1. Co do kibicowania klubowi i zawodniczkom. Należy rozróznic dwie sfery. Zgadzam się tu w zasadzie z Szymonem: Co by nie mówić zawodniczka dziś gra dla "nas" jutro dla kogoś innego. Tak naprawdę kibice są na ostatnim miejscu-przestańcie się oszukiwać, już dawno się o tym przekonałem. Owszem możemy je lubić, mozemy się nawet przyjaźnić, trzymać za nie kciuki zeby ich kariera toczyła sie pomyślnie, zeby im się wiodło, ale frazesy typu "graja dla nas" między bajki włóżcie-graja dla siebie, dla kontraktów, dla pieniędzy, dla medali (wcale ich za to nie potępiam). To miłe ze np Trenejro broni Leo - to rzecz oczywista i szlachetna, ale czy jeśli Leo pójdzie grac do ŁKSu to będziesz chodził na mecze ŁKS czy Polfy (gdy grać będą w tym samym czasie)? Komu bedziesz kibicował w meczach derbowych??
2. Z drugiej strony nieco dziwię się tak histerycznej reakcji chocby Luckiego z meczu wyjazdowego do Gdyni. Przeciez jesteście z jednego miasta, wyjeźdżacie na walkę przeciw wspólnemu rywalowi i... nie potarficie się porozumiec? Nie przypominam sobie wyjazdu ŁKSu na którym nie trzymalibyśmy się razem, zasze nawet jesli grupy jechały niezależnie i niekoniecznie podobali nam się ludzie od nas (wyjazd do Chełma z grupą małoletnich "sierot" srajacych w portki) na hali przeciwnika stanowimy jedność, jeden za wszsystkich, wszyscy za jednego.
3. I sprawa ostatnia poruszona przez Trenejro o zawieraniu przyjaźni z innymi kibicami... Nic na pewno nikomu do tego, ale nie w imieniu ogółu kibiców i nie pod sztandarem barw klubowych. Smiesza mnie kibice którzy szczycą się przyjaźniami z takimi to a takimi a ci za ich plecami śmieją się z nich nazywajac chociażby Pabianice Pawianicami



