Rozumiem potrzebę gloryfikacji własnego "meczu rundy" na "mecz ligi" - ale naprawdę ani to nie działa ani niec nie wnosi do rozmowy o derbach, tych prawdziwych a nie śmiechu wartych - z ciśnieniem jak cholera.
Powtarzam - rozmawiamy zupełnie o czymś innym!
Rozumiem, że nie mieszkając w Poznaniu nie czaję poziomu waszej nienawiści do "L" - ale zajarz o czym mówimy, czy groziła Ci kiedyś codzienna ewentualność zebrania w ryj od Legionistów? dzień w dzień - nie od święta. W szkole, wracając wieczorem z teatru, kina, pasterki (bo Ci Legia "wjechała" pod kościół?) Czy już od zerówki zdarzało Ci się, że przez niefartowne zagapienie w szatni zbierałeś oklep od 6 "L" - który trzeba było oczywiście sobie jak najszybciej wyrównać? Czy miałeś dziewczynę na Mokotowie albo Targówku? i musiałeś odwozić i odprowadzać ją późno do chaty? A do tega twarz nie była całkiem anonimowa? Czy miałeś niefart i Twój np. POwiec albo WFista z liceum był zagorzałym Legionistą? I czy wreszcie wracając z wyjazdu do Wawy szykowałeś się, niby już "w domu" od dalekich przedmieść Poznania na jakieś kamionki albo walki? Powiedz, czy tam gdzie mieszkasz możesz nosić jakieś barwy - czy inne znaki klubowe dość luzacko - czy też prawdopodobieństwo zakończenie dnia w najlepszym wypadku w szpitali jest dość wysokie? No i czy Ci często Legia "wjeżdza" na jakieś imprezy, dyskotegi czy pod Twój nocny?
Jeśli nie - to wybacz, ale nic nie umniejszając "Waszej" świętej wojnie - nie rozumiesz co kryje się pod tym słowem dla nas... Jak mówimy "DERBY" to znaczenie tych słów jest takie, że sam mecz ląduje gdzieś na 3-cim planie...
Z całym szacunkiem - nie chcę nic umniejszać ciśnieniom na linii Poznań-Wawa - ale to temat na zupełnie inną, nie derbową rozmowę...
pozdrawiam








