Postautor: garnett » 18 maja 2007, 13:53
Polki co z wami?
Przed kilkoma dniami został trenerem zespołu mistrzyń Polski w koszykówce kobiet, Wisły Can-Pack Kraków. Należy zaś do jednych z najbardziej doświadczonych rodzimych szkoleniowców. Ma też i bogaty dorobek zawodowy. M. in. z koszykarkami Olimpii Poznań sięgał po mistrzostwo Polski i finał Pucharu Ronchetti, z gdyńskim Lotosem zdobywał krajowy championat i z powodzeniem zmagał się w Eurolidze, natomiast w 1999 roku żeńską reprezentację Polski doprowadził do tytułu mistrza Europy!
Teraz podjął się pracy z drużyną "Białej Gwiazdy", czyli... musiał się zgodzić, iż poprzeczka zostanie poprawiona bardzo wysoko. Czy rzeczywiście? - Podpisałem z Wisłą jednoroczny kontrakt - mówi trener Tomasz Herkt. - A zostanie on automatycznie przedłużony, jeśli wywalczymy mistrzostwo Polski i znajdziemy się w "final eight", czyli w czołowej ósemce Euroligi. Cele na przyszły sezon są więc jasne.
GK. Tegoroczny finał kobiecej ekstraklasy stał na wysokim poziomie i dostarczył wspaniałych emocji. Jednakże w tym siedmiomeczu - podobnie zresztą jak w całym sezonie i w większości klubów - Polki odgrywały drugo, a nawet trzeciorzędne role. Czy jest to może przejaw kryzysu rodzimej, kobiecej koszykówki?
- Moim zdaniem kryzys nie jest ani mniejszy, ani większy niż przykładowo w 2003 roku, kiedy w finałach mistrzostw Europy zajęliśmy trzecie miejsce. W kadrze grały przecież z powodzeniem Pałka, Kobryn i Lamparska, które są teraz czołowymi postaciami naszej ligi, czy też Bibrzycka, która teraz jest gwiazdą moskiewskiego Spartaka. Natomiast w ostatnich latach znacząco zmieniły się przepisy. Kiedy prowadziłem Lotos, to w zespole mogły występować trzy zawodniczki zagraniczne. Czyli w meczowej dwunastce mogło być dziewięć Polek. Ale nastała formuła open, gdzie w "piątce" na parkiecie wystarczy jedna nasza koszykarka. Tym samym, gdyby ktoś się uparł, mógłby mieć w zespole... dwie Polki. A drugą po to, żeby mogła ewentualnie zmienić zmęczoną lub kontuzjowaną rodaczkę... Naturalnie jest to przykład skrajny, ale przecież możliwy do realizacji.
GK. Czyli mamy pogoń za sukcesem, pogoń za wszelką cenę?
- Nasi działacze, a przynajmniej ich większość, są niecierpliwi. Czyli ewentualny sukces chcą osiągnąć najszybciej jak można, a więc kontraktując głównie Amerykanki. Cóż, w większości przypadków koszykarki lepsze od naszych... Oczywiście, jest też druga droga, poprzez cierpliwe, systematyczne szkolenie, jednakże niewielu chce iść akurat w takim kierunku.
GK. Ale jak zarzucimy szkolenie...
- Nie twórzmy aż tak czarnych perspektyw, ale istotnie problem jest poważny. Dam więc taki przykład. Polską kadrę objąłem w1996 roku, kiedy była w zaścianku Europy, w jej grupie B. I gdyby szefostwu Związku nie stało cierpliwości, to już po pierwszym sezonie zostałbym pogoniony. Wszak przegrywaliśmy mecze różnicą nawet dwudziestu i trzydziestu punktów. Dostaliśmy jednak przysłowiowe zielone światło i dużo czasu na spokojną pracę. Efekt - w 1999 roku Polska wywalczyła mistrzostwo Europy!
GK. Czyli jednak można! Jak więc zamierza Pan podejść do problemu w kontekście pracy w Wiśle?
- Najkrócej odpowiem w ten sposób. Potrzeba rozsądnego połączenia ognia z wodą, czyli zawodniczek zagranicznych z polskimi. I z tej drogi nie zejdę!
WOJCIECH BATKO - Gazeta Krakowska