec jak ma pozycję to nie powinna się za długo wahać.
Odczucia mieszane, negatywnie-pozytywne
Agnieszka Szott – z jednej stronie zagrała bodajże najlepszy sezon w naszych brawach, jak na siebie była wyjątkowo waleczna, w całkiem sporej liczbie spotkań to właśnie ona ciągnęła grę (zwłaszcza gdy mieliśmy problemy z kontuzjami innych Polek) z drugiej co by nie mówić momentami jej zachowanie raziło. Ona miała pretensje do rywalek o faule, do sędziów o niegwizdywanie ich, a rywale o aktorstwo i udawanie. Nie wnikając w to po czyjej stronie leży racja to niestety musze napisać ze Aga na taka opinie sobie sama zapracowała. Wiadomo ze sędziowie nie gwiżdżą sędziego ciągłe protestowanie i robienie minki kota ze Shreka jakkolwiek jest urocze to na dłuższa metę tworzy nie korzystny obraz. Jeśli chodzi o kolejne rozgrywki to bym się nie zmartwił gdyby została, ale z drugiej strony zrozumiem jeśli klub nie przedłuży z nią umowy. Swoje latka ma, z problemami odnajduje się w fizycznej walce a tej za rok może być jeszcze więcej, a pyzatym wydaje mi się ze jeśli chodzi o Polki to przydałby się nam powiew świeżej i młodszej krwi (choć z nazwiskami mam tu spory problem)
Claudia Pop – ponad połowa sezonu stracona przez kontuzje, potem powolne wchodzenie do zespołu niestety już głownie w fazie PO, gdzie trwała bezpardonowa walka. Gdyby patrzyć tylko na jej statsy byłaby oczywiście pierwszą do skreślenia, ale ja cały czas mam wrażenie ze to jest zawodniczką nad pozostawieniem której należałoby się zastanowić. Z cała pewnością ma ciąg na kosz, nie boi się gry na kontakcie, a i z koszykarską głową jest raczej ok. W PO było jej ciężko wejść do drużyny, zwłaszcza ze chyba nawet w finałach jeszcze nie była w pełnej sprawności motorycznej mimo to przynajmniej w 3 naszych bardzo istotnych wygranych (2 razy Bydgoszcz i mecz nr 4 ze Ślęzą) miała swój spory udział. We wszystkich tych spotkaniach zdobywała ważne punkt w trudnych dla nas momentach.. to naprawdę sporo jak na jej rolę w zespole. A o przyzwoitą europejską trójkę naprawdę nie jest łatwo.
Vanessa Gidden – bardzo podobna sytuacja jak z Pop. Przyszła do nas w styczniu i początkowo wydawało się ze będzie naszym bardzo mocnym punktem, mogącym zdominować rywali pod koszem. Potem jednak zaczęły się problemy z kontuzjami i najpierw przez jakiś czas nie grała, a potem spisywała się dużo słabiej niż na początku. Wydaje się jednak ze w jej przypadku problemem nie by absolutnie brak ambicji a to że jednak nogi mocno ograniczały jej swobodę ruchów. Dusza chciała ale ciało nie pozwalało.. W przeciwieństwie do Pop jej jednak nie dawałbym kolejnej szansy. Biorąc pod uwagę ze będziemy mogli zakontraktować tylko 2 koszykarki spoza europy, a jednak wybór takich zawodniczek jest sporo większy niż Europejek, trzeba tym razem trafić w punkt a pozostawienie Gidden byłoby zbyt dużym ryzykiem.
Odczucia neutralne.
Ziomara Morrison – zawodniczka która dużo lepiej radziła sobie w eurolidze niż na krajowych parkietach. Gdy miała za przeciwniczkę rywalki silne fizycznie, ale nie jakies super zwinne była zawodniczką przydatną. Gdy w PO naszej ligi było dużo więcej biegania, szarpania i wyrywania jej piłek już się nie sprawdzała. Na taka gre była za wolna i za mało zwrotna. Dla mnie jej gra nie jest rozczarowaniem bo mniej więcej takiej postawy oczekiwałem po tym transferze. Za rok z całą pewnością wyładuje w innym klubie.
