Postautor: Szymon » 26 września 2005, 22:29
Po sukcesie siatkarek.
ZŁOTKA NARODOWE
Dwukrotne mistrzynie Europy - siatkarki - zostały skarbem polskiego sportu. W żadnej grze zespołowej Polska nie ma szans na takie sukcesy.
Halę Doma Sportova w Zagrzebiu dzieli od hotelu Four Points 200 m, ale złote siatkarki Andrzeja Niemczyka w niedzielną noc, tuż po finale z Włoszkami (3:1), pokonywały je przeszło godzinę. Blisko tysiąc polskich fanów nie chciało odstąpić mistrzyń. Każdy chciał je uściskać, pogratulować, zrobić zdjęcie, dostać autograf. Oblewano je szampanem, a nad Zagrzebiem rozległy się śpiewy. - Jesteśmy najlepsze! - intonowała pieśń Małgorzata Glinka. - Wiara, determinacja, praca - wymieniała przyczyny sukcesu. - Praca, praca, praca, kosztem domu, odpoczynku, wszystkiego - dodała Joanna Mirek.
To jednak nie koniec. Za chwilę początek ligi, w przypadku wielu polskich siatkarek - włoskiej. Ligowi trenerzy musieli w tym sezonie zaufać Andrzejowi Niemczykowi, bo to on zajmował się siatkarkami przez ostatnie pięć miesięcy.
Zdzisław Ambroziak powiedział kiedyś, że siatkówka to najbardziej zespołowa z gier. Największe gwiazdy zasiadają jednak na ławkach trenerskich. Od Wagnera po Niemczyka, od Karpola po Rezende - to trenerzy legendarni. A to budzi zazdrość. W Polsce wypominano Niemczykowi, że jego tytuł w 2003 r. był przypadkowy, bo przecież Polki nie pokonały najlepszych na kontynencie ekip Włoch i Rosji (z Włoszkami Polska przegrała w grupie, a z Rosją nie grała w ogóle). Mówiono, że przygotowania do sezonu 2005 są intensywne i spóźnione, czego dowodem czerwcowa wpadka w Dreźnie w eliminacjach mistrzostw świata (do których Polki w końcu i tak awansowały). Niemczyk wie swoje. I triumfuje.
Niemczyk to trener specyficzny, bo wyspecjalizowany w kobietach. Z nimi pracuje, odnosi sukcesy i je rozumie. Niektóre siatkarki nie lubią jego szorstkości, ale teraz nie chcą nawet myśleć o reprezentacji bez niego. - Skoro jest dobrze tak, jak jest, to niech tak zostanie - mówi Joanna Mirek.
Niemczyk uchodzi za twardziela, który nie poddaje się presji, chorobie nowotworowej. Po finale w Zagrzebiu udzielił kilku krótkich wypowiedzi i odszedł. Gdy pojawił się znowu, w garniturze, można było zobaczyć, że i jemu oczy się szkliły. - Nie robię z mojej choroby tajemnicy, ale to właśnie ona nauczyła mnie cieszyć się i żyć chwilą - mówi.
A myślenie to przejęły zawodniczki. Nauczyły się skupiać wyłącznie na tym, co bezpośrednio przed nimi. - Gdy tylko wygrałyśmy jakiś mecz w grupie, lecieli do nas dziennikarze, by pytać do znudzenia, kogo wolimy w półfinale czy finale - mówiły Złotka. - Nie potrafili zrozumieć, że nas to w tym momencie nie interesuje. Małysz też odnosił sukcesy dlatego, że skupiał się tylko na najbliższym skoku.
Kolejnym "skokiem" Złotek jest listopadowy Puchar Mistrzów w Tokio. Polki zagrają tam z mistrzami pozostałych kontynentów. Czy po tak ciężkim sezonie ma to sens?
Celem Niemczyka i drużyny są teraz nie tylko kolejne mistrzostwa Europy w 2007 r., ale i sukces w świecie. Na razie to zadanie trudne, bo europejska siatkówka nie dorasta światowej do pięt. - To jak lot na inną planetę, ale jeśli potrenujemy jeszcze i nikt nie będzie nam przeszkadzał, to ten zespół na to stać - mówi Niemczyk.
Kiedyś Polki paraliżował widok siatkarek z Chin, Brazylii czy Kuby. Im częściej z nimi grają, tym szybciej to uczucie mija, tak jak minęły kompleksy wobec Rosji czy Włoch. - W tym roku najwięcej dały nam właśnie mecze z najsilniejszymi na świecie, mimo iż przegrywałyśmy je wyraźnie - mówi 22-letnia Katarzyna Skowrońska, która tylko w tym roku rozegrała 43 mecze w kadrze narodowej.
W przyszłym roku główną imprezą będą mistrzostwa świata. Przygotowaniem do nich ma być letnie Grand Prix, w którym Polska wystartuje po raz trzeci z rzędu. Turnieje Grand Prix odbywają się głównie w Azji - Japonii, Chinach, Tajlandii, na Filipinach - rzadko w Europie. Polska chce się o taki turniej starać. Przegapiono wielką szansę zorganizowania mistrzostw Europy - teraz, gdy zainteresowanie siatkówką żeńską jest duże, byłby to ideał. Nikt o to jednak nie zadbał.
Gdzieś na horyzoncie są igrzyska w Pekinie. Polskie siatkarki nie grały na olimpiadzie od 1968 roku! Niemki, które przegrały ME w Zagrzebiu, grają na igrzyskach regularnie.
Igrzyska są tym, co trzyma z zespołem 36-letnią Magdalenę Śliwę i 32-letnią Dorotę Świeniewicz, która ma kapitalny sezon. A przecież do mistrzostw przygotowywała się właściwie poza kadrą.
Śliwę zastępuje już młoda Izabela Bełcik. - Tak jak lubię Madzię, tak coraz trudniej jej sprostać wymaganiom kadry - mówi Niemczyk. Śliwy to nie zraża. - Odpuszczę? Nie. Jeżeli młodsze chcą mnie zastąpić, muszą grać lepiej, a ja będę walczyć - mówi.
Główny sponsor polskiej siatkówki Plus GSM przeznaczył dla siatkarek nagrodę specjalną 500 tys. zł. - Podpisaliśmy umowę z żeńską reprezentacją niedawno i gdybym powiedział, że jesteśmy zadowoleni, to powiedziałbym mało. My jesteśmy szczęśliwi - mówi Mirosław Bielicki, wiceprezes Polkomtela. - Kto przyniósł ostatnio Polakom więcej radości niż siatkarki? Chcemy z nimi współpracować do igrzysk w Pekinie.
W czym tkwi siła polskiego zespołu?
We wszechstronności. Polki poprawiły w tym roku to, co szwankowało - zagrywkę i obronę, dzięki czemu mogły teraz wygrać walkę z najlepiej broniącymi w Europie Włoszkami. Żadna polska siatkarka nie była w czołówce klasyfikacji indywidualnych ME - poza wybraną MVP Świeniewicz. Paradoksalnie to jednak dobrze. Kiedyś polską gwiazdą była Glinka. Teraz żadna z siatkarek nie jest niezastąpiona. ME w Zagrzebiu były porażką ekip opartych na gwiazdach - Gamowej w Rosji, Ruzić w Chorwacji, Zetowej w Bułgarii czy Hanikoglu w Turcji. Dziś jedna zawodniczka meczu nie wygrywa. Polska postawiła na uniwersalność i wygrała.
Andrzej Niemczyk
trener mistrzyń Europy
Nawet nie ma sensu porównywać tego złota i tego finału do wygranej sprzed dwóch lat. Tam wygraliśmy bez konieczności grania z Włochami i Rosją, a w finale jak czołg przetoczyliśmy się po tej biednej Turcji. Tutaj pokonaliśmy obu mocarzy, a w finale zmierzyliśmy się z rywalem, który grał naprawdę znakomicie. Mecz był punkt za punkt i jeśli ktoś popełnił dwa, trzy błędy, przegrywał seta.
Aleksandra Przybysz
siatkarka reprezentacji Polski
Uwierzyłyśmy, że możemy zdobyć złoty medal, i udało się. Nie wiem już, komu mam dziękować za pomoc w zdobyciu tego tytułu. Wszystkim. Medal dedykujemy pamięci Arka Gołasia.
Katarzyna Skowrońska
siatkarka reprezentacji Polski
Jeżeli teraz nie zabrakło mi determinacji w walce o medal, to nie zabraknie jej już chyba nigdy. Jestem strasznie, strasznie szczęśliwa. Pracowałyśmy na ten medal tyle czasu, ale warto było! Przyjeżdżając tu, starałam się nie pamiętać o medalu z 2003 r. i czułam się, jakbym wszystko zaczynała od początku. Miałyśmy pomysł i na Rosjanki, i na Włoszki. I udało się go zrealizować.
Przygotowywałam się do tych mistrzostw z myślą, że będę grać po przekątnej. Okazało się, że wróciłam do swojej dawnej pozycji, na środek. W ataku mam jednak zamiar jeszcze zagrać, bo chcę być jak najbardziej wszechstronna, jak cały zespół.
źródło: Gazeta Wyborcza
BYŁ, BĘDZIE I JEST ZAWSZE WŁÓKNIARZ MRKS
