odespane, więc można spokojnie opisać co i jak tam z tym wyjazdem Orzełka do Gdyni...

plany ambitne od dwoch tygodni co najmniej. początkowo ekipa miała liczyć aż 5 osób

różne wypadki losowe, tudzież obiecująco wyglądająca podróż polskim PKP, które w ostatnich czasach częściej stoi niż jeździ, zniechęciły 60% grupy i na wyjazd koniec konców pojechały dwie osoby - Kuba i Marcin vel. Szyna. pociąg miał ruszyć z Dworca Głównego we Wrocławiu pare minut po połnocy z soboty na niedzielę. Marcin dojeżdza do mnie z Polkowic koło 22, dwie godzinki koczujemy na centralnym, zakupujemy napoje niezbędne do tak dalekiej podróży i cierpliwie czekamy na swój czas. chwilę przed planowym terminem wyjazdu zostaje zakomunikowane "pociąg jest opóźniony o 15 min, opóźnienie może ulec zmianie"... wg najnowszych newsów mieliśmy zatem wyjechać o 00:27. wyjechaliśmy 10min przed 1:00

...
podróż mija spokojnie, opróżniamy nasze plecaki, z zamkniętego okna przyjemnie prószy śnieg

i skład jakoś się toczy. do czasu... Mijamy Gniezno i zatrzymujemy się gdzieś w szarym polu. na zegarku pare minut po godz. 4 rano... za chwilę (30min od zatrzymania) zostajemy poinformowani przez panią konduktor o awarii lokomotywy, oraz że już jedzie do nas nowa z Poznania, która pociągnie nas dalej. "będzie u nas za dobrą godzinę" - słyszymy, "ale proszę się zamknac w przedziale i nie otwierac, bo na ten czas ogrzewania nie ma"

od tego poranka wiem, że
dobra godzina ma nie mniej niż 100 min

jako, że lokomotywa doszła nas na trasie "od tyłu", musiała przeciągnąć nas z powrotem na poprzednią stację, tam nas 'wyprzedzic', podpięli ją z przodu i dopiero ruszamy dalej. godz. 7:15 - już świtało...

dalsza podróż, aż do Gdyni na szczęście bez większych przygód. browarki, jak i trasa, powoli się kończą, a my w iście przygnębiającym tempie toczymy się dalej. na stacji Gdynia Główna jesteśmy o godzinie 13 w niedzielę. (4 godziny później, niż planowo

). Telefon do rzymiego (dzięki za gościnę!), obiad w poleconej restauracji i idziemy nad morze. pogoda nas nie rozpieszcza, na dworze duuużo poniżej zera, a dodatkowo mroźny wiatr - w sam raz do wypadu nad morze

Oglądamy po drodze "Dar Pomorza", ORP itd... chwila opalania, kąpiel w morzu etc, obieramy kurs na hotel przy starej hali Lotosu, gdzie jesteśmy umówieni z rzymim i Lukasem . spacer, autobus i znowu spacer, jesteśmy tam przed 16. po drodze jeszcze zakup rękawiczek, bez ktorych nie wiem czy wytrzymalbym nasze wędrowanie... (zaczęliśmy się cieszyć, że pociag miał te 4 godziny opóźnienia, bo gdybyśmy te dodatkowe 4 godziny mieli przespacerowac ...

)
Spotykamy Rzymiego, Lukasa, po chwili nasze grono powiększa się o kolejnych Lotosiaków, po dwóch piwkach ruszamy na hale. bardzo pozytywnie zaskoczył mnie doping Lotosu. cała hala fajnie się włączała - nie wiem, czy to efekt mobilizacji z powodu ekipy przyjezdnej

czy stały element w gdyńskiej hali. My z Marcinem z całych sił od początku, staramy się nie przerywać na dłużej niż chwilę i jednocześnie wykorzystać każdą najmniejszą nawet ciszę na hali

z mojej strony ogromne podziękowania dla Darii Mieloszyńskiej, która pomimo takiego, a nie innego wyniku, przyszla do nas podziekować za przyjazd i doping, a po chwili zmobilizowała część dziewczyn, które dołączyły do nas

po spotkaniu wspolne podziekowania i gratulacje z gdynianami, konferencja i miła pogawędka z trenerem Koziorowiczem, gdzie okazuje się, że dziewczyny wracają z nami, 'naszym' pociągiem

szybka kolacja w restauracji "leviata, czy coś takiego" i biegiem (przez sklep) na dworzec. niestety wagon zarezerwowany dla dziewczyn był zamknięty i przejście miedzy wagonami - niemożliwe. stąd podróż powrotna mija nam w naszym towarzystwie (2osoby). wysiadka na niezwykle przyjaznej nam ziemi leszczyńskiej i autokarem wracamy do Polkowic - dziękujemy za taką możliwość

w domu jestem 20min przed godziną 7 rano w poniedzialek... a z powrotem we Wrocławiu o 13.
w końcu udało się jakiejś naszej delegacji dotrzeć na mecz Orzełka w Gdyni, wyjazd jak najbardziej na plus, choć frekwencja nie dopisała. Mroźna niedziela nam nie sprzyjała, ale mimo to myślę, że daliśmy radę

niech wypowiedzą się gdynianie, którym bardzo dziękujemy za gościnę!
pozdrawiam
