Przy ogłuszającym dopingu wspaniałej 9-tysięcznej widowni polscy siatkarze po emocjonującej grze pokonali Greków 3:2. Dziś o godz. 15 drugi mecz.
Piotr Gruszka (w środku) cieszy się ze zwycięstwa z Krzysztofem Ignaczakiem (z prawej) i Piotrem Gackiem. Fot. Paweł Łacheta Po meczu trener polskiej reprezentacji Raul Lozano był bardzo szczęśliwy. Fot. Paweł Łacheta Kolejny skuteczny atak Mariusza Wlazłego. Fot. Paweł Łacheta
W pierwszym łódzkim meczu Ligi Światowej polskiej reprezentacji z Grekami, goście udowodnili, że ich dwa zwycięstwa nad Serbią i Czarnogórą nie były dziełem przypadku. Od pierwszych piłek do stanu 5:5 toczyła się na parkiecie wyrównana walka, a po dobrych zagrywkach Chatzianoniou grecki zespół objął prowadzenie dwoma punktami 7:5. Nie oddał prowadzenia już do końca pierwszego seta, wygrywając go po 18 minutach 25:17.
Radość młodego kibica Fot. Paweł Łacheta
Drugą partię lepiej rozpoczęli Polacy i po ładnym technicznym spuszczeniu piłki za blok rywali przez Mariusza Wlazłego, objęli prowadzenie 4:1. Grecy odrobili straty, głównie po dobrych atakach Roumeliotisa. Doprowadzili do wyniku 11:11, a po złych zagrywkach Arkadiusza Gołasia i Andrzeja Stelmacha, mieli nawet dwupunktową przewagę, 16:14. Podopieczni Raula Lozano jednak nie zrezygnowali i po zaciętej końcówce wygrali 25:23. Seta zakończył skutecznym atakiem Łukasz Kadziewicz.
Trzeci set znów należał do Greków. Po wyrównanej walce do stanu 9:10, polskich zawodników dwukrotnie zaskoczył mocną zagrywką Baev. Później raz zaatakował z drugiej linii i było już 13:9 dla Grecji. Tym razem Polacy nie zdołali już odrobić strat i przegrali 19:25.
Ku radości blisko 9-tysięcznej widowni biało-czerwoni doprowadzili do tie breaku. W czwartym secie przez cały czas posiadali lekką przewagę, choć przy stanie 13:13 można było mieć obawy o losy spotkania. As Piotra Gruszki i dobry atak Gołasia zapewniły prowadzenie naszej ekipie, którego nie oddała już do końca partii.
Decydujący set rozpoczął się niedobrze dla Polaków. Przegrywali 1:5 i długo nie potrafili odrobić strat. Jednak od stanu 3:7, gdy na zagrywce pojawił się Wojciech Grzyb, gra polskiej drużyny nagle się odmieniła. Znakomicie zaczął atakować Mariusz Wlazły, który także popisał się w najbardziej odpowiednim momencie wspaniałym blokiem. Zawodnik Skry Bełchatów przy stanie 14:13 potężnym zbiciem z drugiej linii po prostej skończył seta i cały mecz.
Oprócz Mariusza Wlazłego trzeba wyróżnić Krzysztofa Ignaczaka, który zagrał na nietypowej dla siebie pozycji przyjmującego i spisywał się bardzo dobrze. Zdobył nawet kilka punktów po niezbyt mocnych, a technicznych, przemyślanych atakach.
• Polska – Grecja 3:2 (17:25, 25:23,19:25, 25:20, 15:13).
Polska: Gruszka, Zagumny, Ignaczak, Wlazły, Kadziewicz, Gołaś – Gacek (libero) – Stelmach, Szymański, Świderski, Grzyb.
Grecja: Chatziantoniou, Kournetas, Tsakiropoulos, Roumeliotis, Lappas, Baev – Dimitrakopoulos (libero) – Pantaleon.
•••
Wygraliśmy dzięki kibicom
Kapitan polskiej reprezentacji Piotr Gruszka był pełen podziwu dla kibiców zgromadzonych na trybunach Hali Sportowej.
– To był bardzo trudny mecz, w którym popełnialiśmy zbyt dużo błędów – powiedział Gruszka. – To przez nie przegraliśmy dwa sety. Muszę przyznać, że wygraliśmy dzisiaj dzięki wspaniałej publiczności. To jej należą się największe brawa, bo zmobilizowała nas wspaniale do walki.
– Jak pan oceni grę Krzysztofa Ignaczaka na nietypowej dla siebie pozycji?
– Krzysiek grał kiedyś na pozycji przyjmującego, a więc nie jest to dla niego taka wielka nowość. Spisał się jednak bardzo dobrze i należą mu się brawa.
– Podczas przerwy po pierwszych dwóch setach trener Raul Lozano miał wam chyba dużo do powiedzenia.
– Przed wszystkim mówił nam, że nie możemy popełniać tylu prostych błędów. Apelował o większą koncentrację. Mówił też, żeby lepiej odbierać zagrywkę rywali. Wygraliśmy, ale jeszcze raz podkreślę, że w decydującym secie znakomita łódzka publiczność dopingiem wyzwoliła w nas wszystkie siły. Dzięki niej wygraliśmy.
(mm) - Express Ilustrowany




