TS Wisla Kraków-Lotos Gdynia 4-3-WISLA MISTRZEM POLSKI!
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Wisła - Lotos - decydujące starcie
Wak
Ford Germaz Ekstraklasa. Finał, mecz siódmy: Wisła Can-Pack Kraków - Lotos Gdynia, sobota, godz. 18.35. Dramatyczny i niezwykle emocjonujący koszykarski maraton o mistrzostwo Polski dobiega końca. W sobotę w hali przy ul. Reymonta zostanie rozegrany rozstrzygający siódmy mecz, w którym faworytkami są broniące tytułu wiślaczki.
Kto wierzył, że do tego spotkania dojdzie, skoro Wisła przegrywała już w finale play-offu 1:3? Z pewnością Anna Wielebnowska, która po czwartym spotkaniu spokojnie powiedziała: - Przyjechałam do Krakowa, by zdobyć złoty medal.
- Będzie bardzo ciężko, bo to mogło się już wcześniej skończyć. Ale z drugiej strony wcale nie musiało być tak dramatycznie, gdyby w trzecim meczu sędziowie zobaczyli faul w ostatniej sekundzie na Annie DeForge, albo nieco wcześniej na Chamique Holdsclaw - przypomina trener Wisły Elmedin Omanić.
Dlaczego w głosie szkoleniowca nie słychać optymizmu? - Nie gramy z Toruniem czy SMS-em Łomianki. To jest po pierwsze sport, a po drugie koszykówka kobieca, tu wszystko może się rozstrzygnąć w cztery sekundy, a nie w 40 minut - odpowiada Omanić.
Krakowianki muszą być tak skoncentrowane jak w szóstym spotkaniu, gdy z rzutów wolnych trafiały jak natchnione (17/18 ). A DeForge nie zmarnowała żadnego z dziesięciu osobistych! - Takie zawodniczki jak Anna czy Chamique trafiają albo nie. Tu nic trener nie może zrobić, nie da się tego wytłumaczyć ani przetrenowaniem, ani niedotrenowaniem, tylko koncentracją - podkreśla trener wiślaczek. Szkoleniowiec, pytany o zdrowie swoich podopiecznych, z uśmiechem dodaje. - Chciałbym, by Holdsclaw, mająca kłopoty z kolanami, rzuciła jeszcze raz 28 pkt i miała siedem zbiórek, a narzekająca cały sezon na bóle pleców DeForge rzuciła 22 "oczka" - ironizuje.
Sobotni mecz będzie piątą potyczką obu zespołów w ciągu dziewięciu dni. - W czwartek po meczu poszliśmy późno spać, bo dopiero o północy, a w piątek pobudka już o czwartej rano, samolot i o 10 byliśmy w Krakowie - wyjaśnia menadżer zespołu Piotr Dunin-Suligostowski.
Co można zmienić tuż przed tak ważnym spotkaniem? - Taktyki nie zmieniamy, w sobotę przed południem trochę porzucamy do kosza, najważniejsze, żeby dobrze wypocząć przed meczem - tłumaczy trener. Przy tak żywiołowym dopingu wypełnionej po brzegi hali Wisła będzie miała dodatkowy atut. A Lotos leży na talerzu. - Musimy go jeszcze zjeść - żartuje Omanić.
Gazeta.pl
Lotos gra w Krakowie o tytuł
Marcin Dajos
Lotos Gdynia na własne życzenie doprowadził do siódmego, decydującego meczu w finałach Ford Germaz Ekstraklasy. Wygrywając w serii finałowej z Wisłą 3:1, dał odebrać sobie wszystkie atuty, które pozwalały myśleć o odzyskaniu mistrzostwa Polski
Przy stanie rywalizacji 3:1 dla Lotosu wszyscy w Gdyni sądzili, że utracony przed rokiem tytuł mistrza Polski wróci nad morze. Wierzyły w to chyba najbardziej zawodniczki gdyńskiego zespołu, które jakby zapomniały, że do ostatecznego triumfu potrzebne są cztery zwycięstwa. Popełniając w dwóch ostatnich spotkaniach dużą liczbę błędów doprowadziły do dramatycznej końcówki finałów Ford Germaz Ekstraklasy.
