Nie ma wojny, jest rewolucja
Dzień po porażce w drugim meczu play-off Euroligi z Bourges Basket krakowski klub ogłosił rozstanie z hiszpańskim szkoleniowcem. Mało kto spodziewał się tak radykalnego kroku Wisły. W końcu drużyna wciąż ma szanse na osiągnięcie zakładanych przed sezonem celów.
Hiszpan rozstał się z klubem na podstawie obustronnego porozumienia. - To nie jest wojna ani konflikt klubu z trenerem. Po prostu wspólnie przeanalizowaliśmy sytuację. Do końca sezonu funkcję pierwszego trenera pełnić będzie Artur Golański, a jego asystentem będzie Jordi Aragones - ogłosił generalny menedżer zespołu Piotr Dunin-Suligostowski. Obaj byli do tej pory asystentami Hernandeza.
Hiszpan był najdłużej pracującym trenerem w erze Wisły Can-Pack. Został zatrudniony prawie cztery lata temu, z Wisłą awansował do Final Four Euroligi, później dwukrotnie wprowadzał zespół do najlepszej ósemki Europy. Prowadzona przez niego drużyna dwa razy sięgała po mistrzostwo Polski i raz po Puchar Polski. "TS Wisła pragnie podziękować p. Hernandezowi za jego pracę i wspólnie osiągnięte sukcesy" - napisał klub w oświadczeniu.
- Obie strony są zadowolone z osiągniętego porozumienia - stwierdził Hernandez. - Już wcześniej nie ukrywałem, że ten sezon będzie moim ostatnim w Wiśle. Z przyczyn osobistych chciałem wrócić do ojczyzny. Teraz nie czułem się już tak dobrze w klubie - z różnych powodów - jak w latach poprzednich. Wprawdzie moją pierwotną intencją było pozostanie do końca sezonu, ale okazało się to niemożliwe. Życzę jak najlepiej zespołowi, bo sukcesy Wisły po części będą też moimi osiągnięciami.
Hernandez nie miał najłatwiejszych warunków do pracy. Wydawało się wprawdzie, że będzie miał do dyspozycji prawdziwy dream team, z MVP ligi WNBA Tiną Charles w składzie. Jednak od początku sezonu mnożyły się problemy. Najpierw przez miesiąc drużyna grała bez Amerykanek. Z powodu kontuzji nie mogła zagrać Katie Douglas, która miała być filarem zespołu. Tuż przed play-off urazy wykluczyły z gry kolejne dwie zawodniczki. Wiślaczki przegrały trzy pierwsze mecze Euroligi i atmosfera w klubie już wtedy zrobiła się nerwowa. W listopadzie kibice zamanifestowali dość ostro swoje niezadowolenie z pracy szkoleniowca, co bardzo mocno dotknęło Hiszpana. Później napięć na linii klub - trener przybywało. Działacze nie potrafili zrozumieć, jak mistrzynie Polski mogły ponosić porażki z teoretycznie słabszymi rywalkami.
Generalny menedżer przyznał, że decyzja ta nie była jedynie pokłosiem meczu z Bourges: - Drużyna jest w trudnym położeniu w Eurolidze. Podobnie jak w ekstraklasie, gdzie po sezonie zasadniczym zajęliśmy trzecie miejsce, odległe od oczekiwań zarówno naszych, jak i trenera. Uznaliśmy, że zespołowi potrzebna jest jakaś zmiana. Po tej piątkowej katastrofie drużyna musi pozytywnie "odreagować", bo największe rezerwy leżą w sferze mentalnej.
- Oczekiwania w tym sezonie były bardzo wysokie, a drużyna momentami nie była w stanie im sprostać - uważa Hernandez. - Prawdą jest, że popełniłem błędy. Ale zawodniczki też popełniły ich wiele, podobnie jak działacze. Wszyscy nie ustrzegliśmy się pomyłek i wszyscy po części jesteśmy winni tej sytuacji. Z drugiej strony, nie uważam, żeby była ona tak zła, jak się wydaje. Zespół wciąż może awansować do Final Eight i zdobyć mistrzostwo oraz Puchar Polski.
Jeszcze większym zaskoczeniem jest powierzenie funkcji szkoleniowca mało doświadczonemu trenerowi, jakim jest Golański. Pojawiały się spekulacje, że Wisła zatrudni pozostającego bez kontraktu Georgisa Dikeoulakosa. - W ciągu kilku godzin po ogłoszeniu informacji o rozstaniu z panem Hernandezem dostałem co najmniej kilkanaście interesujących propozycji z różnych stron. Ale to temat na przyszły sezon - skomentował Dunin-Suligostowski.
Dziś Hernandez ma odlecieć do Hiszpanii. - Będę często tu wracał. Chociażby po to, żeby zobaczyć, jak radzi sobie Jordi Aragones - deklarował.
www.dziennikpolski24.pl