W którymś poście „odrażałem się” że jeszcze rozbuduje swoją wypowiedz na kilka tematów. Jednym z nich był kwestia rozgrywającej. Jaka jest Jelavic każdy widzi. Potrafi biegać i w sumie nic więcej. O tym że nie jest dla nas żadnym wzmocnieniem świadczy fakt że na pozycji nr 1 przegrywa ostatnio już wyraźnie rywalizacje z Paulą. Ta druga miewa bowiem mecz w których wnosi do gry sporo dobrego, czego Chorwatce powiedzieć nie można. Mam nadzieję więc że nikt w klubie nie wpadnie na pomysł przedłużenia z nią kontraktu. A skoro tak to trzeba szukać jakiejś alternatywy.
A z tym jest problem. Pozycja nr 1 jest w mojej opinii najsłabiej obsadzona ze wszystkich. Klasowych rozgrywających (i to nie tylko europie) jest jak na lekarstwo, a co za tym trzeba się sporo namęczyć by taka znaleźć i ściągnąć do drużyny.
1. Francuski obiekt pożądania.
Celine Dumerc. Dla mnie bezapelacyjnie nr 1 w europie, gdyż jako jedyna w tym momencie zawodniczka na tej pozycji gra równie efektywnie po obu stronach boiska. W ataku jest kreatywna, gra pod zespół, dobrze kontroluje tempo gry a gdy trzeba potrafi także trafić do kosza. Nie gorzej jest w obronie, bo w przeciwieństwie do pań na kolejnych miejscach tej wyliczanki potrafi bronić i lubi to robić. Nie można jej odmówić też zaangażowania i nie sadze by się to zmieniły nawet gdyby po przeciwnej stronie grała nie Sue Bird a Suknarowska Katarzyna. Niestety jest też jedne minus. Jest „klubowo” zajęta, a jej wymagania finansowe pewnie nie są (choć oczywiście chciałbym się bardzo mylić..) dla nas do spełnienia.
2. A gdyby tak powrót?
Jelana Skerovic i/lub Liron Cohen. Obie znamy, obie momentami kochaliśmy bardzo a momentami niespecjalnie. Obie potrafiły rozgrywać momentami wręcz genialnie, równie efektownie co efektywnie. Niejednokrotnie po ich akcjach – czy to rzutach czy asystach ręce same składały się do oklasków. Niestety też te same panie nieraz powodowały że ręce opadały, głównie wtedy gdy „anonimowe” rywalki objeżdżały je jak chciały. Obu nie raz brakowało mobilizacji i zaangażowania w grze choć na ich małe usprawiedliwienie trzeba przyznać że nie miały też specjalnie komfortowej sytuacji, ze względu na brak zmienniczek na swojej pozycji. Długimi okresami musiały niemal w każdym meczu być ciągle na parkiecie, czy to w eurolidze czy na krajowym podwórku nie mając kiedy praktycznie „odetchnąć”.. Mimo wszystko uważam że swój czas w Wiśle już miały i powinien to być temat zamknięty. Nawet mimo bardzo ubogiego rynku na tej pozycji. Jeśli już bym się wahał w wypadku którejś z nich, to byłaby nią Liron.
3. Tradycyjnie. Od rywali.
Jakoś dziwnie się tak składa że zdecydowana większość zawodniczek które do nas przychodzą to panie które we wcześniejszych rozgrywkach przyjeżdżały do nas w barwach innych zespołów, czy to krajowych czy zagranicznych. Ot, choćby obecny skład: Jelavic zawitała do nas jako zawodniczka najpierw Sibenika potem Gospica, Basko przywdziewała u nas barwy Salamanki a od trójki Leuchanki dającej gorzowskiemu AZS-owi dogrywkę nie minęło jeszcze pół roku. Przypadek? Może i tak ale przecież nie wykluczone że zdarzy się i kolejny.. warto wiec przypomnieć sobie kto w tym roku musiał mordować się z Paulą i Andją w eurolidze
Jako pierwsza przy R22 pojawiła się Dalma Ivanyi i jak to już w przeszłości bywało krzywdziła nas niemiłosiernie. Ale Dalma ma już swoje latka, w obronie często też nie nadążą, lubi łapać głupie faule, a poza tym trudno sobie wyobrazić by „na starość” zmieniła zespół. Jest przecież żywa legenda węgierskiej drużyny: mówisz Ivanyi – myślisz Pecs.