Meighan Simmons – O niej już pisałem powyżej. Początkowo spisywała się rewelacyjnie, ale im dłużej trwał sezon tym było gorzej. Póki rywalki zostawiały jej sporo swobody była katem, gdy kryły krotko stawała się ich atutem, bo niestety to taka zawodniczka która poza punktami wiele drużynie nie ma do zaoferowania. Nie wątpię ze z nią się tez pożegnamy bez żalu.
Olivia Tomiałowicz - przyszła wiele nie zaszkodziła, w paru meczach nawet cos tam od siebie dołożyła, zbawić nas nie zbawiła bo nie mogła. Do niej pretensji nie mam, grała i starała się na ile mogła. Natomiast jej transfer przy jednoczesnym pozyskaniu Koperwas przez Ślęzę tak trochę ośmiesza naszych działaczy.
Odczucia negatywne
Sandra Ygueravide – o niej już na forum zostało napisane chyba wszystko. Cos tam umie, ma całkiem przyzwoity rzut, ale rozgrywająca nie jest. A dodatkowo te ciągle pretensje, i gestykulacje. Niech szuka szczęścia w innym klubie .
Ewelina Kobryn – kiedyś była takim dużym, mocno zagubionym dzieckiem, bojącym się niekiedy własnego cienia. Ale dzieckiem sygmatycznym, walczącym, i mającym pretensje głownie Dos siebie gdy cis szło nie tak. Po przyjściu Hernandeza przemieniła się w – jedną z dwóch w naszym kraju - koszykarkę z prawdziwego znaczenia, dojrzała, nabrała pewności siebie, i swoją grą zasłużyła na transfer do Jeków i na gra w WNBA. Teraz, po latach wróciła, bogata w sukcesy i nie tylko, przy okazji dużo chudsza wiec chyba niemal wszyscy liczyli ze znów będzie nasza gwiazdą. Niestety okazała się tylko gwiazdorską. Ewka już nie ma pretensji do siebie, ma je za to do całego świata. Do sędziów , do koleżanek, do krytykantów. Może z takim podejściem jak ma obecnie będzie jej w życiu łatwiej, ale w oczach wielu osób – nie tylko tych z forum – strasznie dużo straciła.
W poprzednich sezonach niejednokrotnie na forum krytykowałem jej następczynie - Justynę Żurowską. A teraz, w dużej mierze przez postawę Ewki brakowało mi jej jak niesamowicie. Wiem ze potencjał ma nieporównywalnie mniejszy, ze w eurolidze sobie rady nie dawała ale w lidze dawała naszej drużynie zdecydowanie więcej. Jak cos zawaliła w ataku to nie machała rękami, tylko zapierniczała do obrony, jak trzeba było walczyć o piłkę to walczyła a nie tylko wyciągała ręce, a poza tym – i to jest najistotniejsze – zdobywała punkty nie tylko na początku kwart lub w meczach wysoko wygrywanych ale często wtedy gdy drużynie nie szło. I teraz mam nieodparte wrażenie ze gdybyśmy w składzie mieli ją zamiast Ewki, to Ślęza miałby duzy problem by dziś świętować.
A co przyszłych rozgrywek to tak jak juz pisałem – jeśli Ewka ma zostać to z kontraktem na pewno nie wyższym niż Magda czy Justyna gdyba ta wróciła na parkiet.
Brak odczuć.
Małgorzata Misiuk – na początku grała swoje, potem leczyła kontuzje, nie ma sensu jej oceniać.
I na koniec wypada napisać parę słów o Józku. Niewątpliwie jest najlepszym trenerem jakiego Wisła miała w erze Can-Packu. Możliwe ze jest tez najlepszym szkoleniowcem jaki w XXI wieku zasiadał na ławce Polskiej drużyny. Nie byłoby tez wielkim nadużyciem zaliczenie go do szerokiej czołówki europejskich szkoleniowców. Ale w tym sezonie , z tą drużyną sobie po prostu nie poradził.