Pierwszym błędem, który Lotos musi wyeliminować, to gra "jeden na jeden" tak w ataku, jak i w obronie. Słabość obrony w tym elemencie gry Lotosu obnażyła głównie Chamique Holdsclaw. Amerykanka trafiła 17 na 34 rzuty za dwa punkty w dwóch ostatnich meczach. Zaczynając grę na obwodzie, wygrywała pojedynki jeden na jeden i kończyła akcje wejściem pod kosz lub rzutem z półdystansu. Zawodniczki Lotosu zupełnie nie potrafiły powstrzymać tych zagrań.
Drugą przyczyna porażki było zmęczenie zawodniczek. Zwłaszcza Tan White brakowało już sił w końcówkach ostatnich meczów. W wielu pomeczowych komentarzach zarzucano trenerowi Lotosu Romanowi Skrzeczowi to, że nie wystawił do składu Betty Lennox. Jak nieoficjalnie dowiedziała się "Gazeta", Amerykanka nie poleciała do Krakowa, tylko wróciła do ojczyzny.
- Wygraliśmy trzy mecze z Wisłą i po tych zwycięstwach trudno było zmieniać skład. Oczywiście jeśli przegramy te finały, to biorę na siebie całą krytykę - mówił po ostatniej porażce trener Skrzecz. Ciężko mieć o to do niego pretensje, gdyż White świetnie pilnowała, przynajmniej do połowy obydwu spotkań, najgroźniejszą koszykarkę Wisły Anne DeForge. W dalszej części meczów było jednak widać już jej zmęczenie. Zresztą cały zespół Lotosu grał jakby na zwolnionych obrotach w dwóch ostatnich przegranych spotkaniach. Świetnie biegające do tej pory do kontrataków w wygranych meczach gdynianki najwyraźniej złapały zadyszkę.
Ostatnim, ale najbardziej widocznym błędem były straty piłki popełniane podczas kontr zespołu Lotosu. Nie można przy przewadze w ataku dwóch czy trzech na jednego podawać piłkę w aut lub co gorsze przeciwniczce. Takie błędy zdarzyły się wielokrotnie Nykeshy Sales, White czy Paulinie Pawlak. W taki oto sposób Lotos, zamiast wychodzić na prowadzenie w czwartych kwartach wspominanych wyżej meczów, sam nie zdobywał punktów i oddawał łatwe kosze przeciwniczkom.
- Takie sytuacje są niedopuszczalne na tym etapie rozgrywek - krytykuje trener Skrzecz. - Na szczęście pokazaliśmy już, że w Krakowie potrafimy wygrać i postaramy się tym razem nie zawieść naszych kibiców, a przede wszystkim samych siebie - dodaje gdyński szkoleniowiec.
Jeśli w ekspresowym tempie uda wyeliminować się Lotosowi te błędy, to koszykarki z Gdyni nie będą na straconej pozycji w ostatecznym starciu z Wisłą.
Gazeta.pl
Wak
Ford Germaz Ekstraklasa. Finał, mecz siódmy: Wisła Can-Pack Kraków - Lotos Gdynia, sobota, godz. 18.35. Dramatyczny i niezwykle emocjonujący koszykarski maraton o mistrzostwo Polski dobiega końca. W sobotę w hali przy ul. Reymonta zostanie rozegrany rozstrzygający siódmy mecz, w którym faworytkami są broniące tytułu wiślaczki.
Kto wierzył, że do tego spotkania dojdzie, skoro Wisła przegrywała już w finale play-offu 1:3? Z pewnością Anna Wielebnowska, która po czwartym spotkaniu spokojnie powiedziała: - Przyjechałam do Krakowa, by zdobyć złoty medal.
- Będzie bardzo ciężko, bo to mogło się już wcześniej skończyć. Ale z drugiej strony wcale nie musiało być tak dramatycznie, gdyby w trzecim meczu sędziowie zobaczyli faul w ostatniej sekundzie na Annie DeForge, albo nieco wcześniej na Chamique Holdsclaw - przypomina trener Wisły Elmedin Omanić.
