Rozmowa z rodowitą przemyślanką, koszykarką Wisły Kraków, a niebawem Tyler Junior College w hrabstwie Apache w stanie Arizona 18-letnią
Sylwią Janas.
Sylwia jedzie za ocean
Grę w basket zaczynała u Piotra Musijowskiego w UKS „Morawa”. Potem wraz z nim i kilkoma najzdolniejszymi dziewczętami trafiła do Lotnika Wierzawice. Jest bardzo uzdolniona i ambitna. Obecnie ma 18 lat i mierzy 183 cm. Ustawiana jest na pozycji środkowej, ale sama lepiej czuje się jako silna skrzydłowa. W rezerwach wicemistrzyń Polski – Wisły Kraków jest jedną z najlepszych zawodniczek. W minionym sezonie, występując w małopolskiej lidze juniorek starszych i juniorek, została i tu, i tu „królową strzelczyń” rozgrywek. Teraz postanowiła wyjechać do kolebki basketu – Stanów Zjednoczonych, aby tam pobierać naukę gry od najlepszych na świecie.
Kiedy zaczęła się twoja przygoda z koszykówką?
– To było w pierwszej klasie gimnazjum. Miałam wtedy 13 lat. Trener Piotr Musijowski tworzył dziewczęcą drużynę. Poszłam na pierwszy trening i już zostałam. Miałam wtedy 175 centymetrów wzrostu. Od początku pan Piotr ustawił mnie na pozycji centra, bo byłam najwyższa w grupie.
Dlaczego wtedy zdecydowałaś się na koszykówkę?
– Sportem w ogóle zaraził mnie tato. On jednak uprawiał lekkoatletykę, a mnie od samego początku spodobała się koszykówka. Chodziłam z nim i moim bratem pograć na salę gimnastyczną.
Jak trafiłaś do Wisły Kraków?
– Kiedyś na jednym z treningów nasz trener powiedział, że chce naszą grupę zobaczyć szkoleniowiec Wisły Kraków Marek Grzelak. Przede wszystkim mnie, Jessicę Musijowską i Magdalenę. Pojechałyśmy we trzy do Krakowa. Wszystkie spodobałyśmy się mu, jednak wyszło tak, że na stałe pojechałam tam tylko ja. Jestem od dziewczyn starsza o rok i wiedziałam, że jeśli się nie zdecyduję, to nie będę grała w koszykówkę. W Przemyślu nie ma na to szans. W Krakowie skończyłam liceum. Po miesiącu treningów u pana Grzelaka przeszłam do bezpośredniego zaplecza Wisły, do zespołu rezerwowego, który występuje w I lidze.
Miałaś okazję trenować z pierwszym zespołem?
– Tak, choć nigdy o tym nie marzyłam. Tam niezwykle ciężko się dostać, bo najwyższa półka. To było wtedy, kiedy nasze największe gwiazdy, czyli Amerykanki: Anna DeForge, Kara Brown-Braxton czy Candice Dupree wyjechały na Mecz Gwiazd. Trener Downar-Zapolski zaprosił mnie do treningu.
Który mecz pamiętasz najlepiej?
– Tyle ich było... Ale najlepszy mój występ w dorosłej koszykówce miał miejsce w spotkaniu z liderem I ligi AZS AWF Katowice, który sensacyjnie wygrałyśmy w hali przy Reymonta, a ja rzuciłam wówczas najwięcej, bo aż 21 punktów. W kategorii juniorek najlepsze w moim wykonaniu były finały mistrzostw Polski. Mimo dobrej gry, nie udało się nam wywalczyć podium. Zdobyłyśmy miedziane medale za 4. miejsce. Niestety.
W którymś momencie przychodzi czas na podjęcie konkretnej decyzji. Albo sport, albo nauka, albo robię co innego ze swoim życiem.
Zdecydowałaś już?
– Jasne. Oczywiście wybrałam sport i zawodową grę w koszykówkę. Podjęłam tę decyzję w tym roku. Gdy byłam w Krakowie, to jeszcze nie do końca byłam pewna. Wówczas zdecydowałam się jeszcze uczęszczać na zajęcia z rysunku, bo chciałam iść na studia, na architekturę. W styczniu zrezygnowałam, bo wiedziałam, że muszę coś wybrać.
Ile razy trenujesz?
– Oczywiście codziennie. Rano zawsze na siłowni, gdzie szlifujemy sprawność ogólną. W weekendy nie ma na to czasu, bo gramy mecze. Ja w zakończonym sezonie występowałam aż w trzech kategoriach wiekowych, bo wśród seniorek, juniorek starszych i juniorek. Gdy zrezygnowałam z zajęć z rysunku, postanowiłam trenować dwa razy dziennie. Miałam indywidualne treningi z panią trener Martą Starowicz.
Skąd pomysł wyjazdu do Stanów Zjednoczonych?
– Patrzyłam i słuchałam starszych. Pomysł podsunęła mi koleżanka z zespołu Patrycja Czepiec. Tam skończyła studia, była tam pięć lat, ucząc się koszykówki. Wyjeżdżam 7 sierpnia. W moim college\'u mam się stawić 15 sierpnia. Jadę szybciej do moich przyjaciół, aby się zaaklimatyzować.
Czego się tam spodziewasz?
– Głównie jadę tam, aby podszkolić się w koszykówce, aby w przyszłości grać jak najlepiej. Nauka w college\'u trwa dwa lata, potem mogę iść na trzeci rok na uniwersytet. Nie wiem, jak to będzie. Trochę się boję, bo nie wiem, czy się zaaklimatyzuję. Oczywiście planuję wrócić do Polski.
Życzę powodzenia!
Źródło: Życie Podkarpackie
Nie wiedzaialem, ze jedna z najlepszych zawodniczek rezerw Wisly pochodzi z mojego rodzinnego miasta.

Oby po nabraniu doswiadczen w USA zasilila z powodzeniem pierwszy team Bialej Gwiazdy.