Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Sowood Gorzów

Wszystko na temat Tauron Basket Ligi Kobiet

Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba

Awatar użytkownika
Wojteg
Junior
Posty: 2880
Rejestracja: 07 czerwca 2004, 07:30
Lokalizacja: Pabianice
Kontaktowanie:

Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Sowood Gorzów

Postautor: Wojteg » 02 stycznia 2006, 18:08

Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Sowood Gorzów Dariuszem Maciejewskim

Obrazek
Fot. Piotr Zytnicki/ AG

- To wspaniałe uczucie widzieć, że plan, który sobie założyłeś zaczyna się przynosić owoce - mówi gorzowski szkoleniowiec. - Do tego pociągu będzie komuś coraz trudniej wsiąść. W naszej koszykówce zostają miejsca już tylko dla najlepszych.

Gorzowskie koszykarki zrobiły ogromny postęp. W całym poprzednim sezonie wygrały sześć spotkań. Teraz już po pierwszej części rozgrywek mają na koncie tyle zwycięstw i cztery porażki. Nasza Agnieszka Szott to w tej chwili jedna z największych gwiazd ekstraklasy. Trener Maciejewski nie jest jednak skory do buńczucznych zapowiedzi i nie snuje medalowych planów. Czas gorzowskiej drużyny dopiero nadchodzi.

Ireneusz Klimczak: Ci, którzy nie oglądali spotkań przegranych przez gorzowską drużynę nie widzieli, że przy odrobinie szczęścia, mogliśmy mieć na koncie tylko jedną porażkę. W Krakowie o zwycięstwie gospodyń decydowały pojedyncze akcje, w Gdyni Lotosowi pomógł geniusz Agnieszki Bibrzyckiej, a od Pabianic byliśmy gorsi dopiero po dwóch dogrywkach.

Dariusz Maciejewski: Faktycznie, trzy przegrane przez nas mecze były bardzo zacięte, ale twierdzę, że nie tylko brakło nam w nich szczęścia. Mimo wszystko nie starczyło nam również umiejętności.

Czyli piąta lokata w tabeli dobrze oddaje nasze aktualne możliwości?

- Taki właśnie poziom teraz prezentujemy. Oczywiście to jest sport i mogło się tak ułożyć, że znaleźlibyśmy się wyżej. Dla tej drużyny i na tym etapie to jest jednak bardzo dobry wynik.

Porównując obserwacje jakie skrupulatnie prowadzicie, wszystkie zawodniczki, które grają sporo minut, zrobiły w tym sezonie znaczący postęp. Czy to jest właśnie tajemnica tak skutecznej gry AZS PWSZ Sowood w pierwszej rundzie?

- Analizując po każdym meczu 27 elementów techniczno-taktycznych obrony i ataku, widać jak na dłoni, że dziewczyny indywidualnie mocno poszły do przodu, a to musiało się także przełożyć na jakość zespołu. Druga sprawa to wzmocnienia. Sprowadzenie Oli Karpińskiej to nie strzał w dziesiątkę, a w dwunastkę. To zawodniczka z charyzmą. Ciągnie resztę zespołu, jest wzorem dla pozostałych. Idealnie pasuje jako koszykarka i jako człowiek do naszego klubu. Szybko zaległości, które wynikały z braku grania w poprzednim sezonie, nadrabia też Joasia Czarnecka. Oba wybory sprawdziły się. Jest więc z czego się cieszyć, bo mi szczególnie zależy na osobach, które wiedzą czego chcą i stawiają na koszykówkę, a Ola i Joasią na pewno są takimi zawodniczkami.

Czyli Karpińska i Czarnecka powinny być ważną częścią AZS PWSZ Sowood w najbliższych latach?

- Życzyłbym sobie tego. Na pewno pasują to tego co tworzymy w Gorzowie mentalnie. Chcą ciężko pracować i wierzą, że tutaj też wkrótce pojawią się największe wyzwania. Wszyscy mówią, że mamy zespół młody, ale dla mnie dojrzałość to nie jest kwestia wieku. Im szybciej sobie uświadomisz jak koszykówka jest dla ciebie ważna, tym szybciej wysoko zajdziesz. Takim osobom klub stwarza maksymalne możliwości rozwoju. Jest baza, duży sztab trenerski. Trzeba tylko i aż postawić na koszykówkę. Mimo wszystko niektórym osobom, które są z nami, wciąż trzeba przypominać o maksymalnym podporządkowaniu się takiemu reżimowi. Tylko poprzez pełne zawodowstwo mamy szansę dotrzeć na same koszykarskie szczyty.