Dlaczego w głosie szkoleniowca nie słychać optymizmu? - Nie gramy z Toruniem czy SMS-em Łomianki. To jest po pierwsze sport, a po drugie koszykówka kobieca, tu wszystko może się rozstrzygnąć w cztery sekundy, a nie w 40 minut - odpowiada Omanić.
Krakowianki muszą być tak skoncentrowane jak w szóstym spotkaniu, gdy z rzutów wolnych trafiały jak natchnione (17/18 ). A DeForge nie zmarnowała żadnego z dziesięciu osobistych! - Takie zawodniczki jak Anna czy Chamique trafiają albo nie. Tu nic trener nie może zrobić, nie da się tego wytłumaczyć ani przetrenowaniem, ani niedotrenowaniem, tylko koncentracją - podkreśla trener wiślaczek. Szkoleniowiec, pytany o zdrowie swoich podopiecznych, z uśmiechem dodaje. - Chciałbym, by Holdsclaw, mająca kłopoty z kolanami, rzuciła jeszcze raz 28 pkt i miała siedem zbiórek, a narzekająca cały sezon na bóle pleców DeForge rzuciła 22 "oczka" - ironizuje.
Sobotni mecz będzie piątą potyczką obu zespołów w ciągu dziewięciu dni. - W czwartek po meczu poszliśmy późno spać, bo dopiero o północy, a w piątek pobudka już o czwartej rano, samolot i o 10 byliśmy w Krakowie - wyjaśnia menadżer zespołu Piotr Dunin-Suligostowski.
Co można zmienić tuż przed tak ważnym spotkaniem? - Taktyki nie zmieniamy, w sobotę przed południem trochę porzucamy do kosza, najważniejsze, żeby dobrze wypocząć przed meczem - tłumaczy trener. Przy tak żywiołowym dopingu wypełnionej po brzegi hali Wisła będzie miała dodatkowy atut. A Lotos leży na talerzu. - Musimy go jeszcze zjeść - żartuje Omanić.
Gazeta.pl
Lotos gra w Krakowie o tytuł
Marcin Dajos
Lotos Gdynia na własne życzenie doprowadził do siódmego, decydującego meczu w finałach Ford Germaz Ekstraklasy. Wygrywając w serii finałowej z Wisłą 3:1, dał odebrać sobie wszystkie atuty, które pozwalały myśleć o odzyskaniu mistrzostwa Polski
Przy stanie rywalizacji 3:1 dla Lotosu wszyscy w Gdyni sądzili, że utracony przed rokiem tytuł mistrza Polski wróci nad morze. Wierzyły w to chyba najbardziej zawodniczki gdyńskiego zespołu, które jakby zapomniały, że do ostatecznego triumfu potrzebne są cztery zwycięstwa. Popełniając w dwóch ostatnich spotkaniach dużą liczbę błędów doprowadziły do dramatycznej końcówki finałów Ford Germaz Ekstraklasy.
Pierwszym błędem, który Lotos musi wyeliminować, to gra "jeden na jeden" tak w ataku, jak i w obronie. Słabość obrony w tym elemencie gry Lotosu obnażyła głównie Chamique Holdsclaw. Amerykanka trafiła 17 na 34 rzuty za dwa punkty w dwóch ostatnich meczach. Zaczynając grę na obwodzie, wygrywała pojedynki jeden na jeden i kończyła akcje wejściem pod kosz lub rzutem z półdystansu. Zawodniczki Lotosu zupełnie nie potrafiły powstrzymać tych zagrań.
Drugą przyczyna porażki było zmęczenie zawodniczek. Zwłaszcza Tan White brakowało już sił w końcówkach ostatnich meczów. W wielu pomeczowych komentarzach zarzucano trenerowi Lotosu Romanowi Skrzeczowi to, że nie wystawił do składu Betty Lennox. Jak nieoficjalnie dowiedziała się "Gazeta", Amerykanka nie poleciała do Krakowa, tylko wróciła do ojczyzny.
