Postautor: MARAS » 15 lipca 2005, 22:37
Organizatorzy kolarskiego Tour de France usiłują zapanować nad coraz większymi tłumami kibiców, gromadzącymi się na krętych podjazdach górskich etapów.
200 kolarzy, 1500 samochodów personelu wyścigu, dziennikarzy i sponsorów "przeciska się" przez ludzkie morze fanów, szczególnie na podjazdach, kończących górskie etapy TdF.
Menedżer sześciokrotnego zwycięzcy Touru, Lance'a Armstronga, Johan Bruyneel powiedział, że dotarcie do mety bez szwanku "graniczy z cudem".
"Wiele zrobiono w ostatnich latach, by poprawić bezpieczeństwo w kolarstwie. Wprowadzono obowiązek jazdy w kaskach. Pozostało jednak wiele do zrobienia jeśli chodzi o zdyscyplinowanie publiczności. Graniczy z cudem przedarcie się przez takie tłumy bez wypadku. Pewnego dnia kolarze zostaną zablokowani na szosie" - powiedział Bruyneel.
Górskie etapy w Pirenejach będą - zdaniem ekspertów - terenem najazdu tysięcy zwariowanych na punkcie kolarstwa kibiców, którzy chcą spędzić weekend przy trasie wyścigu. Jedząc i pijąc oczekiwać będą na swych ulubieńców.
By zachęcić ich do dopingowania zawodników, z kolumny wyścigu rzucane są w tłum różne promocyjne gadżety, od butelek z orzeźwiającymi płynami po kiełbaski. Ten zwyczaj czyni wielki wyścig najbardziej popularną impreza sportowa roku we Francji i to "cud", że nie było aż tak wiele poważnych wypadków wśród kolarzy i fanów.
Jednak zdarzały się "widowiskowe" incydenty. W 1975 r. francuski kibic uderzył pięciokrotnego triumfatora Touru, Belga Eddy'ego Merckxa. W 1994 r. Laurent Jalabert doznał poważnej kontuzji, gdy zderzył się z żandarmem robiącym zdjęcie. Podobny wypadek miało miejsce pięć lat temu, ale wtedy Włoch Giuseppe Guerini spadł z roweru podczas wspinaczki na Alpe d'Huez po zderzeniu się z widzem, który wybiegł na szosę, by zrobić efektowną fotkę. Dwa lata temu, na podjeździe w Luz-Ardiden, Armstrong zaplątał się w torby widza i miał upadek. Jednak pozbierał się szybko i wygrał etap. W ubiegłym roku, w Alpe d'Huez Teksańczyk został opluty przez niemieckiego kibica. Były też znacznie poważniejsze wypadki, włącznie z przypadkami śmiertelnymi. W 2002 r. troje dzieci dostało się pod koła samochodów kolumny wyścigu. Siedmioletni chłopiec zmarł w szpitalu. Inny widz stracił życie w 2000 r.
Mimo że informacyjne wozy wyścigu, jadące na początku i na końcu konwoju, ostrzegają kibiców i instruują, jak się zachować, wielu ekspertów kolarstwa zwraca uwagę, że sytuacja pogarsza się z każdym rokiem. Policja wyklucza z kolumny te wozy, które nie respektują przepisów drogowych. Bariery oddzielają widzów od szosy na ostatnich 400 metrach etapów; zużywa się na to 1300 ton metalu. Jednak to wszystko nie pomaga.
"Nie postawi się barier w całej Francji" - przyznaje z rezygnacją Bruyneel, który ma tylko nadzieję, że jego faworyt - Lance Armstrong dojedzie cało do Paryża i to w żółtej koszulce.
Chwiałka A Chwiałka Z Chwiałka AZS!