MiZO Pecs - Lotos Gdynia 71:47
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
MiZO Pecs - Lotos Gdynia 71:47
W środę decydujący mecz 1/8 finału Euroligi MiZo Pecs - Lotos Gdynia
Piątkowe zwycięstwo Lotosu z MiZo było niespodzianką, ale wygrana w środowym meczu w Pecsu będzie cudem. Gdynianki zagrają bez Agnieszki Bibrzyckiej, Gordany Kovacevic i Iriny Ryukhiny. W walce o ćwierćfinał Euroligi mistrzynie Polski są niemal bez szans
W sporcie wszystko jest możliwe, nawet teoretycznie słabszy rywal może wygrać z faworytem - głosi znane porzekadło. Tylko tym razem nawet największym optymistom wśród kibiców Lotosu trudno się z tym zgodzić. Kiedy mrozy opuściły Trójmiasto, wirusy zaatakowały najlepsze zawodniczki i od razu jest kłopot ze składem.
Gdynianki poleciały na Węgry bez najlepszej polskiej koszykarki Agnieszki Bibrzyckiej, bez solidnej w obronie i zdobywającej sporo punktów Gordany Kovacevic oraz dającej dobre zmiany młodej rozgrywającej Iriny Ryukhiny. Wprawdzie w piątkowym, wygranym przez Lotos meczu z MiZo, Kovacevic także nie grała, ale spotkanie na Węgrzech będzie całkiem inne. Trudno wyobrazić sobie Lotos bez Bibrzyckiej, która nawet gdy nie trafia za 3, gra dobrze, walczy w obronie i zawsze jest liderką drużyny. Skrzydłowa z Gdyni ma jednak zapalenie oskrzeli i ma wyleczyć się na sobotni mecz z Polfą Pabianice. Kovacevic nadal boli kręgosłup, a Ryukhina jest przeziębiona.
Zespół Krzysztofa Koziorowicza nie jest także zbyt wypoczęty, bo w niedzielę grał w Brzegu z Cukierkami. Po porażce z przeciętnym zespołem nastroje w drużynie również nie są najlepsze. Poza tym po meczu gdynianki wracały jeszcze autokarem do Gdyni i dopiero wczoraj poleciały do Pecsu.
A koszykarki MiZo w weekend odpoczywały. - Spodziewaliśmy się, że w 1/8 finału Euroligi możemy grać trzy mecze, więc spotkanie z ostatniego weekendu rozegraliśmy awansem już przed świętami Bożego Narodzenia - przyznaje trener MiZo Laszlo Ratgeber.
Węgrzy zdają sobie sprawę, że ich głównym atutem jest gra we własnej hali, gdzie trzy tysiące fanatycznych kibiców stwarzają niesamowitą atmosferę. - W meczach grupowych u siebie wygrywaliśmy wysoko, a na wyjeździe zazwyczaj minimalnie. Dlatego przed decydującym spotkaniem z Lotosem jestem pełen optymizmu - dodaje trener Ratgeber. Jego zawodniczki także są szalenie zmobilizowane, bo awans do ćwierćfinału Euroligi to dla nich cel minimum na ten sezon. - Musimy ten mecz wygrać, także dlatego, że to nasza ostatnia szansa - podkreśla Nora Budjoso, która w Gdyni zdobyła siedem punktów.
Po pierwszym spotkaniu Albena Branzova i Amra Dapo z MiZo miały podbite oczy i w rewanżu wystąpiły z okazałymi sińcami pod oczami. Po drugim meczu mogły już mieć urazy nie tylko fizyczne, ale również psychiczne. Lotos łatwo z nimi wygrał i wszystko wskazywało na to, że marzenia o sukcesach mistrzyń Polski w Eurolidze wcale nie muszą się szybko skończyć. Gdy jednak Węgierki dowiedzą się, że Lotos nie zagra w pełnym składzie, zapewne znowu nabiorą pewności siebie, a to przesądzić może o ich wysokim zwycięstwie.
Nawet słynący z optymizmu trener Koziorowicz ma nieszczególny humor. - No cóż... Ciężko będzie. Ale na pewno się pobijemy, nie jedziemy tam przecież przekonani o swojej słabości - mówi, ale tym razem dużo mniej pewnym głosem niż zazwyczaj...
Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)
Piątkowe zwycięstwo Lotosu z MiZo było niespodzianką, ale wygrana w środowym meczu w Pecsu będzie cudem. Gdynianki zagrają bez Agnieszki Bibrzyckiej, Gordany Kovacevic i Iriny Ryukhiny. W walce o ćwierćfinał Euroligi mistrzynie Polski są niemal bez szans
W sporcie wszystko jest możliwe, nawet teoretycznie słabszy rywal może wygrać z faworytem - głosi znane porzekadło. Tylko tym razem nawet największym optymistom wśród kibiców Lotosu trudno się z tym zgodzić. Kiedy mrozy opuściły Trójmiasto, wirusy zaatakowały najlepsze zawodniczki i od razu jest kłopot ze składem.
Gdynianki poleciały na Węgry bez najlepszej polskiej koszykarki Agnieszki Bibrzyckiej, bez solidnej w obronie i zdobywającej sporo punktów Gordany Kovacevic oraz dającej dobre zmiany młodej rozgrywającej Iriny Ryukhiny. Wprawdzie w piątkowym, wygranym przez Lotos meczu z MiZo, Kovacevic także nie grała, ale spotkanie na Węgrzech będzie całkiem inne. Trudno wyobrazić sobie Lotos bez Bibrzyckiej, która nawet gdy nie trafia za 3, gra dobrze, walczy w obronie i zawsze jest liderką drużyny. Skrzydłowa z Gdyni ma jednak zapalenie oskrzeli i ma wyleczyć się na sobotni mecz z Polfą Pabianice. Kovacevic nadal boli kręgosłup, a Ryukhina jest przeziębiona.
Zespół Krzysztofa Koziorowicza nie jest także zbyt wypoczęty, bo w niedzielę grał w Brzegu z Cukierkami. Po porażce z przeciętnym zespołem nastroje w drużynie również nie są najlepsze. Poza tym po meczu gdynianki wracały jeszcze autokarem do Gdyni i dopiero wczoraj poleciały do Pecsu.
A koszykarki MiZo w weekend odpoczywały. - Spodziewaliśmy się, że w 1/8 finału Euroligi możemy grać trzy mecze, więc spotkanie z ostatniego weekendu rozegraliśmy awansem już przed świętami Bożego Narodzenia - przyznaje trener MiZo Laszlo Ratgeber.
Węgrzy zdają sobie sprawę, że ich głównym atutem jest gra we własnej hali, gdzie trzy tysiące fanatycznych kibiców stwarzają niesamowitą atmosferę. - W meczach grupowych u siebie wygrywaliśmy wysoko, a na wyjeździe zazwyczaj minimalnie. Dlatego przed decydującym spotkaniem z Lotosem jestem pełen optymizmu - dodaje trener Ratgeber. Jego zawodniczki także są szalenie zmobilizowane, bo awans do ćwierćfinału Euroligi to dla nich cel minimum na ten sezon. - Musimy ten mecz wygrać, także dlatego, że to nasza ostatnia szansa - podkreśla Nora Budjoso, która w Gdyni zdobyła siedem punktów.
Po pierwszym spotkaniu Albena Branzova i Amra Dapo z MiZo miały podbite oczy i w rewanżu wystąpiły z okazałymi sińcami pod oczami. Po drugim meczu mogły już mieć urazy nie tylko fizyczne, ale również psychiczne. Lotos łatwo z nimi wygrał i wszystko wskazywało na to, że marzenia o sukcesach mistrzyń Polski w Eurolidze wcale nie muszą się szybko skończyć. Gdy jednak Węgierki dowiedzą się, że Lotos nie zagra w pełnym składzie, zapewne znowu nabiorą pewności siebie, a to przesądzić może o ich wysokim zwycięstwie.
Nawet słynący z optymizmu trener Koziorowicz ma nieszczególny humor. - No cóż... Ciężko będzie. Ale na pewno się pobijemy, nie jedziemy tam przecież przekonani o swojej słabości - mówi, ale tym razem dużo mniej pewnym głosem niż zazwyczaj...
Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)
Ostatnio zmieniony 08 lutego 2006, 19:34 przez Wojteg, łącznie zmieniany 1 raz.
Uch to straszna szkoda.....Żeby Bibencja byla zdrowa, to moznaby powalczyc... A tak....no cóż, dziewczyny do boju!!!!!! Boje się tylko,ze wynik będzie oscylował w granicach : 104 :52... Zreszta niewazne, bo nawet jesli bedzie np 74:73 to i tak porazka. Szkoda, bo co prawda z Bibencją w składzie tez pewnie moznaby dostać baty, tym niemniej szanse byłyby większe. Nie dziwię się nietęgiej minie Kozła - nie chciałbym być w jego skórze... 
Ostatnio zmieniony 07 lutego 2006, 21:00 przez Saletra, łącznie zmieniany 1 raz.
Trzecie starcie w Pecsu
Wtorek, 7 lutego 2006r.
W środę poznamy ostatnie ćwierćfinalistki w Eurolidze koszykarek. W Pecsu miejscowe MiZo podejmuje gdyński Lotos. Na zwycięzcę tego spotkania czeka Lietuvos Telekomas Wilno.
Mistrzynie Polski poleciały na Węgry pełne nadziei. Czy się ziszczą? Początek gry o godz. 18.
Pierwszy mecz w Pecsu zakończył się wysokim zwycięstwem gospodyń 85:55. W rewanżu Lotos wygrał 79:66 i zgodnie z regulaminem o awansie zadecyduje trzecie spotkanie, którego gospodarzem jest zespół z lepszym bilansem w rundzie kwalifikacyjnej. W niej węgierska drużyna odniosła aż 9 zwycięstw (Lotos tylko 2) i dlatego uzyskała przywilej rozegrania decydującego meczu na własnym parkiecie. Parkiecie, dodajmy, w tym sezonie niezdobytym. Niezdobytym również przez Lotos, któremu w historii spotkań z MiZo w Eurolidze w Pecsu, podobnie jak węgierskiej drużynie w Gdyni, nie udało się wygrać jeszcze nigdy (trzy mecze i trzy porażki).
Po ostatnim meczu w Gdyni koszykarki Lotosu uwierzyły jednak w możliwość powtórzenia tego sukcesu również w Pecsu. Mówiła nam o tym Ewelina Kobryn, która w rewanżowym spotkaniu "wyłączyła" z gry najskuteczniejszą zawodniczkę węgierskiej drużyny w pierwszej grze, Albenę Branzovą i Paulina Pawlak, która dała doskonałą zmianę w Gdyni.
- Czeka nas niesamowita walka od pierwszej do ostatniej minuty. To będzie nerwowy i wyrównany mecz. Liczę, że w końcówce szala zwycięstwa przechyli się na naszą stronę - przekonywała nas gdyńska środkowa.
W tej walce nie wezmą udziału, kapitan drużyny Lotosu Agnieszka Bibrzycka i Gordana Kovacevic, a także Iryna Ryukchina. "Biba", podobnie jak młoda rosyjska rozgrywająca, rozchorowała się na zapalenie oskrzeli. Kovacevic nie grała już w drugim spotkaniu z powodu dolegliwości kręgosłupa. Brak dwóch podstawowych koszykarek ograniczy trenerowi Krzysztofowi Koziorowiczowi pole manewru, zwłaszcza wśród zawodniczek obwodowych. Ciężar gry na tych pozycjach spocznie na: Amerykankach, Temece Johnson i Chelsey Newton oraz Paulinie Pawlak. Ich zmienniczkami będą Karolina Janyga i ewentualnie Marta Urbaniak. Wśród środkowych rotacja odbywać się będzie pomiędzy, Rankicą Sarenac, Kobryn i Magdaleną Leciejewską. Możliwy jest również wariant gry z Leciejewską jako skrzydłową.
Sytuacja kadrowa, w jakiej przed decydującym spotkaniem w Pecsu znalazły koszykarki Lotosu, nakazuje ostrożnie oceniać ich szanse na awans. Nie byłyby faworytkami, nawet gdyby grały w optymalnym składzie. Za złotówkę postawioną w tym meczu na Lotos, bukmacherzy -w przypadku zwycięstwa gdynianek - wypłacą 4 złote.
Sędziami środowego spotkania będą: Rosjanin Michaiłow i Niemiec Moser. Zwycięzca w ćwierćfinale (początek rywalizacji 21 lutego) spotka się z Telekomasem Wilno, który w dwóch grach wyeliminował Phard Neapol.
Na 120 procent
Krzysztof Koziorowicz
trener Lotosu
- Dzięki sukcesowi w Gdyni udało nam się wyrównać straty z Pecsu i doprowadzić do trzeciego spotkania. Nie wolno nam się jednak zachłystywać tym zwycięstwem. Aby myśleć o powtórzeniu wyniku z Gdyni, każda z naszych koszykarek musiałaby zagrać na 120 procent swoich możliwości. 3-tysiące gardeł węgierskich kibiców zadania nam nie ułatwi. Z pewnością jednak nie położymy się na parkiecie, lecz obiecuję, że podejmiemy walkę.
Awansujemy
Laszlo Rátgéber
trener MiZo Pecs
- Lotos to dobry i waleczna drużyna, z którą nigdy nie było nam łatwo. Staraliśmy się w rundzie eliminacyjnej wygrać jak najwięcej spotkań, po to aby w play off decydujące trzecie spotkania rozgrywać na własnym parkiecie. Przewidywałem, że możemy w Gdyni ponieść porażkę. Dlatego ligowe spotkanie, które zaplanowane było przed trzecią grą z Lotosem, rozegraliśmy awansem. Wierzę, że u siebie zwyciężymy i awansujemy do ćwierćfinału.
Tak było
21.10.1999 Lotos - Pecs 68:61
19.01.2000 Pecs - Lotos 68:52
30.10.2003 Pecs - Lotos 65:56
18.12.2003 Lotos - Pecs 70:63
31.01.2006 Pecs - Lotos 85:55
03.02.2006 Lotos - Pecs 79:66
Pary w ćwierćfinałach
Samara - Dynamo Moskwa
Pecs/Lotos - Lietuvos
Bourges - Gambrinus
Valenciennes - Sopron
Pierwsze mecze 21.02, rwanże 24.02. ewentualne 3 gry 1.03.
Adam Suska - NaszeMiasto.pl
Wtorek, 7 lutego 2006r.
W środę poznamy ostatnie ćwierćfinalistki w Eurolidze koszykarek. W Pecsu miejscowe MiZo podejmuje gdyński Lotos. Na zwycięzcę tego spotkania czeka Lietuvos Telekomas Wilno.
Mistrzynie Polski poleciały na Węgry pełne nadziei. Czy się ziszczą? Początek gry o godz. 18.
Pierwszy mecz w Pecsu zakończył się wysokim zwycięstwem gospodyń 85:55. W rewanżu Lotos wygrał 79:66 i zgodnie z regulaminem o awansie zadecyduje trzecie spotkanie, którego gospodarzem jest zespół z lepszym bilansem w rundzie kwalifikacyjnej. W niej węgierska drużyna odniosła aż 9 zwycięstw (Lotos tylko 2) i dlatego uzyskała przywilej rozegrania decydującego meczu na własnym parkiecie. Parkiecie, dodajmy, w tym sezonie niezdobytym. Niezdobytym również przez Lotos, któremu w historii spotkań z MiZo w Eurolidze w Pecsu, podobnie jak węgierskiej drużynie w Gdyni, nie udało się wygrać jeszcze nigdy (trzy mecze i trzy porażki).
Po ostatnim meczu w Gdyni koszykarki Lotosu uwierzyły jednak w możliwość powtórzenia tego sukcesu również w Pecsu. Mówiła nam o tym Ewelina Kobryn, która w rewanżowym spotkaniu "wyłączyła" z gry najskuteczniejszą zawodniczkę węgierskiej drużyny w pierwszej grze, Albenę Branzovą i Paulina Pawlak, która dała doskonałą zmianę w Gdyni.