W poprzednich latach pod jego wodzą mieliśmy swój styl. Nie był on efektowny, ale wyrafinowany i skuteczny. Często mordowaliśmy się nawet ze słabszymi rywalami, ale koniec końców z reguły wygrywali, a w kluczowych momentach graliśmy swój najlepszy basket. Wiele było meczów w których z sukcesem goniliśmy rywali (i to nie zrywami a tak systematycznie, krok po kroków), wiele wygranych w końcówkach , wiele zakończonych naszymi wygranymi na bardzo niskim pułapie punktowym. Teraz tego wszystkiego zabrakło i to najlepiej obrazuje to ze nie stworzył on z tej grupy zawodniczek te kije drużyny jak pewnie oczekiwał. Nasza gra dużo bardziej przypominała to co było za Svitka – tylko na dużo niższym poziomie. Kiedy nam szło i wpadało było ok., kiedy gra stawała to na parkiecie pojawiał się chaos i cała masa błędów i on nie był w stanie temu w żaden sposób zaradzić a czasem chyba sam się pogubił. Nie osiągnęliśmy żadnej stabilizacji gry, cały sezon wyglądał jak ta seria finałowa – były pojedyncze mecze gdy rozstrzeliwaliśmy rywali, były pojedyncze w których wydawało się ze ta drużyna zaczyna się rodzic i ma charakter, były teraz takie w które dobrze wchodziliśmy a potem cos się zaczynało ale niestety bardzo dużo było tez takich na które drużyna nie dojeżdżała, jak na ten ostatni.
Jozek tym razem nie narzucił drużynie swojego stylu, a równocześnie popełniał w mojej opinii sporo błędów w trakcie spotkań zwłaszcza w PO. Momentami miałem wrażenie ze ma za dużo zawodniczek, i ze na siłę chce nimi wszystkimi rotować licząc czy to na to ze każda cos tam wniesie, czy może na to ze złamiemy rywala kondycyjnie. Jak to się udało z Lublinem i Artego. Nie rozumiem jak to możliwe ze już w drugiej kwarcie wczorajszego meczu w pewnym momencie na pakiecie nie było już najlepiej pani z S5? Nie rozumiem po co kazał w pewnym momencie bronić strefa, skoro wiedział jak rywalki świetnie się czuja na dystansie we własnej hali (tym bardziej ze w meczu nr 2 tez to zrobił i tez się to dla nas fatalnie skończyło). Nie wiem na co liczył wpuszczając w 2 kwarcie Sandre i trzymając ja na palcu tak długo. Itd. Itp. A najistotniejsze jest to , ze problemem nie jest to ze ja nie rozumiem jego decyzji, ale ze nie przynosiły one żadnego pozytywnego efektu..
Coz, nikt nie jest doskonały, nie ma osób które nie popełniają błędów. Ten sezon mu ewidentnie nie wyszedł. Ale w historii naszego klubu i tak jego nazwisko zapisze się złotymi zgłoskami. Jak pewnie wszyscy wiedzą za rok poprowadzi nas już kto inny, i temu nowemu szkoleniowcowi życzę by przynajmniej w jakimś stopniu wygrał z Wisłą tyle co Hernandez.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
Zgadzam się z powyższym tekstem. Hernadez zupełnie nie poukładał zespołu, nie miał na niego pomysłu. Liczę, że nowy trener będzie miał swój plan i styl gry, który przyniesie sukces.
Co do kadry na następny sezon, jakie Polki byście widzieli ? Ja chciałbym Magdę na 100 % Ewkę i dalej pustka w głowie.
Co do kadry na następny sezon, jakie Polki byście widzieli ? Ja chciałbym Magdę na 100 % Ewkę i dalej pustka w głowie.
Re: Co słychać w Wiśle?
Chris205 pisze:Co do kadry na następny sezon, jakie Polki byście widzieli ?
Łatwiej wymieniać te których się na 100 procent nie chce i tu nr 1 (z Polek uznawanych za te które niby coś potrafią) to u mnie zdecydowanie Aleksandra Pawlak.
Oby jakoś wróciła do nas Justyna.
Oby została Magda, jak się nie uda jej zatrzymać trzeba myśleć o Skobel (nie wierzę, że zostanie w Ślęzie, chyba że zacznie dożylnie aplikować sobie nerwosol).
