Nowe twarze w FGBL: Secrett Stubblefield
Dla Secrett Stubblefield sezon 2006/2007 będzie pierwszym, który spędzi na europejskich parkietach. Absolwentka Uniwersytetu St. Johns nie przypadkowo trafiła do Polski. Wszystko za sprawą byłej koszykarki Stilonu Gorzów Urszuli Smolarek. - Znamy się z czasów wspólnych występów na Florydzie - mówi amerykańska rozgrywająca.
Secrett Stubblefield na poważnie zajęła się koszykówką w OWCC Junior College na Florydzie. Tam poznała Urszulę Smolarek, z którą występowała na pierwszym roku studiów. – Nawet nie przypuszczałam, że po tych kilku latach Ula przypomni sobie moją osobą. Traf chciał, że to właśnie ona odebrała e-maila, którego kierowałam do wielu klubów w Europie. Zaczęłyśmy regularnie korespondować i tym sposobem znalazłam się w Gorzowie – wspomina teraz amerykańska rozgrywająca. Później Secrett swoją edukację kontynuowała na Uniwersytecie St. John’s. – Bardzo miło wspominam tamten okres. Tworzyliśmy zgrany zespół zarówno na parkiecie jak i poza nim. To była dla mnie prawdziwa szkoła życia. Nie dość, że bardzo dużo czasu poświęcałyśmy na treningi, to resztę dnia wypełniała mi nauka. Reguły były proste. Nie radzisz sobie na lekcjach - nie uczestniczysz w życiu drużyny – mówi nowa zawodniczka AZS-u PWSZ Sowood Gorzów Wielkopolski.
To właśnie na Uniwersytecie St. John’s Stubblefield ukształtowała się koszykarsko. Pod okiem Kim Barnes Arico sukcesywnie robiła postępy, stając się z czasem czołową koszykarką swojego zespołu. – Treningi dały mi naprawdę dużo. W naszym zespole nie było odgórnego przyporządkowania zawodniczek do pozycji na parkiecie. Mi powierzana była rola prowadzącej gry, ale także występowałam na pozycji rzucającego obrońcy, a nawet skrzydłowej. Widać więc wyraźnie, że uczono nas zwłaszcza wszechstronności – mówi Stubblefield. Na jakiej więc pozycji czuje się najlepiej? – Prawdę mówiąc to nie mam specjalnych preferencji w tym względzie. Wyznaję zasadę, że wszystko zależy od trenera. Na jakiej pozycji mnie ustawi, tam też zagram najlepiej jak tylko będę potrafiła. Nie robi mi różnicy czy gram na pozycji numer jeden czy dwa – dodaje Amerykanka.
W ekipie prowadzonej przez Dariusza Maciejewskiego będzie odpowiadała za kreowanie gry partnerkom z zespołu. Już na pierwszych treningach Scarlett pokazała, że drzemią w niej olbrzymie umiejętności, a co za tym idzie znacząco wzmocni siłę akademiczek. – Cieszę się, że przekonałam wszystkich co do moich umiejętności. Z dużymi nadziejami przyjeżdżałam do Gorzowa. Chciałam grać w Europie bo wiedziałam że koszykówka stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie, no i sezon trwa o wiele dłużej niż w zawodowej lidze WNBA. Występy za oceanem, wśród najlepszych koszykarek, wciąż są moim wielkim marzeniem, ale teraz chcę się rozwijać. To zapewni mi długi sezon w Polsce – dywaguje Secrett.
Secrett Stubblefield należy do grona bardzo trudnych do upilnowania zawodniczek. Niejednokrotnie podczas meczu zaskakiwała swoje rywalki niekonwencjonalnymi zagraniami. Nie jest jednak tak, że całkowicie burzy założenia trenerów. Jest zawodniczką bardzo zdyscyplinowaną, posiadającą bardzo dobry przegląd pola. Jeśli wymaga tego sytuacja bezproblemowo potrafi wcielić się w rolę strzelca z prawdziwego zdarzenia. – Z całą pewnością moim atutem jest panowanie nad piłką, szybkość i rzut z wyskoku. Bardzo lubię grę w szybkim ataku i chociaż nie jestem zbyt wysoką zawodniczką, dobrze czuję się w rywalizacji pod samym koszem. Muszę jednak poprawić grę w obronie. W tym elemencie gry czeka mnie jeszcze dużo pracy. Po części mankamenty te wynikają z braków kondycyjnych, po części z pracy nóg. Na pewno będę nad tym elementem nieustannie pracować – ocenia samą siebie nowy nabytek AZS-u.
