A teraz o temacie tutaj przewijającym się, związanym poniekąd z potencjalną mobilizacją kibiców Wisły na sobotni mecz z gdyniankami. No niestety, niewykorzystywanie potencjału klubu, jego kibiców, jak i samych osiągnięć zespołu koszykarek Wisły do promocji tego zespołu, zachęty do przyjścia na mecz, szeroko rozumianego marketingu itp., to temat-rzeka.
Mam wrażenie, że w Wiśle przespano sprawę kilka lat temu, gdy zespół ciągle był na ligowym topie, ale frekwencja z roku na rok zaczęła spadać, większa mobilizacja była tylko na Euroligę i finały, a w sezonie zasadniczym nawet "jakieś" CCC czy Artego nie wywoływały większego zainteresowania, podobnie jak półfinały play-off (OK, wiem, że nieraz rozgrywane w środku tygodnia, ale Euroliga w środę jakoś nie przeszkadzała w wysokiej frekwencji). Wiem, to zapewne korelacja z sezonem piłkarskim, który o tej porze roku znajduje się w szczycie, spychając na dalszy plan wszystko wokół. Ale właśnie - wystarczyłoby nieco zachęcić do przyjścia na koszykarki, które grają najważniejsze mecze w sezonie. No ale jak obecny prezes, którego bardzo szanuję za to, co zrobił w ostatnich miesiącach dla Wisły, mówi w wywiadzie, że koszykarki mają potencjał na finał i nie dodaje nic od siebie w sensie, że warto pojawić się już teraz na ich meczach, a wszędzie lansowany jest koncert, to taki statystyczny kibic, gdzieś tam akcyjnie przychodzący w poprzednich latach na koszykarki, pomyśli sobie, że przyjdzie dopiero na finał...
Rok temu obecna pani wiceprezes, którą bardzo szanuję za to, co robi w kwestii szkolenia koszykarskiej młodzieży, stwierdziła, że ma nadzieję, że moda na koszykówkę powróci. Wiadomo, że w szerszej skali to skomplikowany proces, choćby zależny od wyników reprezentacji itp., ale w skali mniejszej, w takim klubie, jak Wisła, jest naprawdę szerokie pole do popisu w tym zakresie.
