Hop! na pudło - co najmniej do niedzieli
Niezwykłej wagi mecz rozegrały zawodniczki ŁKS. Stawką było 3 miejsce w ligowej tabeli - co najmniej do niedzieli, wtedy bowiem swoją szansę otrzymają koszykarki CCC Polkowice. Zadanie przed nimi jednak trudne, by nie powiedzieć niezwykle trudne. Jedyną szansą bowiem na wyprzedzenie nas jest zwycięstwo z krakowską Wisłą, a jak wiemy znalezienie trudniejszego rywala w Polsce nie jest możliwe. Za tydzień gramy z ostatnim w tabeli SMS Łomianki, wiele wskazuje więc na to, że dość długo możemy cieszyć się z tak doskonałej pozycji w tabeli.
Świetnie zaadaptowała się w nowym zespole Brazylijka Renata Oliveira. Podczas swojego debiutu zdobyła dla ekipy Mirosława Trześniewskiego 25 punktów, dodając do tego 6 zbiórek i 10 asyst. Wśród pokonanych bardzo dobrze zagrała Aleksandra Karpińska. Reprezentacyjna skrzydłowa zdobyła 20 punktów, aż 5 trafiając za trzy punkty.
ŁKS Siemens AGD Łódź - AZS PWSZ Sowood Gorzów Wielkopolski 69:63
ŁKS Siemens AGD: Oliveira 25, Skorek 15, Dominauskaite 12, Piątkowska 4, Krystofova 4, Wlaźlak 4, Owczarek 3, Żytomirska 2, Paixao 0
AZS PWSZ Sowood: Karpińska 20, Zalesiak 12, Chomać 9, Ristić 9, Kaszewska 5, Czarnecka 4, Żurowska 4, Czubak 0, Kozdroń 0, Banaszkiewicz 0
sędziowali: Czajka i Animucki
Fotorelacja
Był jeszcze jeden cel do zrealizowania, a mianowicie pokonanie rywala w wymiarze wyższym, niż porażka w pierwszej rundzie w Gorzowie (minimum 7 punktów). To się nie udało, wygraliśmy "+6". Pozostaje mieć nadzieję, że ten wynik nie będzie miał znaczenia w ustaleniu tabeli na końcu rozgrywek.
Niestety jest jeszcze jedna smutna wiadomość - już po 1,5 minuty gry opuściła parkiet z urazem kolana Eldra Paixao. Zmienniczka Sylwii Wlaźlak nie miała szansy na pełne zaprezentowanie swych nieprzeciętnych umiejętności w prowadzeniu gry, a trener Trześniewski na konferencji prasowej zdecydowanie potwierdził obserwację, iż niewątpliwie nie jest ona zawodniczką gorszą od rewelacyjnie grającej Renaty Oliveiry. Trzymamy kciuki za to, by uraz okazał się niezbyt groźny. No dobrze - tym samym całkowity "plan" marudzenia i narzekań mamy już wypełniony i śmiało możemy przejść do pozostałych, jakże radosnych aspektów sobotniego pojedynku.
12 zawodniczek w składzie ŁKS, w tym 9 grających, 8 zdobywających punkty (nie zdobyła tylko błyskawicznie kontuzjowana Eldra), przeciwko statystyce rywala 10 na 10 i 7 punktujących. Wygrane zbiórki 30-27, procent z gry 45 do 41, asysty 18 do 6, no i punkty 69-63. Cóż więcej można powiedzieć na poparcie tezy, iż mecz był niesamowicie wyrównany? Co więcej by dowieść, że zwycięstwo jak najbardziej zasłużone? Tak mówią liczby, one się nie mylą, jak jednak wyglądał mecz nieco mniej statystycznym okiem?
Zespół ŁKS rozpoczął mecz "starą" piątką zawodniczek. Od początku widać dokładnie plan, strategię gry rywala w obronie. Agresywne krycie na całym boisku, utrudnianie wyprowadzenia piłki - do takiej gry trzeba mieć naprawdę "końskie zdrowie"... Czy AZS to wytrzyma? - wytrzymał, ale na szczęście łodzianki także. Mogło się wydawać, że z możliwością wymiany na pozycji "1" (dla mniej zorientowanych - rozgrywająca) nie będzie tak trudno - do tego znane już niektórym kibicom walory Eldry, jak szybkość i doskonały "kozioł", będą stanowiły skuteczne antidotum na taką grę rywala. Niestety, już po 1,5-minutowym występie Paixao upada na kolano popchnięta w wyskoku po szybkim ataku na kosz" Jej występ się kończy.
Teraz przed Sylwią stanęło prawdziwe wyzwanie, któremu sprostała w pięknym stylu. Prawie 32 minuty na parkiecie. Choć nie można powiedzieć, iż była dziś w naprawdę dobrej dyspozycji, to za walkę należą się prawdziwe brawa. Oczywiście nie sposób nie docenić doskonałej gry zmieniającej ją na "1" Magdy Skorek, walczącej, punktującej, prowadzącej grę, oraz wspomagającej rozgrywające przy wyprowadzaniu piłek Renacie Oliveira.
A, no właśnie - Renata... Czy to przypadek, że kibice już po pierwszym meczu skandowali jej imię podczas tradycyjnego przybijania piątek? Nie, w tym sezonie na al.Unii nie ma przypadków - trudno sobie wyobrazić lepszy transfer w miejsce przebywającej na urlopie macierzyńskim Katarzyny Kenig. Szatan nie zawodniczka... - 25 punktów w tym 4 trójki i to wszystko na procencie z gry 50%, 100% celności z linii rzutów osobistych, do tego 6 zbiórek, 10 asyst (!), choć także 6 strat - wskaźnik eval 27. Acha, o prowadzeniu gry już nie wspominam... Trudno sobie wyobrazić lepszy debiut. No właśnie, debiut i do tego szykowany do gry w parze właśnie z Eldrą! Nie ma dokładnie niczego, co mogłoby w jej grze nie być dla nas pomocne - wręcz niezbędne w odniesieniu tego zwycięstwa.
Pierwszy raz w barwach ŁKS zagrała także pozyskana z CCC Olga Żytomirska - oczywiście debiut nie był tak spektakularny jak Renaty - ale całkiem udany. Życzymy jej powodzenia w barwach naszego klubu.
No i mecz - niezwykle wyrównany, choć od początku, z jedynym maleńkim minutowym wyjątkiem, przy prowadzeniu ŁKS. Brawa dla obu zespołów, brawa dla chwalonych na konferencji prasowej przez zawodniczkę gości - reprezentantkę kraju - Aleksandę Karpińską - kibiców ŁKS.
Jesteśmy na 3 miejscu w tabeli - kto przepowie, cóż jeszcze w tym sezonie może się wydarzyć? Ja tego nie zrobię... - nie chcę po prostu zapeszać!