Dwa tygodnie później do Krakowa zawitało TT Ryga a z nią Kristina Karklina i sobie specjalnie nie pograła. Coś tam co prawda rzucila, ale efekt całościowy był delikatnie mówiąc mizerny. Ryga mocniej postawiła się nam w meczu rewanżowym, i tam – pod nieobecność Erin – Karklina niestety poszalała. Niestety, bo od razu przed oczami pojawia mi się przypadek Jelavic. A Karklina to nie jest zawodniczka która chciałbym widzieć w mającej europejskie aspiracje Wiśle.
Po Łotyszkach przyszedł czas na Koszyce. W meczu w Krakowie klepała Jalcova, co raczej atutem Słowaczek nie było. Rozgrywająca z niej żadna, brakuje je przede wszystkim zwrotności i szybkości. Większym zagrożeniem jest natomiast Zuzana Zirkova (w Krakowie nie zagrała przez kontuzje) choć jak dla mnie to przede wszystkim „dwójka” a nie „jedynka”. Oczywiście jest na tyle klasową zawodniczką że potrafi tez rozegrać akcję, ale ona przede wszystkim nastawiona jest na zdobywanie punktów. Dopiero w drugiej kolejności (np. gdy rywalki ją podwoją) myśli o odgrywaniu piłki. Dużym minusem tej zawodniczki jest też duża podatność na kontuzje. Straciła niemal cały sezon 2009/10, a w obecnym tez już zmagała się z urazami.
Następne w kolejce było Francuskie Mondeville. Tam na pozycji nr 1 gra Amerykanka Sharp, i już samo obywatelstwo zamyka kwestie jej przydatności, zwłaszcza że i jej umiejętności nie przekraczają poziomu przeciętności. Nieprzeciętna zawodniczką może natomiast być jej zmienniczka, malutka (164 cm) i młodziutka (18 lat) Ester Niamke. Była jedyną koszykarka Mondeville która silnie utkwiła mi w pamięci. Jeśli będzie się prawidłowo rozwijać to powinno być o niej głośno w przyszłości, ale oczywiście poki co Wisła to dla niej za wysokie progi.
Ostatnim zespołem który nas odwiedził w fazie grupowej było włoskie Taranto. Tam na pozycji nr 1 grała głównie K.Wambe choć w moim odczuciu jest tam ustawiana trochę na siłe. Swoją gra przypomina mi Canty: bardzo sprawna, dobra obronie 1-1, potrafiąca efektownie penetrować ale bez specjalnej zdolności w kreowaniu gry no i z dramatycznym rzutem. Przy niej to nawet Jelavic jest w tej kwestii Bogiem. Dość powiedzieć ze w tym sezonie skuteczność Belgijki z osobistych wynosi ok. 60%, a zza luku trafiła ledwie 2 rzuty na 30 prób (liga + euroliga). Niesamowite! Gdybym miał wybierać miedzy nią a Jelavic, wybrałbym Wambe, ale i jej gra znacznie odbiega od moich ideałów.
W fazie PO na pierwszy ogień poszła Nadezda Orenburg. Duet pań „B” ustawianych tam na pozycji nr 1 był na poziomie duetu Jelavic – Pawlak. Równie bezbarwny i bezproduktywny. Dużo większe umiejętności rozgrywania piłki ma natomiast pani ustawiana tam na „2-ce”, czyli Becky Hammon. Tyle tylko że ona jest niewątpliwie zawodniczką bardzo drogą, a równocześnie koszykarsko spełnioną. Nie wierzę by gra w Europie dalej była dla niej jakimś celem ambicjonalnym. Gra tu tylko dla pieniędzy a jeśli chce jeszcze cos osiągnąć to raczej na parkietach WNBA. Ściągając ją do klubu trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo powtórzenia się tego, z czym mieliśmy do czynienia w wypadku Holdsclaw. Tzn w każdej chwili można by się spodziewać kontuzji, nie mając nigdy do końca pewności czy jest ona „rzeczywista”.
Hammon wraz z koleżankami nie zdołała nas zatrzymać, ale sztuka ta udała się hiszpańskiej Salamance. Niezbyt miłe wspomnienia z tego meczu wciąż są stosunkowo świeże. Hiszpanki okazały się zdecydowanie najlepszym zespołem który mieliśmy okazje gościć w tym sezonie i to samo można powiedzieć o jego rozgrywającej S. Dominguez. Nie zagrała co prawda ona niczego wielkiego, bo i nie jest wybitna zawodniczką, ale jej przewaga nad duetem Jelavic-Pawlak była az nadto widoczna. Nieźle broniła, przyzwoicie prowadziła grę, nie traciła głupio piłek, a gdy była tak potrzeba to i do kosza potrafiła trafić. Tylko tyle i aż tyle. Ale ona pewnie nie będzie miała ochoty ruszać się z opromienionej zwycięstwem w F4 Salamanki podobnie zresztą jak i jej zmienniczka czyli Marta Xargay. Ona, podobnie jak Francuzka Niamke to przyszłość europejskiego rozegrania, przy czym w przeciwieństwie do Francuzki jest już zawodniczką znacznie dojrzalszą i – najprościej mówiąc – lepsza.
4. Tradycyjnie. Od Lotosu.
Ha! Myślę ze już nawet kibice Lotosu czuliby się zawiedzeni, gdybyśmy nie podpisali kontraktu z którąś z ich obecnych zawodniczek. Jako że amerykanek nam nie trzeba, Bjelicy raczej też nie, Mieloch ponoć zamknął sobie do nas drzwi na dobre, Krawczyk ma źle kojarzące się nam nazwisko a inne Polki nie zachwycają to właśnie Gdyńska rozgrywająca – czyli Elina Babkina – wydaje się najlepszą opcją

I prawdę mówiąc rzeczywiście mogłaby ona być realnym wzmocnieniem naszej drużyny. Już teraz ma spore umiejętności (dobry przegląd pola, niezłe penetracje jak również rzut z dystansu), nie brak jej ambicji a ciągle jest zawodniczka rozwijającą się. Sportowo na wymianie Jelavic-Babkina raczej byśmy nie stracili, a naddatek pewnie finansowo tez nie. Wiec ogólnie byłbym jak najbardziej za jej pozyskaniem gdyby tylko grała np. w Tabres czy w Brnie a nie w Gdyni. Bo to już byłoby wręcz nudne.
Jak nie Lotos to może inny Polski klub? Bez szans. Europejek na rozegraniu jest u nas jak na lekarstwo, a o takiej Bortelovej to pisał nie będę, bo mimo jej sukcesu na MS, ściągnięcie jej uznałbym za żart nie dość ze mało śmieszny to jeszcze abstrakcyjny.
5. Co ta jeszcze w europie na rozegraniu piszczy..
We Włoszech ciągle pogrywa F.Zara, ale lata świetności ma już dawno za sobą, podobnie jak ex-lotosiara T.Penicheiro. Pare solidnych rozgrywajek jest w Hiszpanii, ale ani C. Bermejo, ani N.Martinez na kolana mnie nie powala, tak samo zresztą jak i francuska koleżanka tej ostatniej z Walencji E.Lawson-Wade. Dobrze znana w Polsce Białorusinka N.Marchanka to chaos a’la Jelavic, młoda zdolna czeszka K.Elothova chyba już na stałe zadomowiła się na „dwójce” a jej doświadczonej rodaczki H,.Horakovej nigdy ne ceniłe specjalnie i tytuł MVP MŚ nie zmienia wiele w mojej opini (uwazam np ze w duzej mierze dzieki niej awansowlaismy rok temu do F4) B.Vardarli ze Stambułu nie wyciągniemy o inne Turczynki raczej nie ma co walczyć.. wymieniać mógłbym dalej, ale i tak do niczego by to specjalnie nie prowadziło.. wszystkie te panie mają jakieś plusy, ale też sporo minusów. A gdybym rzeczywiście musiał wybrać którąś z tej „kategorii” to wskazałby tak samo jak Garnett, czyli na C.Aubert. Pare sezonów temu grała na tyle dobrze że ściągnięto ją do Jekaterinburg, tam karierę szybko przerwała jej ciąża po której wróciła do Francji. W obecnym sezonie występowała w drużynie Nantes, i choć grała tam relatywnie krotko (25 min na mecz) to jej statsy są więcej niż przyzwoite. Punktów co prawda za dużo nie zdobywa (ok. 7 na mecz) ale czyni to na bardzo dobrej skuteczności (ok. 43% za 3) i dokłada do tego niemal 5 asyst na mecz.
6. A może tak odrobina ryzyka?
O dwóch talentach – Xargay i Niamke - już pisałem. Pierwsza raczej nie do wyjęcia z Salamanki, druga poki co jeszcze za słaba. Ale jest jeszcze jedna wybijająca się juniorka na tej pozycji a mianowicie Nika Barić, czyli najlepsza młoda koszykarka europy w ubiegłym sezonie. Na zawodniczkę tą zwróciłem uwagę niemal 3 lata temu, gdy ogromne wrażenie wywarły na mnie jej statystki w seniorskiej drużynie Merkury Celje (miała wówczas 16 lat!) a także w kadrze (tak, tak, dorosłej..) Słowenii. Grała tam mniej więcej w takim samym wymiarze czasowym, co ich druga rozgrywająca czyli dobrze nam znana K. Ristic. I bynajmniej nie wypadała w tym porównaniu źle. Od tego momentu jej rozwój przebiega jak najbardziej prawidłowo czego dowodem jest choćby i wspomniana wyżej nagroda. Nika z jednej strony notuje więcej niż przyzwoite statystyki, z drugiej jej gra przekłada się wymiernie na osiągnięcia jej drużyn. W ciągu ostatniego sezonu kadrę juniorek Słowenii U18 doprowadziła do 4 pozycji w europie, zostając przy okazji MVP turnieju( 23 pkt, i 6as na mecz), a swoją drużynę klubową – w dalszym ciągu gra w Merkury Celje – do F4 ligi adriatyckiej. W lidze tej została była zresztą 2 punktująca (19 pkt na mecz) i najlepiej asystującą (5,5 asysty) zawodniczką. Ciągle walczy także o mistrzostwo kraju. Oczywiście jej rywalki w żadnej z tych rywalizacji nie należały do europejskiego topu, i należy to uwzględniać patrząc na jej dokonania, ale z drugiej strony.. która Polska rozgrywająca byłaby w stanie rzucić Gospicowi 23 pkt i mieć 15 asyst?
Czy sprawdziłaby się w Wiśle? Nie wiem, może nie. Nie widziałem jej żadnego całego spotkania, a opierając się tylko na statystykach, urywkach spotkań i opinia „fachowców” nie da się nigdy jednoznacznie ocenić zawodniczki, zwłaszcza w kwestii tego co prezentuje obronie. Tym niemniej uważam że ściągnięcie takiej juniorki, jest ryzykiem wartym podjęcia. Jak się nie sprawdzi – dramatu nie będzie . Mimo dotychczasowych osiągnięć, nie sadze by trzeba było na nią wykładać sum nawet zbliżonych do tego co przelewamy na konto Jelavic. A jeśli wyrosłaby z niej druga Skera to zysk dla drużyny byłby olbrzymi.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...