Jak nie odbiło jej z nadmiaru sukcesów w play-off to można myśleć o Owczarzak (choć jak przypominam sobie o tym jak chamsko grała w meczu nr 5 to mój entuzjazm w stosunku do tej pani jest minimalny).
A jako młoda-zdolna i Polska na razie bez znaczenia na miejsce Magdy Puter to Ala Grabska (choć to może być obecnie nierealne ze względu na to jak się odbywało jej przejście do Korony), ale z niej może być koszykarka, a nie tylko sekcja turystyczna.
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: Co słychać w Wiśle?
Gdybym mogl sobie dowolnie wybierać nie patrząc na to ile zawodniczki oczekują za kontrakt i czy mają gdzieś już jakieś umowy to wyglądałoby to tak:
1.Magda Ziętara
2 Justyna Żurowska
3 Dominka Owczarzak
4 Magdalena Szajtauer
Ewentualnie: Ewelina Kobryn/ Agnieszka Szott/ Agnieszka Skobel
Do tego ewentualnie, jako zawodniczki numer 11 i 12 w kadrze Ala Grabska i/lub Weronika Telenga o ile trener uzna ze da radę wygospodarować dla nich jakieś minuty na parkiecie
1.Magda Ziętara
2 Justyna Żurowska
3 Dominka Owczarzak
4 Magdalena Szajtauer
Ewentualnie: Ewelina Kobryn/ Agnieszka Szott/ Agnieszka Skobel
Do tego ewentualnie, jako zawodniczki numer 11 i 12 w kadrze Ala Grabska i/lub Weronika Telenga o ile trener uzna ze da radę wygospodarować dla nich jakieś minuty na parkiecie
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
http://sport.lovekrakow.pl/aktualnosci/ ... 20094.html
Strasznie dziwne słowa prezesa. Drużynę na następny sezon trzeba już budować, trenera też trzeba mieć !
Strasznie dziwne słowa prezesa. Drużynę na następny sezon trzeba już budować, trenera też trzeba mieć !
Re: Co słychać w Wiśle?
Chris205 pisze:http://sport.lovekrakow.pl/aktualnosci/zgrzyt-w-wisle-hiszpan-zapowiedzial-odejscie-prezes-ma-zal_20094.html
Strasznie dziwne słowa prezesa. Drużynę na następny sezon trzeba już budować, trenera też trzeba mieć !
Żenujące to co mówi Pan Dunin... A Trener w Wiśle juz jest.
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Re: Co słychać w Wiśle?
Oficjalnie Józek out.
http://wislacanpack.pl/dziekujemy-jose/
http://wislacanpack.pl/dziekujemy-jose/
Re: Co słychać w Wiśle?
Wisła w obliczu zmian
autor: Justyna Krupa
Koszykówka. Drużynę opuści trener Jose Hernandez, a zapewne także kilka zawodniczek Ekipa Wisły Can-Pack Kraków zakończyła sezon 2016/17. Teraz przyszedł czas na podsumowanie dokonań i rekonstrukcję drużyny. W środę wiślaczki poniosły wyraźną porażkę w decydującym meczu finałowym ze Ślęzą Wrocław i nie obroniły tytułu mistrzowskiego. Sezon zakończyły ze srebrnymi medalami i Pucharem Polski. - Jesteśmy smutni, bo przegraliśmy finał, w którym walczyliśmy aż do piątego meczu - podkreślał trener koszykarek „Białej Gwiazdy” Jose Hernandez.
Ten sezon generalnie był trudny. Nie chcę szukać usprawiedliwień. Nie jestem zadowolony z poziomu, jaki prezentował mój zespół. Rywalizowaliśmy jednak na niezłym poziomie w Eurolidze, wygraliśmy w niej pięć meczów. Sięgnęliśmy także po Puchar Polski. W play-off ligi dotarliśmy do piątego meczu finałów, a przecież było ryzyko, że odpadniemy wcześniej. Nie błyszczeliśmy, ale godnie się zaprezentowaliśmy. Na czwartek drużyna Wisły miała jeszcze zaplanowaną wspólną kolację ze sponsorami. Później nadejdzie czas pożegnań. Należy się spodziewać, że będzie rewolucja kadrowa, jakiej dawno nie było. Większość zagranicznych zawodniczek nie spełniło oczekiwań, jakie w nich pokładano. Przede wszystkim jednak pracę z Wisłą kończy sam Hernandez. Nie jest to bynajmniej konsekwencja środowej porażki. To, że drogi krakowskiego klubu i Hiszpana po sezonie się rozejdą, stało się jasne już wcześniej.