- Wygraliśmy trzy mecze z Wisłą i po tych zwycięstwach trudno było zmieniać skład. Oczywiście jeśli przegramy te finały, to biorę na siebie całą krytykę - mówił po ostatniej porażce trener Skrzecz. Ciężko mieć o to do niego pretensje, gdyż White świetnie pilnowała, przynajmniej do połowy obydwu spotkań, najgroźniejszą koszykarkę Wisły Anne DeForge. W dalszej części meczów było jednak widać już jej zmęczenie. Zresztą cały zespół Lotosu grał jakby na zwolnionych obrotach w dwóch ostatnich przegranych spotkaniach. Świetnie biegające do tej pory do kontrataków w wygranych meczach gdynianki najwyraźniej złapały zadyszkę.
Ostatnim, ale najbardziej widocznym błędem były straty piłki popełniane podczas kontr zespołu Lotosu. Nie można przy przewadze w ataku dwóch czy trzech na jednego podawać piłkę w aut lub co gorsze przeciwniczce. Takie błędy zdarzyły się wielokrotnie Nykeshy Sales, White czy Paulinie Pawlak. W taki oto sposób Lotos, zamiast wychodzić na prowadzenie w czwartych kwartach wspominanych wyżej meczów, sam nie zdobywał punktów i oddawał łatwe kosze przeciwniczkom.
- Takie sytuacje są niedopuszczalne na tym etapie rozgrywek - krytykuje trener Skrzecz. - Na szczęście pokazaliśmy już, że w Krakowie potrafimy wygrać i postaramy się tym razem nie zawieść naszych kibiców, a przede wszystkim samych siebie - dodaje gdyński szkoleniowiec.
Jeśli w ekspresowym tempie uda wyeliminować się Lotosowi te błędy, to koszykarki z Gdyni nie będą na straconej pozycji w ostatecznym starciu z Wisłą.
Gazeta.pl
hellraiser pisze:P.OLD pisze:niech ktos z Gdynii potwierdzi, że zespół z tamtego miasta nie zarezerwował miejsc w samolocie do Krakowa. Jestem ciekaw jak gdyński zespół dotarł do grodu Kraka.
przynajmniej nie leciały z naszymi koszykarkami...
Po co ma ci ktoś z Gdyni potwierdzać.Nie ufasz dziennikarzom z Krakowa????
po co sie napinasz .... wierze krakowskim dziennikarzom ... tylko nie wierze, że w gdyni są takimi frajerami !!!!
- Gwynbleidd
- Kadet
- Posty: 1046
- Rejestracja: 02 lipca 2005, 22:42
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
- hellraiser
- Junior
- Posty: 2479
- Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04
P.OLD pisze:hellraiser pisze:P.OLD pisze:niech ktos z Gdynii potwierdzi, że zespół z tamtego miasta nie zarezerwował miejsc w samolocie do Krakowa. Jestem ciekaw jak gdyński zespół dotarł do grodu Kraka.
przynajmniej nie leciały z naszymi koszykarkami...
Po co ma ci ktoś z Gdyni potwierdzać.Nie ufasz dziennikarzom z Krakowa????
po co sie napinasz .... wierze krakowskim dziennikarzom ... tylko nie wierze, że w gdyni są takimi frajerami !!!!
To dobrze że wierzysz krakowskim dziennikarzom.Wiara w dziennikarzy to podstawa na tym forum.

- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
betti pisze:Nerwy na wodzy
- Znad morza miałyśmy samolot o godz 5.30, w Krakowie byłyśmy o 9.30.
Na Boga, a czym one leciały tak długo
Szybowcem
Cztery godziny to sie leci np. do Turcji z W-wy
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- hellraiser
- Junior
- Posty: 2479
- Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04
BasketFan pisze:betti pisze:Nerwy na wodzy
- Znad morza miałyśmy samolot o godz 5.30, w Krakowie byłyśmy o 9.30.
Na Boga, a czym one leciały tak długo![]()
![]()
Szybowcem![]()
Cztery godziny to sie leci np. do Turcji z W-wy
Pewnie z międzylądowaniem w Warszawie i tam czekaniem na samolot do Krakowa, bo może trudno w to uwierzyć, ale z Krakowa nad Bałyk (i z powrotem) samoloty nie latają co pół godziny.
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
- Łukasz-fan
- Młodzik
- Posty: 647
- Rejestracja: 11 lutego 2005, 15:03
- Lokalizacja: Poznań
- Kontaktowanie:
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 134 gości