A jak Secrett odbiera Polskę i Gorzów Wielkopolski? – Mój ojciec by zawodowym żołnierzem więc jeszcze jak byłam mała bardzo często zmienialiśmy miejsce zamieszkania. Cześć swojego życia spędziłam w Niemczech, więc Europa nie jest mi tak do końca obca. (śmiech) W Gorzowie czuję się bardzo dobrze. Miasto jest bardzo urokliwe, a najwspanialsi są mieszkańcy. Z tyloma serdecznościami jeszcze w życiu się nie spotkałam. Dużo pomagają mi także koleżanki z zespołu. Służą rada i pomocą, więc na nic nie mogę narzekać – kończy rozgrywająca AZS-u.
Wojciech Strzebińczyk
(źródło: www.plkk.pl )
Nowe twarze w polskiej lidze
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
- Edzia
- Junior
- Posty: 2018
- Rejestracja: 16 stycznia 2005, 13:32
- Lokalizacja: cztery domy, dwie ulice to są właśnie PABIANICE :-P
Nowe twarze w polskiej lidze
"Oto jest miłość.
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
- elen
- Kadet
- Posty: 1461
- Rejestracja: 23 stycznia 2006, 17:31
- Lokalizacja: Gorzów - Miasto cudów nad Wartą
- Kontaktowanie:
No zobaczymy co zawodniczka zaprezentuje na parkiecie, z tego co mówił trener Maciejewski ma braki treningowe, ale jesli popracuje to może bardzo dużo wnieść do druzyny...poczekajmy do wrzesnia, wtedy zobaczymy na własne oczy
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem
- hellraiser
- Junior
- Posty: 2479
- Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04
hellraiser pisze:Osobiściw zamiast Secrett w Gorzowie wolałbym Zolman.Nie jest to żadna wielka gwiazda ale bardzo mi się on podoba.
podoba Ci sie jako koszykarka czy dziewczyna?? albo oba?? bo mi zdecydownie i uroda i jej gra pasi... ciekawe czy ma jakieś indiańskie korzenie??
Cellar Door
No chyba że tutaj są emeryci, renciści, bądź inne osoby, które mają nadmiar czasu wolnego i szperają od A do Z

No chyba że tutaj są emeryci, renciści, bądź inne osoby, które mają nadmiar czasu wolnego i szperają od A do Z

- Edzia
- Junior
- Posty: 2018
- Rejestracja: 16 stycznia 2005, 13:32
- Lokalizacja: cztery domy, dwie ulice to są właśnie PABIANICE :-P
MARAS pisze:Zarzućcie jakąs jej fotą
Mówisz i masz
edit: ojjj...chyba nie doczytałam.. i to nie miała byc fota Secrett
Ostatnio zmieniony 20 lipca 2006, 15:52 przez Edzia, łącznie zmieniany 1 raz.
"Oto jest miłość.
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
- hellraiser
- Junior
- Posty: 2479
- Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04
osesek pisze:hellraiser pisze:Osobiściw zamiast Secrett w Gorzowie wolałbym Zolman.Nie jest to żadna wielka gwiazda ale bardzo mi się on podoba.
podoba Ci sie jako koszykarka czy dziewczyna?? albo oba?? bo mi zdecydownie i uroda i jej gra pasi... ciekawe czy ma jakieś indiańskie korzenie??![]()
Głownie gra choć jak chodzi o wygląd to jak na koszykarkę jest ładna.
Z jednej strony widać że to typ strzelca a z drugiej strony potrafi się dopasować do zepołu.
TYLKO CZY GORZÓW NA NIĄ STAĆ.choć chyba nie jest dużo droższa od Secrett????Tak mi się wydaję.


Nowe twarze FGBL: Dominique Canty
Dominique Canty jest bardzo doświadczoną koszykarką. Absolwentka Uniwersytetu Alabama od ośmiu sezonów występuje w zawodowej ligi WNBA, a i gra na europejskich parkietach nie jest jej obca. Była zawodniczka Spartaka Moskwa Region, Bnei Yehuda i Hapoelu Tel Aviv teraz będzie cieszyła grą kibiców spod Wawelu. - Cieszę się, że trafiłam do tak dobrego zespołu jak Wisła - mówi zawodniczka Wisły Can-Pack Kraków.
Dominique Danyell Canty ma już ugruntowaną pozycję w koszykarskim światku. Już podczas rywalizacji w akademickiej lidze NCAA uznawana była za jedną z najlepszych koszykarek całej ligi. Nie ma się temu co dziwić, skoro zawsze była liderką Uniwersytetu w Alabamie, a w ostatnim roku gry na uczelni nowa zawodniczka krakowskiej Wisły notowała średnio 18.1 punktów, 7.2 zbiórek i 3.6 asysty (wybrano ją do pierwszego zespołu całej ligi). – Występy w Alabamie nie tylko dały mi przepustkę do najlepszej ligi na świecie, ale także pozwoliły mi zdobyć zawód. Rodzice zawsze mi powtarzali, że sport owszem jest ważny, ale mimo wszystko najważniejsza jest edukacja. Karierę można skończyć w jednej chwili na skutek ciężkiej kontuzji, a wtedy pozostajemy sami sobie. Fani uwielbiają cię jak jesteś na piedestale. Gdy coś nie układa się po ich myśli, swoją sympatię przelewają na kogoś innego – mówi Amerykanka, która zdobyła przez cztery lata studiów specjalizację w kryminalistyce.
Po ukończeniu studiów przyszedł czas na rozpoczęcie nowego etapu. Uczelnianą koszulkę zamieniła na trykot drużyny Detroit Shock, która wybrała ją w trzeciej rundzie draftu z numerem 29. – To były olbrzymie emocje i ta niepewność. Wybiorą mnie czy nie? Tego nie da się po prostu opisać. Gdy w końcu usłyszałam swoje nazwisko skakałam i cieszyłam się jak małe dziecko. Do końca życia będę pamiętała tamten dzień – wspomina po latach 29-letnia zawodniczka. W Detroit spędziła cztery lata, a następnie uczestniczyła w wymianie pomiędzy Shock i Houston Comets. W tym ostatnim zespole gra do dzisiaj. – Ciężko jest porównywać obie drużyny. W każdym z nich czułam się naprawdę dobrze – mówi Amerykanka.
W przerwach między występami w Stanach Zjednoczonych Dominique występowała w Europie. Najpierw przez dłuższy okres czasu w Izraelu, a następnie przeniosła się do Rosji. – Granie w WNBA to duża nobilitacja, ale niestety sezon nie trwa zbyt długo. Nie lubię siedzieć bezczynnie stąd też decyzja o wyjeździe do Europy. Dużo słyszałam na temat koszykówki na Starym Kontynencie i przyznam, że się nie rozczarowałam – mówi nowa koszykarka Wisły. Czy nie miała wątpliwości przyjmując ofertę Wisły? – Bardzo lubię występować w Europie i cieszę się, że trafiłam do tak dobrego zespołu jak Wisła. Zagramy w Eurolidze, a to dla mnie sportowy awans. Dotychczas występowałam w mniej prestiżowym Pucharze FIBA i już nie mogę się doczekać rywalizacji w najsilniejszych rozgrywkach w Europie – wyjaśnia Canty.
Amerykanka tak ciepło wyraża się o krakowskim klubie, że nawet nie przeraża jej fakt przyjazdu do zupełnie nieznanego kraju. – A czego tu się bać. Wszyscy co prawdą mówią, że w Polsce jest zimno, ale takie temperatury nie są mi obce. Skoro wytrzymałam w Moskwie to czemu nie miałabym tego uczynić w Polsce? – śmieje się rozgrywająca drużyny spod Wawelu.
Wojciech Strzebińczyk
www.plkk.pl
Dominique Canty jest bardzo doświadczoną koszykarką. Absolwentka Uniwersytetu Alabama od ośmiu sezonów występuje w zawodowej ligi WNBA, a i gra na europejskich parkietach nie jest jej obca. Była zawodniczka Spartaka Moskwa Region, Bnei Yehuda i Hapoelu Tel Aviv teraz będzie cieszyła grą kibiców spod Wawelu. - Cieszę się, że trafiłam do tak dobrego zespołu jak Wisła - mówi zawodniczka Wisły Can-Pack Kraków.
Dominique Danyell Canty ma już ugruntowaną pozycję w koszykarskim światku. Już podczas rywalizacji w akademickiej lidze NCAA uznawana była za jedną z najlepszych koszykarek całej ligi. Nie ma się temu co dziwić, skoro zawsze była liderką Uniwersytetu w Alabamie, a w ostatnim roku gry na uczelni nowa zawodniczka krakowskiej Wisły notowała średnio 18.1 punktów, 7.2 zbiórek i 3.6 asysty (wybrano ją do pierwszego zespołu całej ligi). – Występy w Alabamie nie tylko dały mi przepustkę do najlepszej ligi na świecie, ale także pozwoliły mi zdobyć zawód. Rodzice zawsze mi powtarzali, że sport owszem jest ważny, ale mimo wszystko najważniejsza jest edukacja. Karierę można skończyć w jednej chwili na skutek ciężkiej kontuzji, a wtedy pozostajemy sami sobie. Fani uwielbiają cię jak jesteś na piedestale. Gdy coś nie układa się po ich myśli, swoją sympatię przelewają na kogoś innego – mówi Amerykanka, która zdobyła przez cztery lata studiów specjalizację w kryminalistyce.
Po ukończeniu studiów przyszedł czas na rozpoczęcie nowego etapu. Uczelnianą koszulkę zamieniła na trykot drużyny Detroit Shock, która wybrała ją w trzeciej rundzie draftu z numerem 29. – To były olbrzymie emocje i ta niepewność. Wybiorą mnie czy nie? Tego nie da się po prostu opisać. Gdy w końcu usłyszałam swoje nazwisko skakałam i cieszyłam się jak małe dziecko. Do końca życia będę pamiętała tamten dzień – wspomina po latach 29-letnia zawodniczka. W Detroit spędziła cztery lata, a następnie uczestniczyła w wymianie pomiędzy Shock i Houston Comets. W tym ostatnim zespole gra do dzisiaj. – Ciężko jest porównywać obie drużyny. W każdym z nich czułam się naprawdę dobrze – mówi Amerykanka.
W przerwach między występami w Stanach Zjednoczonych Dominique występowała w Europie. Najpierw przez dłuższy okres czasu w Izraelu, a następnie przeniosła się do Rosji. – Granie w WNBA to duża nobilitacja, ale niestety sezon nie trwa zbyt długo. Nie lubię siedzieć bezczynnie stąd też decyzja o wyjeździe do Europy. Dużo słyszałam na temat koszykówki na Starym Kontynencie i przyznam, że się nie rozczarowałam – mówi nowa koszykarka Wisły. Czy nie miała wątpliwości przyjmując ofertę Wisły? – Bardzo lubię występować w Europie i cieszę się, że trafiłam do tak dobrego zespołu jak Wisła. Zagramy w Eurolidze, a to dla mnie sportowy awans. Dotychczas występowałam w mniej prestiżowym Pucharze FIBA i już nie mogę się doczekać rywalizacji w najsilniejszych rozgrywkach w Europie – wyjaśnia Canty.
Amerykanka tak ciepło wyraża się o krakowskim klubie, że nawet nie przeraża jej fakt przyjazdu do zupełnie nieznanego kraju. – A czego tu się bać. Wszyscy co prawdą mówią, że w Polsce jest zimno, ale takie temperatury nie są mi obce. Skoro wytrzymałam w Moskwie to czemu nie miałabym tego uczynić w Polsce? – śmieje się rozgrywająca drużyny spod Wawelu.
Wojciech Strzebińczyk
www.plkk.pl
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Nowe twarze FGBL: Jocelyn Penn
Ma za sobą występy w zawodowej lidze WNBA, a także spróbowała już gry na Starym Kontynencie występując w Izraelu i Chorwacji. Teraz Jocelyn Penn swoją karierę będzie kontynuowała w Polsce, w drużynie AZS-u Kolegium Karkonoskiego Jelenia Góra. – Nie odbieram tego w kategoriach sportowej degradacji – mówi amerykańska skrzydłowa.
Jocelyn Penn od samego początku koszykarskiej kariery uważana była za gwiazdę pierwszej wielkości. Na Uniwersytecie South Carolina to ona była liderką drużyny, a dzięki swojej dobrej grze tworzy bogatą historię uczelni. – Nigdy nie grałam dla własnych statystyk tylko dla zwycięstw mojego zespołu – mówi skromnie amerykańska koszykarka, która zajmuje czwarte miejsce w klasyfikacji najlepiej punktujących koszykarek (1903 punktów przez 4 lata gry), czwarte miejsce w klasyfikacji najlepiej zbierających zawodniczek (903 zbiórki) i czwarte miejsce w klasyfikacji najlepiej przechwytujących (359 przechwytów) graczy swojej uczelni. – Na pewno ten okres swojego życia będę wspominała bardzo miło. Nawet teraz, kiedy już zawodowo zajmuję się koszykówką, nie zapominam ile dał mi Uniwersytet South Carolina. Nie tylko ukształtowano mnie tam pod względem sportowym, ale także dano mi możliwość zdobycia zawodu. Zawsze będę im za to wdzięczna – dodaje Jocelyn Penn.
Świetnie grającą koszykarkę wypatrzyli ludzie związani z ligą WNBA. Gra w najwspanialszej lidze świata to marzenie każdej zawodniczki. Podobnie było w przypadku skrzydłowej AZS-u Kolegium Karkonoskiego Jelenia Góra, która z dziewiątym numerem w drafcie została wybrana przez Charlotte Sting. – To ogromne przeżycie dla każdej młodej koszykarki zagrać wśród najlepszych zawodniczek, które do tej pory znałam tylko z telewizji. Lisa Leslie, Sheryl Swoopes czy też Yolanda Griffith były dosłownie na wyciągnięcie ręki, o czym wcześniej w ogóle nie miałam co marzyć – opowiada skrzydłowa jeleniogórskiego klubu. Jej przygoda z zawodową ligą trwała tylko jeden sezon. Pomimo usilnych prób angażu w kolejnych sezonach nie dane jej było znów zasmakować gry wśród najlepszych. – Było to dla mnie duże rozczarowanie. Gdy już wydawało się, że naprawdę szefom klubu zależy na tobie, następował nagły zwrot sytuacji i rezygnowano z moich usług. To bardzo frustrujące – dodaje Jocelyn.
Swoje drogi skierowała więc w stronę Starego Kontynentu. Występowała na parkietach w Izraelu i Chorwacji będąc w obu krajach czołową koszykarką. – Bardzo miło wspominam swoje występy w Izraelu. Silna liga, dobry zespół no i do mojej formy nie miałam żadnych zastrzeżeń. Jedyny minus to sytuacja polityczna kraju. Ciągłe zagrożenie życia źle na mnie wpływało. Niby wszystko rozgrywało się z dala od nas, ale to wciąż był ten sam kraj i coś siedziało w mojej głowie. Z jednej strony chciałam dalej grać, z drugiej czym prędzej wracać do Stanów Zjednoczonych. W wyborze decyzji pomogła mi propozycja ponownej gry w WNBA, chociaż później okazało się, że ostatecznie w lidze WNBA nie zagrałam – mówi Penn. – O Chorwacji chcę jak najszybciej zapomnieć, więc nie dopytuj się o szczegóły. Mogę powiedzieć jedno. Podpisanie umowy w tym kraju to był mój życiowy błąd, a szefowie Croatii okazali się zwykłymi oszustami – kończy chorwacki temat Amerykanka, która po przerwie świątecznej nie wróciła już do Chorwacji. Działacze Croatii nie wykupili jej biletu powrotnego i mając olbrzymie problemy finansowe rozwiązali kontrakt, nie wypłacając wynagrodzenia wynikającego z zapisów umowy.
Teraz kolejnym przystankiem w jej zawodowej karierze będzie Polska. – Wiele moich koleżanek pyta, dlaczego wybrałam ofertę gry w Polsce skoro jeszcze nie tak dawno występowałam w zamożniejszych i silniejszych ligach. Odpowiadam im, że nie odbieram tego w kategoriach sportowej degradacji, bowiem lubię wyzwania i za takie traktuję także grę w Polsce – mówi amerykańska skrzydłowa, która do Jeleniej Góry przyjedzie na początku października. – Wiem czego wymagają ode mnie prezesi i trenerzy nowego zespołu. Postaram się nie zawieźć ich oczekiwań, chociaż nie znam jeszcze siły mojego zespołu. Mój agent przekazał mi jednak, że oprócz mnie zakontraktowano także dwie inne Amerykanki co mnie niezmiernie cieszy. Po pierwsze oznacza to, że klub ma ambitne cele, a po drugie łatwiej o aklimatyzację w nowym otoczeniu – kończy Jocelyn Penn.
Wojciech Strzebińczyk
www.plkk.pl
Ma za sobą występy w zawodowej lidze WNBA, a także spróbowała już gry na Starym Kontynencie występując w Izraelu i Chorwacji. Teraz Jocelyn Penn swoją karierę będzie kontynuowała w Polsce, w drużynie AZS-u Kolegium Karkonoskiego Jelenia Góra. – Nie odbieram tego w kategoriach sportowej degradacji – mówi amerykańska skrzydłowa.
Jocelyn Penn od samego początku koszykarskiej kariery uważana była za gwiazdę pierwszej wielkości. Na Uniwersytecie South Carolina to ona była liderką drużyny, a dzięki swojej dobrej grze tworzy bogatą historię uczelni. – Nigdy nie grałam dla własnych statystyk tylko dla zwycięstw mojego zespołu – mówi skromnie amerykańska koszykarka, która zajmuje czwarte miejsce w klasyfikacji najlepiej punktujących koszykarek (1903 punktów przez 4 lata gry), czwarte miejsce w klasyfikacji najlepiej zbierających zawodniczek (903 zbiórki) i czwarte miejsce w klasyfikacji najlepiej przechwytujących (359 przechwytów) graczy swojej uczelni. – Na pewno ten okres swojego życia będę wspominała bardzo miło. Nawet teraz, kiedy już zawodowo zajmuję się koszykówką, nie zapominam ile dał mi Uniwersytet South Carolina. Nie tylko ukształtowano mnie tam pod względem sportowym, ale także dano mi możliwość zdobycia zawodu. Zawsze będę im za to wdzięczna – dodaje Jocelyn Penn.
Świetnie grającą koszykarkę wypatrzyli ludzie związani z ligą WNBA. Gra w najwspanialszej lidze świata to marzenie każdej zawodniczki. Podobnie było w przypadku skrzydłowej AZS-u Kolegium Karkonoskiego Jelenia Góra, która z dziewiątym numerem w drafcie została wybrana przez Charlotte Sting. – To ogromne przeżycie dla każdej młodej koszykarki zagrać wśród najlepszych zawodniczek, które do tej pory znałam tylko z telewizji. Lisa Leslie, Sheryl Swoopes czy też Yolanda Griffith były dosłownie na wyciągnięcie ręki, o czym wcześniej w ogóle nie miałam co marzyć – opowiada skrzydłowa jeleniogórskiego klubu. Jej przygoda z zawodową ligą trwała tylko jeden sezon. Pomimo usilnych prób angażu w kolejnych sezonach nie dane jej było znów zasmakować gry wśród najlepszych. – Było to dla mnie duże rozczarowanie. Gdy już wydawało się, że naprawdę szefom klubu zależy na tobie, następował nagły zwrot sytuacji i rezygnowano z moich usług. To bardzo frustrujące – dodaje Jocelyn.
Swoje drogi skierowała więc w stronę Starego Kontynentu. Występowała na parkietach w Izraelu i Chorwacji będąc w obu krajach czołową koszykarką. – Bardzo miło wspominam swoje występy w Izraelu. Silna liga, dobry zespół no i do mojej formy nie miałam żadnych zastrzeżeń. Jedyny minus to sytuacja polityczna kraju. Ciągłe zagrożenie życia źle na mnie wpływało. Niby wszystko rozgrywało się z dala od nas, ale to wciąż był ten sam kraj i coś siedziało w mojej głowie. Z jednej strony chciałam dalej grać, z drugiej czym prędzej wracać do Stanów Zjednoczonych. W wyborze decyzji pomogła mi propozycja ponownej gry w WNBA, chociaż później okazało się, że ostatecznie w lidze WNBA nie zagrałam – mówi Penn. – O Chorwacji chcę jak najszybciej zapomnieć, więc nie dopytuj się o szczegóły. Mogę powiedzieć jedno. Podpisanie umowy w tym kraju to był mój życiowy błąd, a szefowie Croatii okazali się zwykłymi oszustami – kończy chorwacki temat Amerykanka, która po przerwie świątecznej nie wróciła już do Chorwacji. Działacze Croatii nie wykupili jej biletu powrotnego i mając olbrzymie problemy finansowe rozwiązali kontrakt, nie wypłacając wynagrodzenia wynikającego z zapisów umowy.
Teraz kolejnym przystankiem w jej zawodowej karierze będzie Polska. – Wiele moich koleżanek pyta, dlaczego wybrałam ofertę gry w Polsce skoro jeszcze nie tak dawno występowałam w zamożniejszych i silniejszych ligach. Odpowiadam im, że nie odbieram tego w kategoriach sportowej degradacji, bowiem lubię wyzwania i za takie traktuję także grę w Polsce – mówi amerykańska skrzydłowa, która do Jeleniej Góry przyjedzie na początku października. – Wiem czego wymagają ode mnie prezesi i trenerzy nowego zespołu. Postaram się nie zawieźć ich oczekiwań, chociaż nie znam jeszcze siły mojego zespołu. Mój agent przekazał mi jednak, że oprócz mnie zakontraktowano także dwie inne Amerykanki co mnie niezmiernie cieszy. Po pierwsze oznacza to, że klub ma ambitne cele, a po drugie łatwiej o aklimatyzację w nowym otoczeniu – kończy Jocelyn Penn.
Wojciech Strzebińczyk
www.plkk.pl
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
- Edzia
- Junior
- Posty: 2018
- Rejestracja: 16 stycznia 2005, 13:32
- Lokalizacja: cztery domy, dwie ulice to są właśnie PABIANICE :-P
Soku pisze:Edzia: taka doswiadczona forumowiczka, a popelnia takie bledy. O Penn mozemy przeczytac to samo posta wyzej.
Oj, tam od razu doświadczona
"Oto jest miłość.
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
Nowe twarze FGBL: Julia Demirer
Jej rodzice szybko wyjechali do Stanów Zjednoczonych. Ona sama zawsze chciała wrócić do Polski i cieszyć swoją grą kibiców w naszym kraju. Jej marzenie spełniło się przed nadchodzącym sezonem. Julia Suzan Demirer zagra w drużynie AZS-u Kolegium Karkonoskiego Jelenia Góra.
Urodzonej w 1981 roku nowej zawodniczce jeleniogórskiego klubu nie było dane występować w Polsce. Jej rodzice wyjechali do Stanów Zjednoczonych i dopiero tam, z biegiem czasu i lat zaraziła się wielką miłością do koszykówki. – Wszyscy wiemy jaka wtedy panowała sytuacja w Polsce. Stan wojenny na wielu wywarł olbrzymi wpływ. Nie inaczej było w przypadku moich rodziców, którzy wyjechali do Ameryki.. Wtedy nie widzieli oni możliwości dalszego życia w Polsce, jednak ja zawsze marzyłam, aby przyjechać do rodzinnego kraju i grać dla polskich kibiców – mówi Julia.
Po ukończeniu edukacji w jednej z amerykańskich uczelni Julia Demirer kontynuowała już zawodową karierę w Europie. Po zakończonym sezonie w lidze szwedzkiej, gdzie w barwach Umea Comets zdobywała średnio 13 punktów i zbierała z tablic 13 piłek (drugie miejsce w tej klasyfikacji) podpisała umowę z austriackim zespołem BK Systemlogistik Duchess Klosterneuburg. W lidze austriackiej notowała w każdym spotkaniu blisko 18 punktów i 15 zbiórek. – Znam swoją wartość i tym samym wiedziałam, że na zawodową ligę WNBA nie mam co liczyć – mówi koszykarka. – Z drugiej strony bardzo chciałam zagrać w Polsce stąd też od samego początku szukałam klubu właśnie w tej części Europy. Najpierw występowałam w Szwecji, potem w Austrii, a więc coraz biliżej Polski. Cieszę się, że moje marzenia ziściły się przed nadchodzącym sezonem – dodaje Demirer.
Wszystko za sprawą działaczy AZS-u Kolegium Karkonoskiego Jelenia Góra, którzy w obliczu fiaska negocjacji z Martą Żyłczyńską, postawili właśnie na Demirer. – To w ogóle długa historia – śmieje się Amerykanka polskiego pochodzenia. – Znalazłam kiedyś w Internecie stronę jednej z polskich agencji koszykarskich. Napisałam e-maila i tak to się wszystko potoczyło. Działacze z Jeleniej Góry obejrzeli moją grę na DVD i szybko doszliśmy do porozumienia. Pieniądze nie były dla mnie najważniejsze, więc tą sprawą w ogóle nie zawracałam sobie głowy. Dla mnie liczyła się gra w Polsce i dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że sprawdzę swoje umiejętności w rodzinnym kraju – wyjaśnia Julia.
Dzięki swoim 184 cm wzrostu, a także dużym umiejętnościom, Julia Suzan Demirer może występować na pozycjach niskiej i silnej skrzydłowej. – W zasadzie nie robi mi większej różnicy, na której z tych pozycji gram. W ostatnim sezonie częściej występowałam na pozycji silnej skrzydłowej, ale wynikało to przede wszystkim z możliwości kadrowych drużyn, w których grałam. Na nadmiar wysokich koszykarek nie mogliśmy narzekać, stąd tez trenerzy właśnie mi powierzali rolę silnej skrzydłowej – tłumaczy Demirer.
Do Polski nowa koszykarka AZS-u dotrze na początku września. – Prawdę mówiąc to już nie mogę się doczekać tej chwili, kiedy wyląduje w Polsce i zacznę przygotowania z nową drużyną. Przy okazji pozdrawiam wszystkich kibiców Polsce. Do zobaczenia już wkrótce – kończy uradowana Julia.
Wojciech Strzebińczyk
www.plkk.pl
Jej rodzice szybko wyjechali do Stanów Zjednoczonych. Ona sama zawsze chciała wrócić do Polski i cieszyć swoją grą kibiców w naszym kraju. Jej marzenie spełniło się przed nadchodzącym sezonem. Julia Suzan Demirer zagra w drużynie AZS-u Kolegium Karkonoskiego Jelenia Góra.
Urodzonej w 1981 roku nowej zawodniczce jeleniogórskiego klubu nie było dane występować w Polsce. Jej rodzice wyjechali do Stanów Zjednoczonych i dopiero tam, z biegiem czasu i lat zaraziła się wielką miłością do koszykówki. – Wszyscy wiemy jaka wtedy panowała sytuacja w Polsce. Stan wojenny na wielu wywarł olbrzymi wpływ. Nie inaczej było w przypadku moich rodziców, którzy wyjechali do Ameryki.. Wtedy nie widzieli oni możliwości dalszego życia w Polsce, jednak ja zawsze marzyłam, aby przyjechać do rodzinnego kraju i grać dla polskich kibiców – mówi Julia.
Po ukończeniu edukacji w jednej z amerykańskich uczelni Julia Demirer kontynuowała już zawodową karierę w Europie. Po zakończonym sezonie w lidze szwedzkiej, gdzie w barwach Umea Comets zdobywała średnio 13 punktów i zbierała z tablic 13 piłek (drugie miejsce w tej klasyfikacji) podpisała umowę z austriackim zespołem BK Systemlogistik Duchess Klosterneuburg. W lidze austriackiej notowała w każdym spotkaniu blisko 18 punktów i 15 zbiórek. – Znam swoją wartość i tym samym wiedziałam, że na zawodową ligę WNBA nie mam co liczyć – mówi koszykarka. – Z drugiej strony bardzo chciałam zagrać w Polsce stąd też od samego początku szukałam klubu właśnie w tej części Europy. Najpierw występowałam w Szwecji, potem w Austrii, a więc coraz biliżej Polski. Cieszę się, że moje marzenia ziściły się przed nadchodzącym sezonem – dodaje Demirer.
Wszystko za sprawą działaczy AZS-u Kolegium Karkonoskiego Jelenia Góra, którzy w obliczu fiaska negocjacji z Martą Żyłczyńską, postawili właśnie na Demirer. – To w ogóle długa historia – śmieje się Amerykanka polskiego pochodzenia. – Znalazłam kiedyś w Internecie stronę jednej z polskich agencji koszykarskich. Napisałam e-maila i tak to się wszystko potoczyło. Działacze z Jeleniej Góry obejrzeli moją grę na DVD i szybko doszliśmy do porozumienia. Pieniądze nie były dla mnie najważniejsze, więc tą sprawą w ogóle nie zawracałam sobie głowy. Dla mnie liczyła się gra w Polsce i dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że sprawdzę swoje umiejętności w rodzinnym kraju – wyjaśnia Julia.
Dzięki swoim 184 cm wzrostu, a także dużym umiejętnościom, Julia Suzan Demirer może występować na pozycjach niskiej i silnej skrzydłowej. – W zasadzie nie robi mi większej różnicy, na której z tych pozycji gram. W ostatnim sezonie częściej występowałam na pozycji silnej skrzydłowej, ale wynikało to przede wszystkim z możliwości kadrowych drużyn, w których grałam. Na nadmiar wysokich koszykarek nie mogliśmy narzekać, stąd tez trenerzy właśnie mi powierzali rolę silnej skrzydłowej – tłumaczy Demirer.
Do Polski nowa koszykarka AZS-u dotrze na początku września. – Prawdę mówiąc to już nie mogę się doczekać tej chwili, kiedy wyląduje w Polsce i zacznę przygotowania z nową drużyną. Przy okazji pozdrawiam wszystkich kibiców Polsce. Do zobaczenia już wkrótce – kończy uradowana Julia.
Wojciech Strzebińczyk
www.plkk.pl
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość
