Finał daleko od Krakowa
Waldemar Kordyl
Koszykarki Wisły Can-Pack po dotkliwych porażkach z Lotosem Gdynia po raz pierwszy od pięciu lat mogą nie zagrać w wielkim finale mistrzostw Polski
Jeśli chcą przedłużyć szanse, muszą dwa razy wygrać w Krakowie w najbliższy weekend. W Gdyni niemal wszystkie zawodniczki zagrały katastrofalnie. Jedynie Marta Fernandez w drugim spotkaniu dotrzymywała kroku rywalkom. Jeśli mistrzynie Polski nie poprawią gry całej drużyny, rywalizacja w półfinale zakończy się na trzech spotkaniach i zostanie im tylko gra o brązowy medal.
Dorota Gburczyk nie miała wesołej miny po powrocie do domu. W sobotę zdobyła dwa punkty, w niedzielę przez pół godziny siedem.
Rozmowa z Dorotą Gburczyk, kapitanem Wisły Can-Pack
Waldemar Kordyl: W Gdyni Wasza gra wyglądała tak, jakbyście już odpuściły walkę o złoty medal.
Dorota Gburczyk: Pojechałyśmy po przynajmniej jedno zwycięstwo. W niedzielę Lotos wywalczył sobie sporą przewagę w pierwszej kwarcie. W dalszej części meczu walczyłyśmy jak równy z równym, ale na obcym parkiecie ciężko jest odrobić taką stratę. Może zadecydował brak koncentracji, może zbyt duża wola walki? Nie umiemy zagrać od pierwszej minuty na sto procent własnych możliwości.
W sobotę przegrałyście walkę na tablicach 21:42.
- Lotos rozłożył nas na łopatki rzutami za trzy punkty [10 trafionych przy dwóch Wisły - przyp. red.],
sama miałam rewelacyjne pozycje i nie trafiałam. Gdynianki są lepsze i jeśli celność nie będzie przynajmniej na poziomie 50 proc., nie jesteśmy w stanie z nimi wygrać. Przy skuteczności rzutów z gry 33 i 36 proc. trudno wygrać nawet z drużynami ze środkowej czy dolnej części tabeli.
Na tle Alany Beard i Tamiki Catchings bardzo słabo wypadły Amerykanki z Wisły.
- Tylko kto zagrał dobrze poza Martą Fernandez w drugim meczu?
W niedzielę miała swój dzień, ale równie dobrze mogła zamiast pięciu rzutów pod rząd nie trafić żadnego, bo i tak się zdarzało. Nie mamy gwiazd w drużynie. Jeśli pięć zawodniczek nie rzuci powyżej dziesięciu punktów, nie wygramy. Beard i Catchings to wspaniałe dziewczyny, tak jak Dominique Canty i Chamique Holdsclaw w poprzednim sezonie. Nasza strategia nie powinna się opierać na blokowaniu Amerykanek grających superjeden na jeden, tylko na wyeliminowaniu z gry pozostałych dziewczyn z Lotosu.
Pięć porażek Wisły w sezonie zasadniczym odbija się teraz czkawką.
- Sytuacja jest rzeczywiście gorsza, kiedy startuje się z czwartej pozycji. Lotos jest ewidentnie lepiej przygotowany do play-off. Zresztą wyznaję jedną zasadę: każdy inny wynik niż mistrzostwo Polski będzie dla Wisły porażką. Lotos trzeba w takim razie pokonać, czy to w półfinale, czy finale. Sprawa jest jeszcze otwarta, jak sam zaznaczył Jacek Winnicki, trener Lotosu. Jest dopiero 2:0. Wisła potrafiła się już podnieść z beznadziejnej sytuacji przez ostatnie dwa lata.
Trzymajmy kciuki, choć przyznaję, zespół jest rozbity.
Trener piłkarzy Wisły stosował w takich sytuacjach gokarty, paintball czy karaoke. Jak posklejać drużynę koszykarek?
- U nas sytuacja jest bardziej skomplikowana i takie rzeczy nie pomogą. Potrzebna jest lepsza koncentracja. Mamy w tym tygodniu dużo wolnego - to ważne. Im więcej będziemy ze sobą, tym gorzej dla nas. Piłkarze dopiero zaczynają rundę, my odwrotnie, gramy ósmy miesiąc non stop. Trzeba zapomnieć o tym, co się stało.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
__________
Nie ma co, ciekawy wywiad, a zwłaszcza niektóre wypowiedzi.

Daje się wyczuć brak wiary w wygraną z Lotosem i ogólnie nie najlepszą (mówiąc delikatnie) chemię w drużynie. Z ostatnią kwestią ciężko się zgodzić. Piłkarze niby rozpoczęli całkiem niedawno rundę wiosenną, ale przez kilka tygodni w zimie byli na siebie zdani non stop. Koszykarki w takiej sytuacji pewnie by sie już zagryzły... No i ciekawa wypowiedź na temat Marty - może nieco przypadkowa, a może świadczy o niechęci wobec niej ze strony pani kapitan?