W sumie wywozimy z Gorzowa niezły wynik. Mogło być 2-0 gdybyśmy wczoraj lepiej trafiali wolne, a mogłoby i być 0-2 gdyby AZSowi w końcówce wpadały takie rzuty jak wczoraj Erin. Tak czy inaczej zwycięstwo na wyjeździe zawsze jest ważne a wobec skrócenia serii i stanu 0-1 praktycznie uciekliśmy spod toporka.
Jak na razie można powiedzieć, że walczą dwie drużyny godne siebie i godne finału. Kilkunastopunktowe prowadzenie zdarzyło się już każdej ze stron i jeszcze nie okazało się decydujące. Nie ma odpuszczania i oszczędzania sił a gonitwa trwa do końca. Wczoraj to Gorzów miał przewagę i Erin prawie w pojedynkę wygrałaby ten mecz w końcówce. Takie szalone rzuty rzadko wpadają a tu jeszcze dwa z rzędu... Strasznie szkoda tych przestrzelonych wolnych, dwa czy trzy więcej i po drugiej trójce byłby remis a tak trzeci wariat nie wpadł i było po zabawie. Do tego głupotę ze swoim dachem zrobiła Ivana i to też nam nie pomogło. Dzisiaj było to samo tylko w drugą stronę, ale Sapova po 3+1 chyba za bardzo chciała i na szczęście dowieźliśmy zwycięstwo, chociaż znowu te wolne... Dziś Lecia pokazała, że potrafi grać normalnie i nie grzybić na potęgę. Swoją drogą kluczem do dzisiejszego zwycięstwa byłą kompletna indolencja AZSu w obronie. Takiej bryndzy u Maciejewskiego w życiu nie widziałem, nie wiem co się stało, ale mi się to podoba

Bardzo dobrze, że zneutralizowaliśmy Anosike, z Sapovą nic nie zrobimy bo nie mamy kim, zostają jeszcze gorzowskie rzuty z dystansu, ale te póki co nie bardzo wpadają. U nas jak zwykle - co mecz to zaskoczy ktoś inny, ale to też swego rodzaju siła. Obrona przez to ma kłopoty i może też dlatego dzisiaj Lecia tak szalała. Bardzo fajne wjazdy Tanashy, wreszcie gra jak na playoffy przystało. Szkoda, że Hodges nie dorównuje jej praktycznie niczym na boisku, bo mając jeszcze jedną dobrą Amerykankę na poziomie Wright ta seria byłaby chyba dużo łatwiejsza.
Wygrać oba mecze w Gdyni będzie bardzo ciężko, ale jest to wykonalne. Wiadomo, że w piątym meczu może się zdarzyć wszystko, więc trzeba próbować. W każdym razie spodziewam się podobnej wojny co w Gorzowie i nie zdziwię się jak będzie 2-2.