- Czuję, że dobrze byłoby odpocząć, zrobić sobie przerwę, wrócić na jakiś czas do domu. Mam za sobą 22 lata pracy w zawodowej koszykówce - podkreśla trener Hernandez. - Głowa mówi, że powinienem poświęcić nieco czasu sprawom prywatnym. Ale z drugiej strony, serce ciągnie mnie do koszykówki, do pracy. Analizuję sytuację w lidze hiszpańskiej. Mam ochotę odpocząć, ale nie wiem, czy będę w stanie - kwituje hiszpański szkoleniowiec.
Hernandez kończy tym samym swój drugi etap współpracy z drużyną „Białej Gwiazdy”. Po raz pierwszy pod Wawelem został zatrudniony w 2009 roku. Rozstał się z Wisłą trakcie sezonu 2012/13, ale wrócił do klubu dwa lata później.
- Po tych sześciu latach spędzonych w Krakowie mogę powiedzieć, że więcej było tych dobrych momentów. Pierwszy etap był zupełnie inny niż ten drugi, czyli ostatnie dwa sezony. Wydaje mi się, że nie wszyscy są świadomi zmiany, jaką przeszła Wisła w tym czasie. Niektórzy nadal sądzą, że obecnie dysponujemy zespołem tak silnym, jak ten sprzed czterech czy pięciu lat - wskazuje Hiszpan.
Dodaje: - Chcę podziękować kibicom za ich wsparcie, pojechali dla nas do Wrocławia, ale przeżyli smutne chwile. A mimo to wspierali zespół nawet po porażce. To zostanie w mojej pamięci. Kiedy rok temu Hernandez świętował z drużyną zdobycie kolejnego mistrzostwa Polski, z radością mówił o tym, jak udany zespół zbudują wraz z włodarzami Wisły na kolejny sezon. Okazało się jednak, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Najpierw nie udało się zakontraktować amerykańskiej skrzydłowej, z którą wiązano spore nadzieje. W jej miejsce pojawiła się Meighan Simmons, która okazała się zawodniczką chimeryczną. Potem skład został uszczuplony o Justynę Żurowską-Cegielską, z racji jej rodzicielskiej przerwy w karierze. A Sandra Ygueravide i Ziomara Morrison nie spełniły pokładanych w nich nadziei.
- Uważam, że popełniliśmy błędy przy planowaniu drużyny. I ja czuję się za to najbardziej odpowiedzialny - nie kryje trener Hernandez. - Drużyna grała bardzo nierówno. Owszem, były kontuzje, problemy, ale to nie może być usprawiedliwieniem. To był najtrudniejszy sezon z tych wszystkich sześciu, ale też była w nim piękna ligowa rywalizacja. Wciąż nie jest do końca jasne, czy z Wisłą pożegna się też asystent Hernandeza, Jordi Aragones. Ma bowiem rodzinę w Krakowie i chętnie zostałby pod Wawelem na kolejny sezon. To już jednak zależy od władz klubu i nowego szkoleniowca. Ponoć zostać ma nim Krzysztof Szewczyk, do niedawna opiekun Pszczółki Lublin, czyli ekipy, którą Wisła wyeliminowała w ćwierćfinale play-off.
http://www.dziennikpolski24.pl/sport/a/ ... ,12047326/
Rok temu zostali trenerzy i jak się okazało 3 Polki: Magda, Aga Szott i Misiuk i to już była ogromna rewolucja. A teraz istotnie będzie większa, bo nie dość, że pierwszy trener to pewnie zostaną też max 3 zawodniczki.
Co do wypowiedzi Józka. Trudno się przyczepić, wiadomo że nie jest łatwo się przyznać do własnych błędów, więc klasa. Znakomity trener, uczciwy człowiek.
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 109 gości