Sztab szkoleniowy powiększył się latem o dwie osoby. Z zespołem pracują specjaliści, którzy prowadzą zajęcia z lekkiej atletyki i na siłowni. Czy ci ludzie są w drużynie niezbędni?

- Żeby wyszkolić kompletną koszykarkę, spełniającą wymogi współczesnej koszykówki, potrzeba fachowców w każdej ważnej dziedzinie. Trener od koszykówki powinien zapewnić rozwój techniczno-taktyczny. Inne zadanie mają ludzie od przygotowania motorycznego. Tylko fachowcy mogą zagwarantować maksymalny rozwój, stosując wiele specjalistycznych, ale też bardzo bezpiecznych dla zdrowia ćwiczeń. Wiedziałem o tym od dawna i szukałem odpowiednich do tej koncepcji ludzi. Z przyjemnością teraz patrzę na ich mądrą, poukładaną pracę. Pilnuję, aby wysiłek całego sztabu szkoleniowego szedł w przygotowanie koszykarki, a nie zawodniczki w innej dyscyplinie. Zrozumiałem, że postęp tkwi w szczegółach, a ja tych szczegółów w innych dziedzinach już nie widziałem. W nowoczesnej koszykówce, nie ma innej drogi. My cały czas pracujemy nie na dziś, a na jutro. I mogę zagwarantować, że to wszystko jest robione z głową. Dziewczyny nie zaczną bić rekordów lekkoatletycznych, czy w podnoszeniu ciężarów. Będą kompletnymi koszykarkami. Bez względu, czy zagrają dla Gorzowa, czy w innych klubach, a przede wszystkim dla reprezentacji.

Kontuzja Magdy Kozdroń bardzo skomplikowała wam plany?

- Z jednej strony i bez niej graliśmy bardzo dobrze. Zaraz jednak nasuwa się pytania, co by było, gdyby Magda cały czas była z nami. Z utęsknieniem czekam na jej powrót do gry, bo to jest osoba potrzebna nie tylko na boisku, ale i mentalnie w zespole.

Pytam o Magdę, bo w tym sezonie z całą krajową czołówką jak równy z równym biła się ósemka, a potem siódemka naszych zawodniczek. W poprzednim sezonie komuś z ławki było łatwiej zabłysnąć. Teraz jest to niemożliwe. Czy najważniejsze koszykarki w zespole tak uciekły reszcie?

- Bardzo trafne spostrzeżenie. Dokładnie tak jest. Do tak rozpędzonego pociągu coraz trudniej się załapać. To co widziałem na ostatnim obozie w Cetniewie to naprawdę robiło wrażenie. Zespół wykonał wielką pracę na bardzo wysokim poziomie. Gdy ktoś z tego pociągu ze znakiem jakości wypadnie to wrócić jest już bardzo trudno. Doścignąć choćby ostatni wagonik. Bardzo lubię mecze wyjazdowe, choć są męczące, bo w autokarze widać najlepiej jak ten zespół się rozwija. Tutaj mają szansę zaistnieć tylko osoby z dużym talentem i wielką chęcią do pracy. Tylko tacy ludzie dadzą nam nadzieję na równą walkę z Gdynią czy Pabianicami.

W klubowym archiwum jest już kaseta z meczem Lotos Gdynia - Bourges?

- Nie, a dlaczego?

Agnieszka Bibrzycka, która tak nas skaleczyła w Gdyni, nie rzuciła w tym spotkaniu żadnego punktu. Lepiej, że z Lotosem zagramy dopiero pod koniec stycznia, czy trochę szkoda, że nie dostaliśmy w Gorzowie mistrzyń Polski tydzień po pojedynku z Wisłą?

- To ciekawe jak powstrzymały ją rywalki, ale ja rozumiem, że może się przytrafić taki słabszy mecz. Sam grałem w koszykówkę w Moskwie systemem środa, sobota i wiem, że psychicznie i fizycznie jest trudno wytrzymać tak duże obciążenia. Tym bardziej, że wiemy jaką rolę Agnieszka odgrywa w Lotosie. To fenomenalny gracz, którego bardzo, bardzo szanuję i w lidze zawsze swoje punkty rzuci. Ona razem z naszą Agnieszką Szott powinny być motorami napędowymi naszej reprezentacji. Obydwie prezentują bardzo wysoki poziom sportowy. Szkoda, że nie gościliśmy gdynianek przed Świętami, bo w styczniu Lotos przyjedzie do nas wzmocniony. To jednak już teraz jest zupełnie inna drużyna od tej, z którą na równi walczyliśmy na początku sezonu w Gdyni. Bardzo mocna fizycznie i bardziej zgrana.

