Postautor: Saletra » 05 marca 2012, 18:48
Walencja faktycznie jest w "sztosie" i przeciwstawić się jej może być niezmiernie trudno. Zwłaszcza podkoszowa siła rażenia jest olbrzymia.
Forumowicze z Polkowic z pewnością lepiej mogą ocenic na miejscu pracę "kołcza" jak lubi mawiać Nocaluk Rusina i mają pełniejszy obraz jego filozofii gry ale.... no właśnie o co chodzi.
Otóż wydaje mi się, patrząc przez pryzmat doświadczeń innych zespołów ( vide Wisła Herkta i Downara chociażby, a takze w sumie Łysola) iż jeżeli dysponujemy dużym kapitałem, a co za tym idzie mamy silny kadrowo zespół, to nie ma co eksperymentować na zasadzie "mamy długoletniego asystenta, który żyje sprawami klubu, należy dać mu szanse" (już drugie vide: Rumak w piłkarskim Lechu). Dlaczego? Kogo stac w dzisiejszych czasach na eksperymenty, które najczęsciej bywają nieudane? Kiedy przyszły duze fundusze do Wisły wybrano opcje polską z beznadziejnym Herktem, na zasadzie "dajmy mu kredyt zaufania" mimo,ze wszem i wobec znane były jego liczne przywary ( ile razy już musze w tym miejscu na forum przywoływać pamiętne kompromitacje z Jugosławią w meczu o 5 miejsce dające nam jakis tam awans nie pamiętam juz nawet gdzie, tak to było dawno; frajerską porażkę w meczu z Litwą która dawała nam awans do półfinału gdzie Herkt na 1,5 przed końcem po utracie prowadzenia zabraniał kompletnie i dał ciała nie biorąc czasu - w mojej ocenieto chyba większa kompromitacja niż w spotkaniu z Hiszpanią - tam trener chociaz czasy brał a tu co?? Oddał mecz bez walki; dalej dwie porażki z Czeszkami - jedna w grupie druga w walce o finał, gdzie nie umielismy rozpracować cieniary Lucie Blahuskovej, która robiał z nami co chciała a po ME kariery zadnej nie zrobiła; a na okraszenie największy kamlot do jakże rozrytego przez nornice i kreciska zachwaszczonego ogródka tego Pana śwństwo jakie nam zaserwował w meczu z Hiszpanią i konieczność oglądania obleśnej radości Hiszpanek po meczu, które upokorzyły nas koszmarnie) -piałem wtedy na forum o tym, że po co ryzykować z Herktem najlepiej od razu wziąć porządnego, renomowanego trenera z zagranicy to będzie wynik. W odpowiedzi zostałem nieco zakrzyczany an zasadzie "dajmy mu szanse, wszystko się może zdarzyć".
Niestety chwytne słowa piosenki bodajze Varius Manx "wszystko sie może zdarzyć" nijak się mają do koszykarskiej rzeczywistości. Kolejne wybory były jeszcze gorsze: tragiczny Downar, lubujący się w indywidulanym stylu gry Amerykanek, agresywny i notorycznie nie panujący nad sobą Łysol i ładnych parę sezonów w euro w plery ( z fatalnym bilansem małych pkt niestety- przyp. red). W końcu poszło się po rozum do głowy i wzięło się renomowanego kołcza. Tylko dlaczego tak pozno? Warto było wyrzucać tyle pieniędzy w plery aby na siłę brać szkoleniowców z naszego podwórka, ktorzy wiadomo, że się nie sprawdzają? Odpowiedź narzuca się sama: nie.
Nie mam nic do Pana Rusina - byc moze to zdolny trener "młodszego" pokolenia. Ale zadajmy sobie następujące pytania: po co eksperymentowac skoro mamy kasę i możemy wysmyczyć porządnego trenera z zagranicy ( czy ktos się wreszcie może usmiechnie do tego cholernego Algisa? Co z tego, że ma z jakimś klubem kontrakt, zawsze można go anulować albo chociaz po sezonie sie z nim dogadać- a trener to konkretny) Kolejne pytanie : jakie ma doświadczenie w samodzielnym prowadzeniu meczy o stawkę Arek Rusin? w ilu meczach musiał sobie poradzic z presją samodzielnie prowadząc drużynę? W jaki sposób chce się przeciwstawic taktycznie takim doświadczonym, starym lisom jak choćby Herni? Tych i podobnych pytań można mnozyc tysiące. Odpowiedzieć na nie niestety w przeważającje liczbie jest dla trenera mało pozytywna.
Także nawet pomimo życzliwych ocen dla młodego trenera zadajmy sobie podstawowe pytanie: Po cholerę ryzykować skoro nie musimy? dlaczego od razu nie sięgnąć po optymalne rozwiązania, tylko bawimy się " mamy swojaka, dajmy mu szansę, może jakoś to będzie".
Własnie - "jakoś to będzie" - to niestety z przykroscią należy to stwierdzic cechuje tą naszą polską mentalność - troche na zasadzie bylejakości, żeby jakos to było, awansujemy do jakiegoś tam pułapu i już jesteśmy zadowoleni - w przeciwienstwie do np Szwabow, ktorzy prą do końca a nie zadowalają się np 1/8 finału. Bourges, które co roku ma coraz bardziej gówniany skład zastanawiająco dobrze sobie radzi ( w tym sezonie nie awansowało do 8-ki ale spojrzym na dokonania zespołu od paru ładnych sezonów posiadającego coraz to bardziej jałowy skład)
Niektorzy wysuną kontrę na zasadzie - dobrze, ale skad mamy pewność, że trener zza granicy wypali? A no co do niektorych mamy- spojrzmy na Algisa- kazdy zespol przez niego prowadzony notował spory progres i grał porządnie. Czy to były Kama/Cukierki/Odra czy tez Wilno, czy tez zapyziały Kursk i tka dalej i tak dalej. Są niektorzy trenerzy, którzy z dużą dozą prawdopodobienstwa gwarantują wynik sportowy. Trzeba się jednakze nieco wysilić i ich poszukać
Z całą sympatia do Orlą i jego Kibiców- oby Wam się z Rusinem powiodło - ja bym po prostu nie ryzykował w myśl na szybko skonstruowanej zasady: Po co to robić, skoro nie muszę a mogę wybrać bardziej prawdopodobną drogę do sukcesu? Zobaczymy jak będzie ale wg mnie Rusin w starciu z takimi tuzami jak np Herni będzie bezradny. Brak doświadczenia nie zawsze da się nadrobić ambicją i oddaniem klubowi.