rozbawil mnie ten art, zwlaszcza fragment o wielkim Lotosie i jakimś tam Can Packu od puszek
Pan Sielski to jest jednak "miszcz pióra"
Koniec Euroligi dla Lotosu Gdynia, ale na jak długo?
Michał Sielski
Po kompromitującej porażce gdynianek z Gambrinusem Brno wicemistrzynie Polski są w minorowych nastrojach. Jeśli nie zdobędą w tym roku mistrzostwa Polski, mogą na długi czas pożegnać się z Euroligą.
Polska najprawdopodobniej straci drugie miejsce w Eurolidze. Już w tym sezonie wicemistrz naszego kraju, czyli Lotos, grał bardziej za zasługi. Ale po tegorocznych i poprzednich rozgrywkach, w których dokonania naszych klubów były mizerne, w przyszłym roku na luksus dwóch drużyn w Eurolidze raczej nie mamy co liczyć. W elicie zagra więc tylko mistrz i na razie wszystko wskazuje na to, że ponownie będzie nim Wisła Kraków. Cała nadzieja w tym, że zespół Elmedina Omanicia... zajdzie w Eurolidze jak najdalej i po prostu się zmęczy. Nadzieja nieco złudna, ale teraz Lotos musi liczyć na sprzyjające okoliczności. A dawniej mógł liczyć tylko na siebie i w zupełności to wystarczało.
Sezony, w których Lotos dwukrotnie zdobywał wicemistrzostwo Euroligi i był drugą drużyną klubowych mistrzostw świata, wydają się dziś niewyraźnym i niezbyt realnym snem o potędze. Dziś wszystko jest inne. Nawet symboliczne trzecie kwarty, w których gdynianki dobijały rywali, stały się teraz koszmarem. W środę Lotos przegrał trzecią kwartę z Gambrinusem Brno 9:20! "Aż" 9 punktów zdobył tylko dlatego, że mistrzynie Czech potraktowały końcówkę meczu jak sparing. Gdyby się przyłożyły, kompromitacja osiągnęłaby tragiczne rozmiary. Kibice i tak nie wytrzymali, wygwizdali drużynę i wcale się im nie dziwię. Dziwię się tylko, że gwizdało tak niewielu...
- Teraz musimy jak najszybciej zapomnieć o Eurolidze, skupić się na polskiej lidze i po prostu ją wygrać - mówi Magdalena Leciejewska, środkowa Lotosu. I trudno się z nią nie zgodzić, choć o pełnym wymazaniu tego sezonu z pamięci nie może być mowy. Na tle rywali w Eurolidze Lotos był w tym sezonie przeraźliwie słaby. I nie chodzi o to, by pastwić się nad zawodniczkami, bo większość z nich nigdy nie będzie grała na poziomie WNBA, tak samo jak ja nigdy nie będę pisał jak świętej pamięci Zdzisław Ambroziak. Chodzi o to, by ta sytuacja już nigdy się nie powtórzyła, bo w przeciwnym razie prezes Mieczysław Krawczyk będzie już mógł zacząć pisać wspomnienia pt. "Kiedyś Lotos był wielki".
Najwyższa porażka w historii występów w Eurolidze, którą Lotos poniósł w środę, spięła klamrą fatalny sezon gdynianek, który był dla gdyńskich kibiców tak przykry, jak ten ostatni mecz. Teraz klub uratować może już tylko jedno - pokonanie Wisły w finale mistrzostw Polski. Być może dobrze się stało, że Lotos nie musi męczyć siebie i nas kolejnymi występami w Eurolidze, ale jeśli przegra w finale mistrzostw Polski, ten sezon będzie najgorszy od całej dekady! Jeśli wielka firma, jaką jest Lotos, mająca europejskie ambicje biznesowe, przegra z producentem opakowań i puszek do konserw, jakim jest Can Pack, sponsor Wisły, to będzie to jasny sygnał, że komuś najwyraźniej pomyliły się priorytety. Bo Lotosowi brakuje tak naprawdę kilkadziesiąt tysięcy dolarów, by pozyskać klasową rozgrywającą i rozwiązać najbardziej palący problem drużyny. Bez niej znowu wszystko będzie wyglądało tak samo. Drużyna będzie prawie najlepsza, będzie grała prawie dobrze i prawie zdobędzie mistrzostwo Polski.
Teraz Lotos stoi na skrzyżowaniu i może wybrać tylko dwie drogi. Albo znajdzie się w czyśćcu i dzięki mistrzostwu Polski spróbuje odzyskać twarz, albo po raz kolejny przegra z Wisłą i znajdzie się w piekle, a z niego prawdopodobnie nie da się już wyjść. Na pewno skończyła się dla gdyńskich koszykarek pewna era. Zapoczątkowało to odejście Małgorzaty Dydek, potem podobnie uczyniła Agnieszka Bibrzycka. Teraz nie widać nawet gwiazdy, której odejście mogłoby znacząco wpłynąć na osłabienie zespołu. To symptomatyczne, bo jeśli wieloletni mistrz upadł tak nisko, to musi się podnieść i udowodnić swoją wielkość. Rozpocząć nową erę sukcesów i z podniesioną głową kroczyć ku kolejnym zwycięstwom. Nikt w Gdyni nie wyobraża sobie, że może być inaczej. Nie po to przecież miasto buduje nową halę, by grali w niej jedynie koszykarze Kagera. Poza tym nadzieja umiera przecież ostatnia.
www.gazeta.pl