To dla Ciebie też był wyjątkowy rok. Nieustanna gra. Najpierw stresująca walka o utrzymanie w ekstraklasie. Potem współpraca z pierwszą reprezentacją, Uniwersjada, przygotowania do sezonu. Nawet podczas Świąt ciężko trenujecie. Do tego dochodzi koszykówka, którą prowadzisz na gorzowskiej sportowej uczelni. Nie masz jej już trochę dość?

- Koszykówka to moja wielka siła. Przyznaję, czasami jestem bardzo zmęczony, ale wtedy przychodzę na trening i tam zapominam o wszystkich przykrych rzeczach, odpoczywam. Z koszykówki czerpię wielką energię. Nie tylko daję jej ile potrafię, ale i bardzo dużo od niej dostaję. A ten rok był dla mnie najbardziej twórczy, najciekawszy ze wszystkich. Upewniłem się jaką drogą mam dalej iść, jak koszykówka w przyszłości ma wyglądać. Nasze zawodniczki grają z powodzeniem w Europie, w lidze też jesteśmy coraz bliżej czołówki. Gdyby kolejne lata wyglądały jak ten, który właśnie się kończy to byłbym bardzo zadowolony. Choć wyznaję zasadę, że zawsze może być lepiej. Propozycji z Polski przez ostatnie lata było wiele i tych kuszących finansowych także. Podjąłem się jednak zadania w Gorzowie i bardzo fascynuje mnie jak daleko tutaj wszyscy dojdziemy. Bo to wciąż jest jeszcze początek drogi. Wciąż coś tworzymy. Absolutnie nie czuję się wypalony. Wręcz przeciwnie. To co robimy w Gorzowie, a przecież to jest moje miasto, jeszcze bardziej mnie nakręca. Poczekam na sukcesy i puchary tutaj. Wierzę, że do tak poukładanego klubu, trafią wkrótce także większe pieniądze, a wtedy powalczymy o koszykarskie szczyty. Z drużyną nie z przypadku, ale budowaną według jednej myśli przez lata, poukładaną. Cały czas pamiętam słowa premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Kilka lat temu, gdy wróciłem do Gorzowa, zaufałem mu i do dzisiaj nie żałuję. Wtedy zaczęliśmy budowę klubu od początku. Najpierw porządna baza, potem mądrze budowany zespół, wspinający się na kolejne szczeble rozwoju. Za dwa lata mamy zagrać w pucharach. Wierzę, że tam trafimy.

Wracamy do gry 7 stycznia. Polkowice, Łódź, Poznań. Trzy zwycięstwa to plan bardzo trudny do wykonania, ale nie nierealny. Taki bilans znacznie przybliżyłby nas do miejsca w czwórce, które w play-off daje przewagę własnego boiska.

- Nawet nie wiedziałem z kim gramy później. Teraz liczy się dla mnie i drużyny tylko mecz w Polkowicach. To jest pojedynek o czwórkę, do którego rywalki też podejdą z olbrzymią determinacją. Wiem, że przygotowujemy się do tego spotkania inaczej niż CCC i ciekawe jak to będzie wyglądało z obu stron na boisku. Potem będziemy myśleć co dalej.

Gdzie AZS PWSZ Sowood powinien znaleźć się po ostatnim meczu tego sezonu, abyś czuł, że zadanie zostało wykonane?

- Mnie jako trenera, który ma plan na lata i jest ciągle w trakcie tworzenia zespołu, ostatecznie miejsce tak do końca nie interesuje. To jest sport i może wszystko się zdarzyć. Powtórzę. To nie jest praca na dziś, a na jutro. Najważniejszy jest styl, rozwój dziewczyn, ilość zwycięstw. To, że potrafią zagrać tak świetną połowę z Wisłą Kraków. Zajęte miejsce może być przypadkiem. O wiele cenniejsze jest to, że mamy w Gorzowie i wszyscy to widzą, coraz lepszą drużynę. Chciałbym zagrać jeszcze jedną tak fajną rundę, pokazać dobrą koszykówkę w play-off. A co będzie na końcu zobaczymy.

A kto będzie mistrzem Polski?

- Tym razem jeszcze nie my [śmiech - przyp. red.]. Jeśli Lotos poważnie się nie wzmocni to duże szanse ma Wisła. Nie można też lekceważyć Polfy Pabianice. Uważam, że końcówka ligi będzie bardzo ciekawa i trudno wskazać zdecydowanego faworyta. My też mamy zamiar sprawić kibicom kolejne koszykarskie prezenty.

Rozmawiał Ireneusz Klimczak

mawi
Żak
Posty: 225
Rejestracja: 21 grudnia 2004, 11:10
Lokalizacja: swój

Postautor: mawi » 03 stycznia 2006, 22:12

A więc za parę lat będziemy mieli w Gorzowie euroligę-ciekawę kogo zastąpimy- myślę że Wisłę która po zdobyciu tytułu w tym roku odpuści następną setkę ze swojego żywota.

MARAS
Oldboy
Posty: 5593
Rejestracja: 09 czerwca 2004, 10:47
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: MARAS » 03 stycznia 2006, 23:10

Zauważ to że u nas też po wicemistrzostwie były plany euroligowe. I zobacz jak sie to skonczyło. Nie jest sztuką wejść na szczyt ale sztuką jest sie na nim utrzymać jak najdłużej.

Pozdro mawi
Chwiałka A Chwiałka Z Chwiałka AZS!

Awatar użytkownika
kyS
Kadet
Posty: 1362
Rejestracja: 21 listopada 2004, 19:40
Lokalizacja: gw

Postautor: kyS » 04 stycznia 2006, 17:30

Wszystko to co sie dzieje jest wynikiem dlugoterminowego planu, zeby awansowac do pucharow, na pewno potrzebujemy jeszcze jednego duuuuzego sponsora, bo pwsz mimo, ze uczelnia, ktora raczej na brak funduszy nie narzeka juz chyba sama o wiecej z obecna druzyna niz 4, 5 miejsce nie powalczy - oczywiscie obym sie mylil :wink: . Wlasnie po waszym przykladzie widac, ze zeby mierzyc wysoko "wystarzczy" bogaty sponsor.
Obrazek

CokolwiekPomiedzyLudzmiKonczySie
ZnaczyNigdySieNieZaczelo
GdybyPrawdziwieSieZaczeloNieSkonczylobySie
SkonczyloSieBoSieNieZaczelo
CokolwiekPrawdziwieSieZaczynaNigdySieNieKonczy

Awatar użytkownika
Wojteg
Junior
Posty: 2880
Rejestracja: 07 czerwca 2004, 07:30
Lokalizacja: Pabianice
Kontaktowanie:

Postautor: Wojteg » 11 stycznia 2006, 21:22

Dariusz Maciejewski opowiada o prowadzeniu drużyny


Obrazek
Fot. Piotr Żytnicki / AG

Trener naszych gorzowskich koszykarek przez cały mecz walczy razem z zespołem o udaną akcję w obronie, czy ataku, o każdy punkt. W Polkowicach po raz pierwszy w karierze miejsce dla Maciejewskiego wyznaczyła... Jordanka - plastikowa butelka z napojem.

Butelkę postawił komisarz na meczu CCC z AZS PWSZ Sowood Gorzów Zbigniew Szpilewski, przewodniczący Kolegium Sędziów. Żywiołowo reagujący Maciejewski kilka razy odszedł daleko od naszej ławki rezerwowych, co nie spodobało się sędziom. Po interwencji, wyznaczonej strefy pierwszemu trenerowi nie pozwalał opuszczać drugi szkoleniowiec Janusz Wierzbicki, który łapał Maciejewskiego... za nogi. Wiedział co grozi drużynie za kolejną niesubordynację - rzuty osobiste dla CCC i piłka z boku dla gospodyń. - Nie siedzę podczas meczu i wszyscy o tym wiedzą - opowiadał Maciejewski. - Gram z zespołem i dlatego poruszam się wzdłuż ławki. Szukam sobie wolnego miejsca, aby nikomu nie przeszkadzać. Na każdej hali jest wymalowana linia, tzw. strefa zmian, która wyznacza obszar dla trenera. Teoretycznie nie powinienem tej strefy przekraczać. Można za to otrzymać przewinienie techniczne.

W Polkowicach ławki rezerwowych były ustawione trochę niefortunnie. - Do tego miejsc do siedzenia było zdecydowanie zbyt wiele, tak jakbyśmy przyjechali na mecz razem z rodzinami - dodał Maciejewski. - Gdy trzymałem się linii to ciągle deptałem moim rezerwowych po nogach i zasłaniałem to co dzieje się na boisku. Dlatego instynktownie uciekałem poza ławkę, gdzie było sporo wolnego miejsca.

Na szczęście tym razem trener AZS PWSZ Sowood ustrzegł się kary. I nie zamierza zmieniać swojego stylu. - Kiedyś próbowałem inaczej poprowadzić zespół, ale nie trwało to długo, bo usłyszałem od zawodniczek, że skoro siedzę na ławce to mi nie zależy - powiedział Maciejewski. - Nawet na sparingu pracuję na naszą dobrą grę razem z drużyną. Dziewczyny już się przyzwyczaiły do takiego mojego stylu i gdy ja siedzę to dla nich coś jest nie tak.

Maciejewski nie chce oceniać innych. Ważne, aby praca wykonywana przy linii była z korzyścią dla zespołu. - To sprawa temperamentu i osobowości trenera oraz jego filozofii pracy z drużyną - mówił gorzowski szkoleniowiec. - Wolę pewne reakcje wyrzucić z siebie od razu niż tłumić i w pewnym momencie stracić nad sobą kontrolę. Dzięki temu nie skupiam się na jednej sytuacji, a przechodzę do następnej. To jest bardzo ważna sprawa. Powiem sobie coś głośniej, czy pod nosem, przekażę coś gestem, zdenerwuję się, ale to trwa chwilę. Bo w koszykówce nie ma czasu na długie rozpatrywanie. Ewentualnie rzeczy niezbędne to przekazania drużynie trzeba zakodować i podać je na czasie.

Trener AZS PWSZ Sowood miał okazję uczyć się od najlepszych na świecie. - Moim największym inspiratorem był świętej pamięci Aleksander Gomelski - wspomina Maciejewski. - Miałem to wielkie szczęście być trzy miesiące bardzo blisko radzieckiego zespołu przed igrzyskami olimpijskimi w Seulu, gdzie jego drużyna wywalczyła złoty medal. Legendarny Gomelski miał metr sześćdziesiąt kilka wzrostu, a potrafił mieć posłuch u ludzi o pół metra wyższych, wielkich gwiazd drużyny ZSRR. Żył razem z zespołem. Na pewno wiele jego reakcji staram się naśladować i przeniosłem do mojej pracy.

Maciejewski nigdy nie ważył się po meczu, ale to oczywiste, że przez stres i emocje traci bardzo dużo kalorii. W przerwie spotkanie nie zmienia koszuli, ale zawsze ściąga marynarkę, a gdy robi się cieplej stara się zakładać przed walką koszulę z krótkim rękawem. - Podróżując z wyjazdu autobusem to jeszcze jest ten czas na rozpamiętywanie spotkania - mówił trener. - Gdy wracam do domu to koszykówka jest tylko przez chwilę, a potem pochłania mnie rodzina. Kiedyś kasetę z meczem wrzucałem do magnetowidu jeszcze tego samego wieczoru. Teraz już tak nie robię. Wracam do niego następnego dnia. Nie rozpatruję pojedynków z perspektywy wyniku, a bardziej dobrze lub gorzej wykonanej pracy. Są wygrane spotkania, tak jak w Chełmie, po których jestem bardzo zły. Są też takie Polkowice, gdzie dużo nam nie zabrakło i nie mamy się czego wstydzić. Na drugi dzień daje się to odczuć.

Maciejewski tworzy pracę doktorską o kierowaniu zespołem w trakcie gry i wpływach decydujących momentów spotkania na skuteczność, podejmowanie decyzji przez drużynę. - To jest temat na książkę - podsumował szkoleniowiec. - Najważniejsze, abyśmy wszyscy byli świadomi granic. Nie może być tak, że trener wychodzi na pierwszy plan przed zespół. Żeby kibice nie byli zażenowani i bardziej interesowali się tym, co dzieje się na ławce, a nie boisku.

Ireneusz Klimczak (Gazeta Wyborcza)

Marcin1010
Amator
Posty: 152
Rejestracja: 07 grudnia 2005, 21:00

Postautor: Marcin1010 » 11 stycznia 2006, 21:54

Mysle ze Gorzow ma wizje i wszystko dobrz poukladane oby wiecej takich zespolow.pozdrawiam

Awatar użytkownika
Manic
Żak
Posty: 382
Rejestracja: 11 grudnia 2005, 22:31
Lokalizacja: Brzeg
Kontaktowanie:

Postautor: Manic » 11 stycznia 2006, 22:33

Dobre z tą butelką zródlanki ;)
Można przeżyć życie w sposób tak pełny, iż pod koniec jesteś gotów na śmierć, gdyż nie zostaje ci nic innego do roboty ;)


Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości