Rozumiem, że szczytem bezczelności z mojej strony było siąść solo wśród rozgorączkowanych fanów ŁKS-u i dopingowanie swojej drużyny.
Dobrze, że z życiem uszedłem.
Co do meczu: zacięty i wyrównany - wygrać mogła każda z drużyn.
Nikt nie napisał o sędziowaniu - to i ja nie napiszę. To tylko dobrze świadczy o sędziach.
Muszę podkreślić bardzo wysoki poziom kibicowania w Łodzi. Chóralne i zróżnicowane pieśni, a szczególnie psychodeliczne :"ŁKS kosz, kosz, kosz ... " - robią wrażenie. Sala przytulna i ... wypełniona.
Specjalne ukłony dla łódzkich forumowiczów z którymi płynnie "wymienialiśmy" ciosy.
Przyznam się też, iż ukradkiem i z ciekawością podejrzałem łódzką forumowiczkę - fankę obecnie brzeskiej graczki Agnieszki M.
Podsumowując: udany wyjazd - czyli można, jak się chce!
P.S.
A do tego w drodze powrotnej w super knajpie (tam jedliśmy - tylko!)
zobaczyłem w przepływającym przez środek budynku strumyku żywe ... jesiotry - były dwa.