- Czeka nas niesamowita walka od pierwszej do ostatniej minuty. To będzie nerwowy i wyrównany mecz. Liczę, że w końcówce szala zwycięstwa przechyli się na naszą stronę - przekonywała nas gdyńska środkowa.
W tej walce nie wezmą udziału, kapitan drużyny Lotosu Agnieszka Bibrzycka i Gordana Kovacevic, a także Iryna Ryukchina. "Biba", podobnie jak młoda rosyjska rozgrywająca, rozchorowała się na zapalenie oskrzeli. Kovacevic nie grała już w drugim spotkaniu z powodu dolegliwości kręgosłupa. Brak dwóch podstawowych koszykarek ograniczy trenerowi Krzysztofowi Koziorowiczowi pole manewru, zwłaszcza wśród zawodniczek obwodowych. Ciężar gry na tych pozycjach spocznie na: Amerykankach, Temece Johnson i Chelsey Newton oraz Paulinie Pawlak. Ich zmienniczkami będą Karolina Janyga i ewentualnie Marta Urbaniak. Wśród środkowych rotacja odbywać się będzie pomiędzy, Rankicą Sarenac, Kobryn i Magdaleną Leciejewską. Możliwy jest również wariant gry z Leciejewską jako skrzydłową.
Sytuacja kadrowa, w jakiej przed decydującym spotkaniem w Pecsu znalazły koszykarki Lotosu, nakazuje ostrożnie oceniać ich szanse na awans. Nie byłyby faworytkami, nawet gdyby grały w optymalnym składzie. Za złotówkę postawioną w tym meczu na Lotos, bukmacherzy -w przypadku zwycięstwa gdynianek - wypłacą 4 złote.
Sędziami środowego spotkania będą: Rosjanin Michaiłow i Niemiec Moser. Zwycięzca w ćwierćfinale (początek rywalizacji 21 lutego) spotka się z Telekomasem Wilno, który w dwóch grach wyeliminował Phard Neapol.
Na 120 procent
Krzysztof Koziorowicz
trener Lotosu
- Dzięki sukcesowi w Gdyni udało nam się wyrównać straty z Pecsu i doprowadzić do trzeciego spotkania. Nie wolno nam się jednak zachłystywać tym zwycięstwem. Aby myśleć o powtórzeniu wyniku z Gdyni, każda z naszych koszykarek musiałaby zagrać na 120 procent swoich możliwości. 3-tysiące gardeł węgierskich kibiców zadania nam nie ułatwi. Z pewnością jednak nie położymy się na parkiecie, lecz obiecuję, że podejmiemy walkę.
Awansujemy
Laszlo Rátgéber
trener MiZo Pecs
- Lotos to dobry i waleczna drużyna, z którą nigdy nie było nam łatwo. Staraliśmy się w rundzie eliminacyjnej wygrać jak najwięcej spotkań, po to aby w play off decydujące trzecie spotkania rozgrywać na własnym parkiecie. Przewidywałem, że możemy w Gdyni ponieść porażkę. Dlatego ligowe spotkanie, które zaplanowane było przed trzecią grą z Lotosem, rozegraliśmy awansem. Wierzę, że u siebie zwyciężymy i awansujemy do ćwierćfinału.
Tak było
21.10.1999 Lotos - Pecs 68:61
19.01.2000 Pecs - Lotos 68:52
30.10.2003 Pecs - Lotos 65:56
18.12.2003 Lotos - Pecs 70:63
31.01.2006 Pecs - Lotos 85:55
03.02.2006 Lotos - Pecs 79:66
Pary w ćwierćfinałach
Samara - Dynamo Moskwa
Pecs/Lotos - Lietuvos
Bourges - Gambrinus
Valenciennes - Sopron
Pierwsze mecze 21.02, rwanże 24.02. ewentualne 3 gry 1.03.
Adam Suska - NaszeMiasto.pl
Saletra pisze:Człowieku won z tymi listami do jednego wątku, a nie smieć po całym forum![]()
Nie mozna normalnie przejrzeć watku przez ten przydługawy elaborat.....
Nie do jednego watku, a won z forum. Forum tylko dla zalogowanych!
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
-
gosc
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości








