Fot. Piotr Zytnicki/ AG
- To wspaniałe uczucie widzieć, że plan, który sobie założyłeś zaczyna się przynosić owoce - mówi gorzowski szkoleniowiec. - Do tego pociągu będzie komuś coraz trudniej wsiąść. W naszej koszykówce zostają miejsca już tylko dla najlepszych.
Gorzowskie koszykarki zrobiły ogromny postęp. W całym poprzednim sezonie wygrały sześć spotkań. Teraz już po pierwszej części rozgrywek mają na koncie tyle zwycięstw i cztery porażki. Nasza Agnieszka Szott to w tej chwili jedna z największych gwiazd ekstraklasy. Trener Maciejewski nie jest jednak skory do buńczucznych zapowiedzi i nie snuje medalowych planów. Czas gorzowskiej drużyny dopiero nadchodzi.
Ireneusz Klimczak: Ci, którzy nie oglądali spotkań przegranych przez gorzowską drużynę nie widzieli, że przy odrobinie szczęścia, mogliśmy mieć na koncie tylko jedną porażkę. W Krakowie o zwycięstwie gospodyń decydowały pojedyncze akcje, w Gdyni Lotosowi pomógł geniusz Agnieszki Bibrzyckiej, a od Pabianic byliśmy gorsi dopiero po dwóch dogrywkach.
Dariusz Maciejewski: Faktycznie, trzy przegrane przez nas mecze były bardzo zacięte, ale twierdzę, że nie tylko brakło nam w nich szczęścia. Mimo wszystko nie starczyło nam również umiejętności.
Czyli piąta lokata w tabeli dobrze oddaje nasze aktualne możliwości?
- Taki właśnie poziom teraz prezentujemy. Oczywiście to jest sport i mogło się tak ułożyć, że znaleźlibyśmy się wyżej. Dla tej drużyny i na tym etapie to jest jednak bardzo dobry wynik.
Porównując obserwacje jakie skrupulatnie prowadzicie, wszystkie zawodniczki, które grają sporo minut, zrobiły w tym sezonie znaczący postęp. Czy to jest właśnie tajemnica tak skutecznej gry AZS PWSZ Sowood w pierwszej rundzie?
- Analizując po każdym meczu 27 elementów techniczno-taktycznych obrony i ataku, widać jak na dłoni, że dziewczyny indywidualnie mocno poszły do przodu, a to musiało się także przełożyć na jakość zespołu. Druga sprawa to wzmocnienia. Sprowadzenie Oli Karpińskiej to nie strzał w dziesiątkę, a w dwunastkę. To zawodniczka z charyzmą. Ciągnie resztę zespołu, jest wzorem dla pozostałych. Idealnie pasuje jako koszykarka i jako człowiek do naszego klubu. Szybko zaległości, które wynikały z braku grania w poprzednim sezonie, nadrabia też Joasia Czarnecka. Oba wybory sprawdziły się. Jest więc z czego się cieszyć, bo mi szczególnie zależy na osobach, które wiedzą czego chcą i stawiają na koszykówkę, a Ola i Joasią na pewno są takimi zawodniczkami.
Czyli Karpińska i Czarnecka powinny być ważną częścią AZS PWSZ Sowood w najbliższych latach?
- Życzyłbym sobie tego. Na pewno pasują to tego co tworzymy w Gorzowie mentalnie. Chcą ciężko pracować i wierzą, że tutaj też wkrótce pojawią się największe wyzwania. Wszyscy mówią, że mamy zespół młody, ale dla mnie dojrzałość to nie jest kwestia wieku. Im szybciej sobie uświadomisz jak koszykówka jest dla ciebie ważna, tym szybciej wysoko zajdziesz. Takim osobom klub stwarza maksymalne możliwości rozwoju. Jest baza, duży sztab trenerski. Trzeba tylko i aż postawić na koszykówkę. Mimo wszystko niektórym osobom, które są z nami, wciąż trzeba przypominać o maksymalnym podporządkowaniu się takiemu reżimowi. Tylko poprzez pełne zawodowstwo mamy szansę dotrzeć na same koszykarskie szczyty.
Sztab szkoleniowy powiększył się latem o dwie osoby. Z zespołem pracują specjaliści, którzy prowadzą zajęcia z lekkiej atletyki i na siłowni. Czy ci ludzie są w drużynie niezbędni?
- Żeby wyszkolić kompletną koszykarkę, spełniającą wymogi współczesnej koszykówki, potrzeba fachowców w każdej ważnej dziedzinie. Trener od koszykówki powinien zapewnić rozwój techniczno-taktyczny. Inne zadanie mają ludzie od przygotowania motorycznego. Tylko fachowcy mogą zagwarantować maksymalny rozwój, stosując wiele specjalistycznych, ale też bardzo bezpiecznych dla zdrowia ćwiczeń. Wiedziałem o tym od dawna i szukałem odpowiednich do tej koncepcji ludzi. Z przyjemnością teraz patrzę na ich mądrą, poukładaną pracę. Pilnuję, aby wysiłek całego sztabu szkoleniowego szedł w przygotowanie koszykarki, a nie zawodniczki w innej dyscyplinie. Zrozumiałem, że postęp tkwi w szczegółach, a ja tych szczegółów w innych dziedzinach już nie widziałem. W nowoczesnej koszykówce, nie ma innej drogi. My cały czas pracujemy nie na dziś, a na jutro. I mogę zagwarantować, że to wszystko jest robione z głową. Dziewczyny nie zaczną bić rekordów lekkoatletycznych, czy w podnoszeniu ciężarów. Będą kompletnymi koszykarkami. Bez względu, czy zagrają dla Gorzowa, czy w innych klubach, a przede wszystkim dla reprezentacji.
Kontuzja Magdy Kozdroń bardzo skomplikowała wam plany?
- Z jednej strony i bez niej graliśmy bardzo dobrze. Zaraz jednak nasuwa się pytania, co by było, gdyby Magda cały czas była z nami. Z utęsknieniem czekam na jej powrót do gry, bo to jest osoba potrzebna nie tylko na boisku, ale i mentalnie w zespole.
Pytam o Magdę, bo w tym sezonie z całą krajową czołówką jak równy z równym biła się ósemka, a potem siódemka naszych zawodniczek. W poprzednim sezonie komuś z ławki było łatwiej zabłysnąć. Teraz jest to niemożliwe. Czy najważniejsze koszykarki w zespole tak uciekły reszcie?
- Bardzo trafne spostrzeżenie. Dokładnie tak jest. Do tak rozpędzonego pociągu coraz trudniej się załapać. To co widziałem na ostatnim obozie w Cetniewie to naprawdę robiło wrażenie. Zespół wykonał wielką pracę na bardzo wysokim poziomie. Gdy ktoś z tego pociągu ze znakiem jakości wypadnie to wrócić jest już bardzo trudno. Doścignąć choćby ostatni wagonik. Bardzo lubię mecze wyjazdowe, choć są męczące, bo w autokarze widać najlepiej jak ten zespół się rozwija. Tutaj mają szansę zaistnieć tylko osoby z dużym talentem i wielką chęcią do pracy. Tylko tacy ludzie dadzą nam nadzieję na równą walkę z Gdynią czy Pabianicami.
W klubowym archiwum jest już kaseta z meczem Lotos Gdynia - Bourges?
- Nie, a dlaczego?
Agnieszka Bibrzycka, która tak nas skaleczyła w Gdyni, nie rzuciła w tym spotkaniu żadnego punktu. Lepiej, że z Lotosem zagramy dopiero pod koniec stycznia, czy trochę szkoda, że nie dostaliśmy w Gorzowie mistrzyń Polski tydzień po pojedynku z Wisłą?
- To ciekawe jak powstrzymały ją rywalki, ale ja rozumiem, że może się przytrafić taki słabszy mecz. Sam grałem w koszykówkę w Moskwie systemem środa, sobota i wiem, że psychicznie i fizycznie jest trudno wytrzymać tak duże obciążenia. Tym bardziej, że wiemy jaką rolę Agnieszka odgrywa w Lotosie. To fenomenalny gracz, którego bardzo, bardzo szanuję i w lidze zawsze swoje punkty rzuci. Ona razem z naszą Agnieszką Szott powinny być motorami napędowymi naszej reprezentacji. Obydwie prezentują bardzo wysoki poziom sportowy. Szkoda, że nie gościliśmy gdynianek przed Świętami, bo w styczniu Lotos przyjedzie do nas wzmocniony. To jednak już teraz jest zupełnie inna drużyna od tej, z którą na równi walczyliśmy na początku sezonu w Gdyni. Bardzo mocna fizycznie i bardziej zgrana.
To dla Ciebie też był wyjątkowy rok. Nieustanna gra. Najpierw stresująca walka o utrzymanie w ekstraklasie. Potem współpraca z pierwszą reprezentacją, Uniwersjada, przygotowania do sezonu. Nawet podczas Świąt ciężko trenujecie. Do tego dochodzi koszykówka, którą prowadzisz na gorzowskiej sportowej uczelni. Nie masz jej już trochę dość?
- Koszykówka to moja wielka siła. Przyznaję, czasami jestem bardzo zmęczony, ale wtedy przychodzę na trening i tam zapominam o wszystkich przykrych rzeczach, odpoczywam. Z koszykówki czerpię wielką energię. Nie tylko daję jej ile potrafię, ale i bardzo dużo od niej dostaję. A ten rok był dla mnie najbardziej twórczy, najciekawszy ze wszystkich. Upewniłem się jaką drogą mam dalej iść, jak koszykówka w przyszłości ma wyglądać. Nasze zawodniczki grają z powodzeniem w Europie, w lidze też jesteśmy coraz bliżej czołówki. Gdyby kolejne lata wyglądały jak ten, który właśnie się kończy to byłbym bardzo zadowolony. Choć wyznaję zasadę, że zawsze może być lepiej. Propozycji z Polski przez ostatnie lata było wiele i tych kuszących finansowych także. Podjąłem się jednak zadania w Gorzowie i bardzo fascynuje mnie jak daleko tutaj wszyscy dojdziemy. Bo to wciąż jest jeszcze początek drogi. Wciąż coś tworzymy. Absolutnie nie czuję się wypalony. Wręcz przeciwnie. To co robimy w Gorzowie, a przecież to jest moje miasto, jeszcze bardziej mnie nakręca. Poczekam na sukcesy i puchary tutaj. Wierzę, że do tak poukładanego klubu, trafią wkrótce także większe pieniądze, a wtedy powalczymy o koszykarskie szczyty. Z drużyną nie z przypadku, ale budowaną według jednej myśli przez lata, poukładaną. Cały czas pamiętam słowa premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Kilka lat temu, gdy wróciłem do Gorzowa, zaufałem mu i do dzisiaj nie żałuję. Wtedy zaczęliśmy budowę klubu od początku. Najpierw porządna baza, potem mądrze budowany zespół, wspinający się na kolejne szczeble rozwoju. Za dwa lata mamy zagrać w pucharach. Wierzę, że tam trafimy.
Wracamy do gry 7 stycznia. Polkowice, Łódź, Poznań. Trzy zwycięstwa to plan bardzo trudny do wykonania, ale nie nierealny. Taki bilans znacznie przybliżyłby nas do miejsca w czwórce, które w play-off daje przewagę własnego boiska.
- Nawet nie wiedziałem z kim gramy później. Teraz liczy się dla mnie i drużyny tylko mecz w Polkowicach. To jest pojedynek o czwórkę, do którego rywalki też podejdą z olbrzymią determinacją. Wiem, że przygotowujemy się do tego spotkania inaczej niż CCC i ciekawe jak to będzie wyglądało z obu stron na boisku. Potem będziemy myśleć co dalej.
Gdzie AZS PWSZ Sowood powinien znaleźć się po ostatnim meczu tego sezonu, abyś czuł, że zadanie zostało wykonane?
- Mnie jako trenera, który ma plan na lata i jest ciągle w trakcie tworzenia zespołu, ostatecznie miejsce tak do końca nie interesuje. To jest sport i może wszystko się zdarzyć. Powtórzę. To nie jest praca na dziś, a na jutro. Najważniejszy jest styl, rozwój dziewczyn, ilość zwycięstw. To, że potrafią zagrać tak świetną połowę z Wisłą Kraków. Zajęte miejsce może być przypadkiem. O wiele cenniejsze jest to, że mamy w Gorzowie i wszyscy to widzą, coraz lepszą drużynę. Chciałbym zagrać jeszcze jedną tak fajną rundę, pokazać dobrą koszykówkę w play-off. A co będzie na końcu zobaczymy.
A kto będzie mistrzem Polski?
- Tym razem jeszcze nie my [śmiech - przyp. red.]. Jeśli Lotos poważnie się nie wzmocni to duże szanse ma Wisła. Nie można też lekceważyć Polfy Pabianice. Uważam, że końcówka ligi będzie bardzo ciekawa i trudno wskazać zdecydowanego faworyta. My też mamy zamiar sprawić kibicom kolejne koszykarskie prezenty.
Rozmawiał Ireneusz Klimczak

