Mnie się mecz nie podobał. Znaczy, nie cały. Momentami akcje były naprawdę niezłe. Ale głównie akcje Wisły. Lotos zagrał zupełnie... hmm... bezbarwnie, bez polotu i pomysłu na grę. Nie podobała mi się niedyspozycja Biby - choć nie jest maszyną i ma prawo do słabszego występu. Nie podobała mi się gra Sarenac - być może jako jedyna walczyła, ale jakoś tak nie mogę napisać, by była rewelacyjna. Coś tam rzuciła, ale te Jej pudła !! W Lotosie w ogóle wyróżniłabym tylko Tamekę - choć podobno potrafi grać lepiej i... hmm... może Kovacevic. Niby Sarenac była najlepsza, ale jak wspomniałam nie podobała mi się Jej gra. W Wiśle na pewno DeForge, choć II połowa to niewypał. Ale wtedy przebudziła się Skera. I te Jej trójki. Ale w ogóle uważam, że Wisła aż tak rewelacyjnie nie zagrała. Raczej był to taki średni występ krakowianek (3 zawodniczek) i tragiczny Lotosu.
Eh..., tegoroczne play off będą naprawdę ciekawe.
-------------------------------------------------------------------------------------
Lotos Gdynia - Wisła Kraków 54:71
Po najgorszym w tym sezonie meczu w lidze koszykarki Lotosu Gdynia zasłużenie przegrały na własnym parkiecie z Wisłą Kraków 54:71 (32:39). W takiej formie gdyniankom trudno będzie obronić tytuł mistrzyń Polski.
Szlagier ekstraklasy żeńskiej kobiet okazał się jednostronnym widowiskiem. Wisła kontrolowała mecz od samego początku i niemal przez całe spotkanie utrzymywała przewagę punktową. W pierwszej połowie meczu koszykarki z Gdyni nie mogły sobie poradzić z świetnie grającą
Anną De Forge, która zdobyła do przerwy 18 punktów. Jedynie na początku trzeciej kwarty, po udanych akcjach
Temeki Johnson, Lotos zdołał zbliżyć się do Wisły na odległość jednego punktu. Na tablicy widniał wtedy wynik 38:39. Potem jednak trzy razy z rzędu, w tym raz za trzy, trafiła
Jelena Skerovic, w ostatnich sekundach tej odsłony meczu piłkę straciła jeszcze
Paulina Pawlak,
Anna De Forge nie zmarnowała okazji i Wisła prowadziła 57:50.
Słabość Lotosu tego dnia obnażyła ostatnia kwarta meczu. Gospodynie dopiero po sześciu minutach zdobyły w niej pierwsze punkty, ostatecznie rzuciły ich przez dziesięć minut tylko cztery. Co chwilę gubiły piłkę, nie trafiały za trzy punkty. Wisła tymczasem nawet po swoich niecelnych rzutach z łatwością zbierała piłki z atakowanej tablicy. Trwał też koncert skuteczności
Skerovic, ostatecznie krakowianki więc odniosły wysokie zwycięstwo.
- Zagraliśmy bardzo dobry mecz z wyśmienitym zespołem - mówił po spotkaniu zadowolony szkoleniowiec Wisły,
Elmedin Omanić. - Życzyłbym sobie, takiego samego scenariusza w finale mistrzostw Polski.
- Tak słabo, jak dzisiaj, dawno nie graliśmy - mówił z kolei trener Lotosu
Krzysztof Koziorowicz. - Raziliśmy wyjątkową indolencją rzutową. Po kolejnych, nieudanych próbach moje zawodniczki usztywniły się i zdenerwowały. Nie wierzę jednak, aby w tym sezonie powtórzył się nam jeszcze taki mecz, w którym nie trafiamy żadnego z dwunastu rzutów za trzy i zdecydowanie przegrywamy walkę na tablicach.
Lotos: Johnson 8, Kovacevic 4, Bibrzycka 4, Sarenac 14, Kobryn 6 oraz Newton 8, Leciejewska 4, Pawlak 4, Ryukhina 2. Wisła: Johnson 4, Skerovic 22 (3x3), De Forge 21 (2x3), Perovanovic 10, Krawiec oraz Radwan, Guneva 4, Kress (1x3) 6, Trafimava 2, Skorek 2, Gburczyk, Błaszczak.
Widzów: 1,5 tys.
Szymon Szadurski
(źródło:
www.NaszeMiasto.pl )